Na wstępie muszę wyjaśnić, że nie chodzi podrabianie banknotów ani o luzowanie polityki monetarnej Europejskiego Banku Centralnego. Historia opisana poniżej wydarzyła się (i trwa nadal) naprawdę, mieszkańcy wyspy leżącej obok miasta Vancouver w Kanadzie postanowili wyemitować własną walutę, która miała być używana obok dolara. A było to tak…

(tutaj wyobraźcie sobie, że ekran się rozmywa przy dźwiękach harfy)

Pomysł na własne pieniądze

Zaczęło się na początku lat 80-tych, Kanada przeżywała wówczas kryzys gospodarczy z wysokim bezrobociem i inflacją. Na wyspie Vancouver Island było bardzo nieciekawie, ludzie nie mieli pracy, lokalne biznesy kiepsko prosperowały, na turystów i inwestorów też nie było co liczyć.

Michael Linton i jego przyjaciele zastanawiali się jak sobie poradzić z tą sytuacją. Rozważając różne opcje, zorientowali się, że nikt nie ma pieniędzy! Rozwiązanie przyszło im do głowy szybciej niż się spodziewali: ty potrzebujesz drewna, ja chcę naprawić samochód, ona potrzebuje korepetycji z matematyki itd. Każdy czegoś potrzebował i miał coś do zaoferowania w zamian. Tylko jak połączyć jednych i drugich, żeby wszyscy byli zadowoleni? Poza tym jak przeliczyć wartość jednej usługi lub towaru na inny? Zamiana jabłek na gruszki jest prosta ale jak przeszacować wartość wyrwanego zęba na słoiki ogórków?

Tego typu pomysły, oparte na barterze to nonsens, potrzeba było rozwiązania systemowego, stworzenia jakiegoś wzorca wartości – jednostki monetarnej mogącej wycenić wszystkie towary i usługi oferowane przez mieszkańców. Słowem potrzeba było własnej waluty!

Jak to działa

Amerykański ekonomista Hyman Minsky powiedział kiedyś: „Każdy może stworzyć pieniądze, problem w tym, żeby inni je zaakceptowali”. Z tym problemem zderzyli się nasi bohaterowie. Wiedzieli, że tworzą własną walutę „z powietrza”, umawiając się, że wszyscy uczestnicy będą ją akceptować. Kłopot polegał na tym, że nie wiedzieli ile na początek należy każdemu dać tych „nowych pieniędzy”. Ktoś zaproponował 1000 $, ale to wydawało się za dużo, 100 $ było za mało itd. Próbując znaleźć optymalną wartość doszli do wniosku, że najbardziej właściwą kwotą od jakiej wszyscy powinni zacząć, jest… zero, bo tyle de facto mieli. Zamiast drukować kolorowe papierki i udawać, że one mają „wartość”, każda transakcja miała polegać na tym, że jedna strona wystawia swoistą promesę zapłaty i ta promesa dla drugiej strony staje się pieniądzem, który może dalej puścić w obieg.

Na przykład: Adam chce kupić od Marka drewno o wartości 50$, w takiej sytuacji Adam emituje te 50$ i jest to jego dług. Daje je Markowi i w zamian bierze drewno, czyli Adam -50$ , a Marek +50$. Następnie Marek wydaje swoje 50$ na jabłka u Zuzi, czyli teraz Zuzia ma +50$ a Marek ma zero. Wtedy Zuzia udaje się do Adama, który jest fryzjerem i prosi o strzyżenie. Płaci Adamowi 50$ i wszyscy mają to co chcieli i wszystkie długi zostają spłacone.

Zaczynamy od zera

Założenie, że wszyscy zaczynają od „zera” pozwoliło stworzyć system płatniczy, gdzie każda osoba jest emitentem waluty. W obrębie uczestników obowiązuje umowa, że płacąc, emituje promesę, która automatycznie staje się pieniądzem. Przy każdej transakcji jedna osoba płaci, wtedy jego „konto” pomniejszane jest o ustaloną kwotę, a druga osoba zarabia i jego „konto” jest powiększone o ustaloną kwotę. Jeżeli zsumuje się wszystkie konta wynik będzie zero. Oczywiście niektórzy będą na minusie a inni na plusie ale to po jakimś czasie się zmieni.

Pieniądze z Vancouver Island początkowo wcale nie były drukowane. Przypominało to raczej bankowość telefoniczną. W miejscowej bibliotece stał komputer na dyskietki 5.25 cala, na którym zainstalowano prosty program księgowy. Każdy miał tam swoje konto i po każdej transakcji dzwoniono do biblioteki z informacją czyje konta należy skorygować na jaką kwotę. Początkowo grupa uczestników liczyła ok 30 osób, po 6 miesiącach było ich już ponad 300. Prawdziwa lawina ruszyła, jak do systemu dołączył miejscowy dentysta, którego gabinet nie przynosił kokosów i miał sporo wolnych mocy przerobowych. Dla wszystkich uczestników i pozostałych mieszkańców to był sygnał, że waluta stała się poważniejszym aktywem i dlatego chętniej do systemu przystępowali.

Najważniejsze jest zaufanie

Aby lokalna waluta zadziałała, ludzie muszą uwierzyć że każdy kto jej używa osiąga dzięki temu jakieś korzyści. Niezwykle ważne jest to, aby lokalne pieniądze akceptowane były przez lokalny biznes. Ilość dóbr i usług jakie można wymienić między sąsiadami i kumplami jest ograniczona ale jeśli za lokalne pieniądze można pójść do fryzjera, kupić jakieś rękodzieło w miejscowej galerii lub napić się piwa w pubie to ich wartość zdecydowanie rośnie.

Nasza lokalna waluta

Problemów Naszej Gminy lokalna waluta nie rozwiąże, ale gdybyśmy wprowadzili ją w życie, mogliby na tym skorzystać mieszkańcy i miejscowy biznes. Przykład z Vancouver Island pokazuje, że jest to również element, który spaja lokalną społeczność, mieszkańcy bardziej sobie ufają, chętniej świadczą wzajemne usługi i stają się bardziej przedsiębiorczy.

Na świecie istnieje 2500 lokalnych walut, dlatego proponuję stworzyć jeszcze jedną: REWALORY
I to jest prawdziwe wizjonerstwo !