Pisaliśmy ostatnio o zarybianiu szczupakiem dopływów jeziora Liwia Łuża przez członków Koła Wędkarskiego „Liwia”. Jest to możliwe na mocy umowy ze szczecińskim okręgiem PZW, która oddaje jezioro i okoliczne dopływy w użyczenie koła. Umowa ta ma swoje blaski i cienie.

Walka z kłusownictwem

Ideą starań o przejęcie jeziora przez KW oraz władze gminy Rewal była możliwość walki z kłusownictwem na tym akwenie. „Przy dużej skali zjawiska tylko nadzór ludzi mieszkających tutaj na co dzień może dać szansę skutecznej walki. Swojego pilnuje się skuteczniej” – wyjaśnia Piotr Stefanowicz z koła „Liwia”. I trzeba przyznać, że od podpisania umowy w 2010 roku osiągnięto spore sukcesy. Członkom koła we współpracy ze Strażą Rybacką udało się na przykład na początku tego roku zarekwirować prawie 300 metrów sieci kłusowniczych zastawionych na jeziorze, a w latach wcześniejszych takie „znaleziska” były częstsze.

Połowy tylko z pomostów – widmo

Umowa jest istotna także z innego względu. Daje szanse, wraz z pozytywną opinią środowiskową z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, na budowę pomostów na jeziorze, który pozwoliłyby na wykorzystanie Liwiej Łuży do bardzo popularnej w tej części Europy turystyki wędkarskiej.
Przypomnijmy, że na terenie rezerwatu nie można łowić ani z łodzi, ani z brzegu. Dopuszczone jest to tylko z pomostów, których… nie ma. Opinia RDOŚ pozwala na ustawienie kilku pomostów, kilku tablic informacyjnych oraz jednej ambony obserwacyjnej. Problem w tym, że mimo realizowania innych inwestycji w gminie, które szły w turystykę „betonową”, koncepcja inwestycji służącej rozwojowi form turystyki zgodnej z ekorozwojem i ochroną środowiska oraz wychodzącej na przeciw wieloletnim oczekiwaniom Niechorzan wciąż była odkładana na bok przez lokalne władze. Jest to o tyle interesujące, że akurat projekt na wykonanie tych konstrukcji został spłacony.

Zagrożenia niewywiązywania się z umowy

„Umowa nakłada też na gminę także pewne obowiązki. Trzeba realizować zarybiania wspólnie z PZW i pokrywać połowę kosztów. Okazuje się jednak, że gmina zalega z tymi opłatami za prawie dwa lata. W obecnej sytuacji nieduża kwota nieco ponad 40 tysięcy złotych ma inną wartość, ale konsekwencje niewywiązywania się z postanowień umowy mogą być poważne” – uważa prezes koła „Liwia” Edward Stefanowicz. Jego zdaniem te opóźnienia mogą doprowadzić do wypowiedzenia umowy przez PZW, co znów wydłuży starania o jakże istotne rozwiązania pozwalające wykorzystać potencjał jeziora Liwia Łuża.

Jest to smutna sytuacja, bo raczej trudna do korzystnego rozwiązania w obecnych realiach finansowych gminy. KW „Liwia” z własnych składek zadłużenia gminy zdecydowanie nie jest w stanie pokryć. Z drugiej strony żal, że od kilku lat nie udaje się wykorzystać potencjału jeziora. Jak twierdzą fachowcy, wobec niemożności wydłużenia sezonu letniego w Polsce ze względu na uwarunkowania klimatyczne i prawne, szansą są alternatywne formy turystyki, w tym turystyka wędkarska i ornitologiczna.

1 komentarz

  1. A może jest tak Przemku, że koncepcji dla Niechorza jest aż tyle, że same się wykluczają ? Ptaki, ryby czy przystań windsurfingowa (???) na jeziorze. Kilka tygodni ( miesięcy) temu, było to przypominane w artykule o nazwie : ” Cuda nad Liwką „

Dodaj komentarz