Bieszczadzka Kolejka Leśna to jedna z najbardziej znanych atrakcji turystycznych w południowo-wschodniej części Polski. Z naszą ciuchcią łączy ją wiele podobieństw (choć są też różnice), dlatego pozwoliliśmy sobie sprawdzić na własnej skórze, na ile atrakcyjna i konkurencyjna jest ta oferta.

Aby przejechać się ciuchcią trzeba dotrzeć na zabytkową stację w Majdanie. Gdy przyjeżdżamy pół godziny przed odjazdem pierwszego składu, parking już pęka w szwach. Pociąg jedzie w dwóch kierunkach. Do Przysłupa i na Balnicę. Okazuje się, że na tę pierwszą trasę nie ma już miejsc, choć kolejka do kasy krótka. Większość podróżnych kupiła bilety przez internet. Zostaje nam poczekać godzinę i jechać na Balnicę. Trasa mniej ciekawa, ale następny pociąg do Przysłupa odjeżdża za 3 godziny. Szkoda czasu.

W oczekiwaniu na nasz pociąg idziemy zwiedzać niewielkie muzeum. Eksponatów sporo, jednak w większości nieopisanych. Jak się ktoś nie zna, to wychodzi stamtąd szybciej niż przyszedł. Uwagę przykuwa głównie stary pistolet, maszyny do pisania i… kartki na mięso. Co to ma do kolejnictwa? Tego nie napisano.

Wychodzimy z muzeum. Na stacji panuje spory ruch. Właśnie odjeżdża pociąg do Przysłupa. Jeden skład zabiera 200 osób. Zaraz podstawią nasz. Ten będzie dłuższy o jeden wagon. Kilka minut później z megafonów płynie informacja, że zostanie podstawiony dodatkowy skład na Balnicę, bo jest tak dużo chętnych. Podobno przewóz dziennie 1200 pasażerów to jest tutaj norma. W szczycie sezonu bywa nawet więcej. Koleją zarządza specjalna fundacja powołana pod koniec poprzedniego stulecia. Zatrudnia 20 osób zajmujących się obsługą pociągów. Jeśli doliczyć sprzedawców w licznych sklepikach z pamiątkami i lokalnymi potrawami usytuowanych na poszczególnych stacjach oraz ludzi z obsługi parkingu, to osiągniemy liczbę prawie stu osób. Jak widać, działania fundacji ratującej zamkniętą w 1994 roku kolejkę przyniosły sukces.

Droga na Balnicę trwa 45 minut. Średnia prędkość to 12 km/h, choć pociąg nie przekracza 16 km/h. Można byłoby swobodnie wysiąść za potrzebą z pierwszego wagonu i zdążyć wsiąść do ostatniego. Nie pozwalają na to konduktorzy, którzy stoją na końcu każdego wagonu i bacznie obserwują podróżnych. Wnętrza wagonów są dość toporne. Ławki z parku postawione wzdłuż. Na początku i tak nikt nie siedzi. Sama podróż jest nudna. Jedynie odcinek przy nieistniejącej stacji Solinka pozwala obserwować fajne widoki. Reszta niczym nie różni się od widoków z samochodu, zaś sam podjazd na szczyt prowadzi przez gęsty las. Największą atrakcją jest kukła przedstawiająca śmierć ustawiona mniej więcej w połowie odcinka.

Na stacji w Balnicy postój trwa 30 minut. Można się posilić w jednym z kilku punktów serwujących bieszczadzkie przysmaki. Nie ma tu jakiegoś dworca czy peronu. Tylko kilka drewnianych wiat, gdzie mieszkańcy okolicznych wsi mają szansę nieco zarobić. Inną, chyba nawet większą, atrakcją tej stacji jest spacer na Słowację, do której mamy jakieś 50 metrów. Kiedyś przekroczenie w tym miejscu granicy mogło kosztować życie, teraz codziennie robi to kilkaset osób i wracają, przynajmniej większość. Niektórzy decydują się kupić bilet w jedną stronę i do Majdanu iść szlakiem przez las.

Po kolejnych 45 minutach oglądania drzew i szosy mocno wynudzeni wracamy na stację początkową. Tutaj dostrzegamy tablicę informującą o dotacji unijnej na rewitalizację bieszczadzkiej kolejki. Za niespełna 1,7 mln złotych zakupiono 7 wagonów, wyremontowano 8 kolejnych, przeprowadzono remont torowiska na odcinku 21 km, przeprowadzono remont kapitalny silnika lokomotywy Lyd-2, zakupiono eksponaty muzealne, wyremontowano budynek kasy oraz przechowalni bagażu oraz przeprowadzono kilka innych, drobniejszych działań.

Za całą przyjemność podróży bieszczadzką atrakcją zapłacić trzeba 26 złotych. 24 za bilet i 2 za wstęp na teren dworca (bez względu czy przyjechaliśmy autem czy przyszliśmy piechotą). W zamian możemy zwiedzać muzeum, skansen, w którym zgromadzono troszkę wagonów i lokomotyw. Toaleta jest średnio czysta, ale i tak lepsza niż toi-toi. Ceny w punktach z pamiątkami takie jak wszędzie w Bieszczadach, za to lokalne przysmaki rzeczywiście smaczne i nawet niedrogie (osobiście polecam proziaki i racuchy z dżemem, niestety zazwyczaj kupnym).

Na koniec kilka faktów. Bieszczadzka Kolejka Leśna powstała w 1898 roku. W czasach swojej świetności miała ponad 50 km tras o szerokości torów 750 mm (początkowo 760 mm). Obecnie działa tylko 28 km torowisk z siedmioma stacjami, choć w 2017 roku na odcinku od Balnicy do Woli Michowej nie prowadzono przejazdów rozkładowych. Najbardziej atrakcyjne przejazdy z parowozem przewidziane są tylko we wtorki i piątki z wyłączeniem dni świątecznych. Komu mało informacji, zapraszamy w Bieszczady!

6 Komentarze

  1. Tam poradzili sobie za sensowną kwotę, a u nas musiał być przepych. Tylko, że z tych 80 baniek na ciuchcię nie starczyło paruset tysięcy na remont parowozu, za to mamy wielkie, puste dworce tam, gdzie wystarczyłyby stacyjne perony, jak za Niemca.

    • Wujku, już nie pastw się nad tą kolejką. Oczywiście masz rację, ale pomyślmy teraz jak przekształcić to w prężne i dochodowe przedsiębiorstwo. Moim zdaniem jego potencjał nie jest wykorzystany nawet w połowie.

  2. Ta granica państwa, to ze Słowacją, a nie z Ukrainą prawda, bo widzę, że strzeże jej jakiś gościu w dżinsach i bejsbolówce 😉

  3. Panie Jacku, prężne i dochodowe przedsiębiorstwo??? Pan raczy żartować? To taki sam nietrafiony i ekonomicznie niewytłumaczalny bohomaz jak szalety artdeco w Pobierowie. Ale czy to nie Pan jako radny podnosił obie ręce za tymi wisienkami na torcie? Proszę mnie poprawić jeżeli się mylę

    • Panie Jarku. Trafił Pan jak kulą w płot. Toaleta w Pobierowie to decyzja rady 2006-2010 (ja byłem następną po tej kadencję), a jeśli chodzi o kolejkę, to byłem na początku jedyną, a potem jedną z niewielu osób, która się tej inwestycji sprzeciwiała. To można sobie nawet sprawdzić. ALE…………już jest ta kolejka. Trudno. Kasa poszła. Gmina pod kreską z tego powodu. Jednak coś trzeba z tym fantem zrobić, a ja twierdzę, że obroty da się nawet podwoić, tylko muszą się zająć nią ludzie z wizją, znający się na turystyce, eventach, a najlepiej jak będzie w rękach prywatnych czy jak w przypadku kolejki bieszczadzkiej w rękach fundacji.

Dodaj komentarz