Takich kolejek Niechorze dawno nie widziało. Nawet kilka dni wcześniej podczas samorządowych wyborów. Z jakiegoś jednak powodu, niemal w przededniu setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, w Muzeum Rybołówstwa Morskiego długi na kilkadziesiąt dusz rządek stał cierpliwie, w oczekiwaniu.

Niepodległe Horzewo

„Za czym kolejka ta stoi?” chciałoby się zapytać, cytując klasykę. Odpowiedź jest prosta – czekano na autograf z dedykacją dra Przemysława Łonyszyna w jego najnowszej książce o początkach polskości w Horzewie (tak tuż po wojnie nazywało się Niechorze).

Publikacja zatytułowana „Nasze niepodległe Niechorze” to jedno z najważniejszych tegorocznych przedsięwzięć niechorskiego muzeum. Prace nad nią trwały wiele miesięcy wliczając przygotowanie wniosku o dofinansowanie w ramach programu „niepodległa”. Wszystko po to, aby ocalić przed zapomnieniem niewzwykłą historię Niechorza. Sądząc po ilości osób, które przyszły na premierę książki, cały włożony trud miał sens. Grono zainteresowanych historią naszej gminy jest duże i stale rośnie. Niektórzy na to spotkanie przyjechali aż ze Śląska.

Nie tylko książka

Prezentacja miała odświętny charakter. Przybywający do muzeum goście tuż po przekroczeniu progu dostawali biało-czerwone kotyliony, które przypominały im o tym, co leżało u podstaw przygotowania takiej publikacji – czyli uczczeniu wyjątkowej dla Polski rocznicy. Ponadto na ścianach sali wykładowej muzeum pojawiła się, specjalnie przygotowana przez pracowników muzeum, wystawa wzbogacająca informacje zawarte w książce.

Prelekcję autora poprzedził występ znanego już nie tylko w województwie chóru „Amber Singers”, który tego tygodnia miał wyjątkowy wkład w jubileuszowe obchody. Pieśni patriotyczne chyba nigdy wcześniej nie brzmiały w tym budynku tak wspaniale. Może powinno tak być częściej?

Po koncercie dr Łonyszyn opowiadał o tym, jak wyglądała od kuchni jego praca nad publikacją, tłumaczył, czym jest idiolekt, a także dlaczego ślad po niektórych mieszkańcach zaginął, przynajmniej w dokumentach urzędowych. Na koniec autor otrzymał spontaniczne podziękowania od Przewodniczącego Rady Gminy Bogusława Woźniaka, kwiaty od Dyrektor Muzeum Rybołówstwa Morskiego Martyny Sałek i rzęsiste oklaski od publiczności, która później czekała na podpis we wspomnianej na wstępie kolejce. Co mniej cierpliwi, czas oczekiwania umilali sobie podczas dyskusji lub konsumpcji przygotowanego przez „załogę” muzeum poczęstunku.

Książka w muzeum… i nie tylko

Warto dodać, że „Nasze niepodległe Niechorze” to już trzecia książka Przemysława Łonyszyna na temat wczesno-powojennej historii gminy Rewal. Poprzednie opisywały losy Sybiraków oraz przesiedleńców w ramach Akcji „Wisła”. Wszystkie trzy dostępne są w niechorskim muzeum.

Ponieważ nakład książki o Niechorzu jest ograniczony i prawdopodobnie nie wystarczy dla każdego chętnego, już dziś w imieniu wydawcy, czyli muzeum, możemy zapewnić, że niedługo dostępna będzie do pobrania za darmo wersja elektroniczna w formacie pdf. To dobra wiadomość szczególnie dla tych, którzy do czytania wykorzystują urządzenia mobilne.

„Nasze niepodległe Niechorze” to 140 stron podróży po Niechorzu z lat 1945-1960 widzianego oczami tych, którzy wówczas w tej miejscowości mieszkali i ją od podstaw kształtowali. Opowieści przeplatane są licznymi zdjęciami oraz cytatami z różnych źródeł. Całość, chwilami żartobliwa, chwilami smutna, daje wyjątkowy obraz życia na terenach tzw. Ziem Odzyskanych.

foto: Paulina Czaplińska

2 Komentarze

  1. Brawo Pani Martyno !!!
    Brawo Panie Przemysławie !!!
    Oby, jak najwięcej takich inicjatyw, chęci w poszukiwaniu projektów i realizacji !!!
    Właśnie takich ludzi nam trzeba !!!
    Gratuluję publikacji, projektu, frekwencji, i jakości !!!

  2. Gratulacje dr Przemysław Łonyszyn. Nie byłem, żałuję. Postaram się to nadrobić 😉 Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że takie lokalne SKARBY, jak Przemek, trzeba jeszcze lepiej „zagospodarowywać” dla dobra nas wszystkich. Niedawno na FB trwała dyskusja o przyszłości turystyki, gdzie przytoczyłem raport dotyczący historii jej rozwoju na wybrzeżu brytyjskim http://www.turystykakulturowa.org/pdf/2013_07_01.pdf a jednym z wniosków wyciąganych przeze mnie na przyszłość, była konieczność odbudowy instytucji ANIMATORA wydarzeń atrakcyjnych dla potencjalnego turysty, czy to z zakresu sportu i rekreacji, kultury, sztuki, kulinariów czy rozrywki, czyli reaktywacja CIPR-u. Trzeba by było się zastanowić w jakiej formie powinien się odrodzić, czy gminnej, czy stowarzyszeniowej (zasilanej finansowo z budżetu gminy) czy prywatnej. Wydaje się, że ta druga forma byłaby najefektywniejsza. 3S (sea,sun & sand) już nie działa w takim stopniu jak kiedyś, więc gminy, które o tym zapominają de facto cofają się w rozwoju. I tutaj właśnie jest świetne pole do zagospodarowania dla naszych lokalnych skarbów. Gmina czyli MY, powinniśmy podobnie jak w odniesieniu do klubów sportowych, wspierać finansowo stowarzyszenia zajmujące się poszczególnymi „wycinkami frontu”, ale w zamian oczekiwać zagospodarowania czasu wolnego odwiedzającym nas w charakterze turystycznym gościom. Zgadzacie się z tym?

Dodaj komentarz