Przy okazji odsłony nowych „Widoków” dodajemy do naszej strony nowy element który zatytułowaliśmy oryginalnie „kącik literacki”. Mamy nadzieję, że recenzje i dyskusje o książkach przypadną Państwu do gustu i zachęcą o dzielenia się własnymi opiniami.
Jako pierwszy artykuł z tej serii napisała Wioletta Mackiewicz, życzymy przyjemnej lektury 🙂


A zatem o życiu tym razem, czyli o książkach: Marcina Kąckiego „Białystok. Biała Siła, czarna pamięć” z 2015 r. i Anny Bikont „My z Jedwabnego” z 2004 r.

Co jakiś czas pojawiają literackie i nie tylko spekulacja z rodzaju: co by było, gdyby… Np. gdyby nie pakt Ribbentrop – Mołotow. Po której stronie mocy byłaby Polska i Polacy? Czy oparlibyśmy się ideologii nazistowskiej w 39 i 41 roku?

Dzięki temu, że historia potoczyła się tak, jak potoczyła, jeszcze pamiętamy, że nacjonalizm jest zły. Mam nadzieję, że uda nam się to przekonanie zachować. Ale warto zażywać co jakiś czas pigułkę pamięci. Wiedza to czasem bardzo nieprzyjemna, ale konieczna.

Obydwie pozycje – Anny Bikont i Marcina Kąckiego – są gorzkie i trudno przełknąć ich sens, ale warto ponosić koszty, aby poszerzyć świadomość.

bialystok-biala-sila-czarna-pamiecReportaż Marcina Kąckiego to nowość z końca października 2015. Autor jest dziennikarzem śledczym, ma m.in. na koncie ujawnienie i zakończenie 30-letniej pedofilskiej działalności Kroloppa, a także ujawnienie afery Samoobrony o pracy w strukturach partyjnych za seks.

Tym razem bierze pod mikroskop Białystok i okolice, czyli tereny uznawane od jakiegoś czasu za gniazdo polskiego nacjonalizmu. Kącki bada zjawisko oglądając współczesność i szuka źródeł w przeszłości, w przedwojniu i czasach wojny.

Bada współczesność – konflikt między tymi, którzy chcą ocalić pamięć o Żydach a tymi, którzy chcą tę pamięć wygumkować, bo niesie za sobą wiele niefajnych prawd o Polakach oraz wskazuje na żydowskie pochodzenie miasta; stosunek do zabytków, tradycji. Analizuje, jak politycy rozgrywają na swoją korzyść lęki, ograniczenia, brak świadomości i wiedzy społeczeństwa. Bada podziały i ograniczenia pomiędzy duchownymi i wiernymi różnych wyznań. Wysłuchuje racji nacjonalistów i przegląda ich trzykolorową podbudowę ideologiczną: patriotyczno-biało-czerwoną i nazistowsko-brunatną. Pokazuje, jak wiele złego dzieje się w środowisku kibolskim i – ku zaskoczeniu – disco-polowym. Znajduje bogate złoża nacjonalizmu, antysemityzmu, homofobii, patriarchatu , istne wężowisko nietolerancji i wydawało się, że już wymarłych, wstydliwych przesądów i przekonań. Ten ideologiczny misz-masz byłby zabawny, gdyby nie był tak groźny. Szuka wpływu czasów przedwojennych i wojennych, pogromów Żydów, wywózek, okupacji niemieckiej i sowieckiej, partyzantki różnej maści na współczesnych obywateli.

Całość obejmuje klamrą idea Ludwika Zamenhofa: niepoprawnego idealisty- który wierzył, że całe zło świata i wojny biorą się z braku humanitaryzmu i fanatyzmu, a antidotum na te choroby to wspólny język; twórcy esperanto; Żyda; białostoczanina. A także obrazem dawnego barwnego Białegostoku, ideału multi-kulti, gdzie Żydzi ,Polacy, Tatarzy, Białorusini, Niemcy /! – kolejność wg struktury narodowościowej/ przez stulecia lat tworzyli wspaniałą, przebogata kulturę.

Lektura absolutnie obowiązkowa, szczególnie teraz, gdy brunatna zaraza rozlewa się po Polsce. I warto pamiętać pogląd Marka Edelmanna, że zło zaczyna się rozrastać od zignorowania małego incydentu, np. spalenia kukły Żyda na wrocławskim rynku. Dodatkowy atut reportażu – czyta się go doskonale. I pełno w niej zabawnych smaczków, np. „<<Ramowy program wychowania do życia w rodzinie Miasta Białegostoku>>, (…), napisali Andrzej i Lidia Dakowiczowie, przeciwnicy in vitro. Obydwoje są absolwentami KUL (…) Program opiniował ksiądz Jan Fiedorczuk, recenzentem był ksiądz Adam Skreczko.” A w stołówce Sądu Okręgowego w Białymstoku można nabyć publikacje Leszka Bubla w rodzaju „Lista najgorszych Żydów 2014” czy też „Talmud: studnia żydowskiego przemysłu porno – gdy dzieci gwałcą dzieci”, itp.
jedwabneKsiążka Anny Bikont „My z Jedwabnego” to kawał wielkiej pracy, którą autorka wykonała oraz bardzo dobry pomysł, aby zestawić razem dawne fakty i ludzi oraz wrażenia i spostrzeżenia z dziś. Książka powstała w okresie, kiedy temat Jedwabnego zagościł na stałe w TV, prasie i naszych domach.

Pomysł: opisać, zebrać, przedstawić świadectwa i bohaterów pogromów żydowskich w lipcu 1941r. w Jedwabnem, Radziejowie i Wasoszu. To jedna warstwa opowieści autorki. A druga: napisać pamiętnik z poszukiwań. niekiedy dzień po dniu poznajemy potyczki Anny Bikont, ale też fragmenty z gazet, publikacji i spotkań z ludźmi, skrót śledztwa IPN, kazania kościelne, relacje z TV i transmisję z różnych uroczystości i spotkań.

Pamiętnik obejmuje lata 2000 -2004 oraz opisy współcześnie stosowanych strategii: kłamstwa, wypierania, zakłamywania, zaprzeczania faktom, bagatelizowania, dehumanizowania ofiar .

Lektura wstrząsająca. A najbardziej wstrząsający jest obraz współczesności. Po lekturze książek Grossa, pamiętników ofiar czasu wojny, „Pokłosiu” i „Róży” już się – na tyle, na ile jest to w ogóle możliwe – oswoiliśmy z okrucieństwem naszych rodaków w czasie wojny względem swoich sąsiadów-Żydów, każdy z nas to przyjął, poukładał w głowie, uzasadnił – wpływami endeckimi, biedą, brakiem świadomości, wojenną i powojenną deprawacją. Sądzić by można, że podstawa holokaustu – idea wymordowania całego narodu została oceniona przez ludzi i historię jako zło absolutne, dzieło szatańskie.

A tu szok! Okazuje się, że w XXI wieku stan umysłów, cywilizacja znajdują się w tym samym miejscu – antysemityzm polski jest dość powszechny/ostatnie statystyki podają 33% społeczeństwa/ i – co jest szczególnie trudne do akceptacji – silnie związany z częścią środowiska duchownych katolickich. Klisze, kalki, stereotypy, przesądy i kłamstwa dotyczące Żydów i Polaków są stosowane, można odnieść wrażenie, że niektórzy ludzie nie wiedzą, do czego służy literatura, historia, sztuka, archiwa i przeglądarka internetowa.

Jednym z funkcjonujących stereotypów jest usprawiedliwianie morderców tym, że Polacy mścili się za donosy: to Żydzi w czasie okupacji sowieckiej przyczynili się do polskiej Syberiady. Prawda jest jednak taka, że donosili Polacy i Żydzi /kolejność podkreśla proporcje/ na Polaków i Żydów. Bo taka jest natura ludzka. To ludzie donosili na ludzi i ludzie byli wywożeni na Wschód. Pośrednie potwierdzenie mamy w zasięgu ręki, mówią nam o tym nasi krajanie: w zbiorze „Sybiracy w Gminie Rewal” w opracowaniu Przemka Łonyszyna pojawiają się we wspomnieniach całe wagony żydowskie i polskie.

Również szczególnie mocna jest informacja, że wiedza o jedwabiańskiej i radziłowskiej zbrodni w czasach powojennych i współczesnych była lokalnie wiadoma, ale niejawna; w czasach PRL niektórzy zbrodniarze byli więzieni lub ukarani śmiercią. Natomiast wiedza ta nie była przyswojona, upowszechniona, upubliczniona, o tym się nie mówiło. Jednak każdy lokals widział, po którym Żydzie ma futro, kociołek i sad.

Pozycja hardkorowa, trudna i kosztuje bardzo dużo emocji. Ale daje mnóstwo wiedzy, poszerza świadomość i szeroko otwiera oczy. Kosztuje koszmarne sny i myśli, ale daje w zamian potężną porcję wiedzy o ludziach i życiu w przedwojennym sztetlu. Satysfakcję daje też świadomość, że znalazło się w sobie moc, aby ją poznać, ale i smutek, że tamten świat już zniknął, że wydarzył się wojenny armagedon.

*znalezione, anonimowe

Wioletta Mackiewicz