Tego jeszcze nie było. Wybrzeże Rewalskie ma własny wakacyjny tygodnik o charakterze informacyjno-reklamowym. Otrzymał tytuł „Klif”, by kojarzył się jednoznacznie z tak charakterystycznym dla tego regionu brzegiem morskim.

To początek artykułu wstępnego w pierwszym numerze Gazety Wczasowej „Klif”, która ukazała się na początku lipca 1993 roku. Dwadzieścia pięć lat temu! Okrągłą rocznicę można oczywiście świętować, ale dla redakcji Widoków.info jest to raczej okazja do przypomnienia:

– jak w pierwszych latach istnienia samorządu lokalnego wyglądała nasza gmina, zwana wówczas popularnie Wybrzeżem Rewalskim;

– jak wielkie zmiany zaszły na przestrzeni minionego ćwierćwiecza;

– jakie inicjatywy społeczne sprawiły, że gminę Rewal uznawano wówczas za pioniera w wielu dziedzinach?

Stąd nasz pomysł, by kartkować archiwalne „Klify”, wykrzykując od czasu do czasu: Ale numer!

Zatem zaczynamy.

W numerze 1. na pierwszej stronie zamieszczony został wywiad z panią sekretarz Urzędu Gminy w Rewalu Elżbietą Łonyszyn pod znamiennym tytułem: „Witamy i przepraszamy”.

Witamy – bo jakże inaczej. Czysta woda, wspaniałe plaże, piękny klifowy brzeg, sympatyczne ośrodki wczasowe są niewątpliwie atutami tej części województwa szczecińskiego. Dodajmy do tego mikroklimat (w pobliskim Kamieniu pada, a tu świeci słońce) i sporo atrakcji przygotowanych z myślą o wczasowiczach, turystach i kolonistach – pisał „Klif”, informując na dalszych stronach o szczegółach tychże atrakcji.

Przepraszamy – gdyż ulice i chodniki, głównie w Rewalu, Niechorzu i Pobierowie, były dokumentnie rozkopane. Modernizacja infrastruktury komunalnej trwała w najlepsze, ale przecież nie można było ogłosić przerwy w działalności wczasowej „z powodu że remont”. Gmina przejęła wodociąg od FWP, a Zakład Gospodarki Komunalnej przeprowadził wiele prac, dzięki którym poprawiło się ciśnienie, a i smak wody jest lepszy. Działała już oczyszczalnia ścieków w Pobierowie, ale trwała budowa kanalizacji.

Pani sekretarz, korzystając z okazji, przeprosiła na łamach „Klifa” za te utrudnienia i prosiła o wyrozumiałość. Wierzę, że nasi goście nie zrażą się i odwiedzą nas za rok, czy za dwa lata, gdy wszystkie ulice będą już miały gładką nawierzchnię – powiedziała na koniec wywiadu, który przeprowadził red. Jerzy Times.

Na ośmiu stronach formatu A4 można było przeczytać o wielu różnych sprawach, wagi lekkiej, półśredniej i ciężkiej. Oto krótki przegląd tytułów:

* Hotel jak z piosenki. Dyrektor Zakładu Gospodarki Komunalnej Zygmunt Wołejszo opowiadał o urokliwie położonym (wśród zieleni na promenadzie), wówczas jedynym w gminie hotelu OSiR, gdzie działała nie tylko informacja turystyczna, ale był także bank informacji o wolnych miejscach. Za dzień pobytu w hotelowym pokoju dwuosobowym trzeba było zapłacić 130 tys. zł (za osobę, czy za pokój – „Klif” nie wyjaśnił).

* Najłatwiej zabłądzić w… Pobierowie. Na przykładzie kolonisty Piotrusia, który wyszedł z ośrodka dosłownie na chwilę i nie potrafił wrócić, redakcja pokazała, jak łatwo zgubić się w tej miejscowości, która miała wtedy 100 ulic, w większości w lesie.

* Telefon nadal ku ozdobie. Telekomunikacja, choć wymieniła automaty uliczne, nadal funkcjonowała jak za króla Ćwieczka. W rozmowach wczasowiczów próbujących dodzwonić się do domów słychać takie opinie o naszej telekomunikacji, że strach nawet je powtarzać – podsumował sytuację red. (t).

* Co dalej z amfiteatrem? Gmina wydzierżawiła amfiteatr w Rewalu na pięć lat w zamian za wykonanie zadaszenia, uzupełnienie siedzisk oraz wykonanie zaplecza dla artystów i obsługi technicznej. Wróble w Rewalu jednak ćwierkają, że nowy gospodarz przemyślał jeszcze raz umowę dzierżawy i doszedł do wniosku, że to się nie opłaca i chce się wycofać.

* Rewal nie ma herbu. Gmina ogłosiła konkurs na projekt. Wpłynęło kilka propozycji, ale nie przypadły one do gustu radnym. Przy okazji „Klif” napisał, powołując się na „Słownik etymologiczny miast i gmin”, że pochodzenie nazwy Rewal nie zostało wyjaśnione do końca. Niemiecka nazwa Rewahl też jest niewiadomego pochodzenia. Została spolszczona po 1945 roku.

* Wstęp nadal bezpłatny. W sezonie 1993 część plaż w gminie Rewal została wydzierżawiona osobom prywatnym i firmom. Kto miał te plaże? Między innymi spółki: „Terimex” po raz drugi oraz „Dormen”. Dzierżawcy wzięli na siebie obowiązek dbania o czystość i bezpieczeństwo plażowiczów. Nie mogli jednak pobierać opłat za wstęp na swoje plaże. Mieli natomiast zarabiać na wypożyczaniu sprzętu plażowego i pływającego oraz prowadzeniu punktów handlowych i gastronomicznych.

* Pomnik… niemocy. To artykuł o budowie ośrodka wypoczynkowego w centrum Rewala, czyli dzisiejszej „Leśnej Przystani”. Inwestycja rozpoczęta z rozmachem w czasach Gierka, stanęła w miejscu, gdy w ślad za planem Balcerowicza poznańskim leśnikom zabrakło pieniędzy. Pamiętacie zapewne gołe mury i wielki komin. Ta wspaniale zakonserwowana ruina jednakowo kłuje w oczy mieszkańców i przyjezdnych. Nie niepokoi tylko… właścicieli, których nie stać na dokończenie prac, a jednocześnie nie potrafią przekazać budowy w gospodarniejsze ręce – pisał „Klif”.

* Tyłeczek zamiast łodzi rybackiej. To krótka refleksja na temat… tematyki nadmorskich pocztówek. Zamiast „odkrytek” z domami wczasowymi, plażą, rybackimi łodziami i latarnią morską, pojawiły się w wielkim wyborze portrety odwrotnych stron medalu pojedynczych pań, efektownych par, a nawet… grupowe.

„Klif” w pierwszym numerze zapowiadał Dni Wybrzeża Rewalskiego (organizowane po raz dziesiąty), II Krajowy Finał Miss Bałtyku oraz występy w Cafe Rancho krajowej czołówki kabaretowej z Janem Pietrzakiem na czele.

Pisał także o tym, że wieczorek zapoznawczy jest przeżytkiem, o jedynej stacji benzynowej CPN w gminie działającej kiepsko jak na monopolistę przystało, że kierowcy lekceważą znak „Stop” przez przejazdami kolejki wąskotorowej, a także o tym, że wczasowicze przychodzą do Urzędu Gminy ze skargą na wyżywienie i na dowód przynoszą talerz z rozklepanym na papier kotletem schabowym.

Na koniec pierwszy dowcip z pierwszego „Klifa”:

Wczasowicz chwali się wiedzą morską przed znajomą z turnusu. Pokazuje na przód statku:
– Widzi pani, to jest rufa.
– A z tyłu? Jak to się nazywa? – pyta pani.
– Też rufa. Bo ten okręt to dwurufowiec.

Od redakcji: Zdania wyróżnione kursywą są cytatami z „Klifa”.

2 Komentarze

  1. Autorowi tekstu należą się słowa uznania za przypomnienie cząstki lokalnej, (s)pisanej przeszłości jeszcze sprzed epoki Internetu.
    Od zimy 1994 roku we Wspólnym Piśmie Młodzieżowych Środowisk Katolickich „Pod prąd” gościnnie zamieszczałem artykuły: wywiad z Kazimierzem Świtoniem w jego katowickim biurze poselskim (Reytan naszych czasów, który z mównicy sejmowej wygłosił prawdę o agencie Bolku), opisywałem próby fałszowania historii miasta przez (post)komunistyczne władze Gorzowa Wlkp., zamieszczałem wiersze (jeden z nich, wraz z mym biogramem, znalazł się w manifeście poetyckim „Flaki z nietoperza” wydawnictwa Zysk i S-ka, którego założyciel, Tadeusz Zysk, jest w tegorocznych wyborach samorządowych kandydatem Zjednoczonej Prawicy na urząd prezydenta Poznania). Cieszyły mnie późniejsze przedruki mych publikacji w diecezjalnych „Aspektach” czy krakowskim tygodniku „Droga”.
    A że były to czasy wszechwładnych rządów (post)komunistów (towarzysz Aleksander Kwaśniewski został prezydentem, towarzysz Józef Oleksy był premierem), nie obyło się bez prób nękania: policyjne rewizje, nakładane grzywny, a nawet porwania. Mnie tajniacy uprowadzili z ulicy wraz z kolegą Januszem Kudlaszykiem z Ruchu Młodzieży Niezależnej i Solidarności Walczącej podczas wizyty w Gorzowie Wlkp. Aleksandra Kwaśniewskiego i trzymali nas w radiowozie tak długo, aż uzyskali już pewność, iż prezydent RP z grodu nad Wartą szczęśliwie już wyjechał. A że skończyło się tylko na obezwładnieniu, zawdzięczamy przypadkowej obecności fotoreportera „Gazety Lubuskiej”, który napaść funkcjonariuszy uwiecznił na zdjęciach w gazecie.
    Postanawiając przyjść w sukurs nękanym kolegom, we wrześniu 1995 roku wydaliśmy pierwszy numer Młodzieżowego Pisma poza Cenzurą „OSZOŁOM”, z kotwicą Solidarności Walczącej i dewizą Wolni i Solidarni, którego miałem zaszczyt zostać redaktorem naczelnym.
    Opowiadałem o tym w 52. odcinku „Wywiadu z chuliganem”, wspólnego przedsięwzięcia Polskiego Radia Poznań, Telewizji Republika i portalu niezalezna.pl.
    W czerwcu tego roku po Pikniku Historycznym w Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu trafiłem na kawę do mieszkania Małgorzaty Koronkiewicz-Hupajło, członka Zarządu Fundacji Wspólnota Pokoleń. Ochoczo wyraziła zainteresowanie dygitalizacją naszych fanzinowych gazetek, których archiwalne egzemplarze zgromadzone są w rodzinnych pieleszach i gorzowskiej Bibliotece Wojewódzkiej oraz przeprowadzeniem ze mną kolejnego wywiadu.
    Apeluję, by redakcja „Widoków” również skorzystała z możliwości cyfryzacji papierowych wydań „Klifa”.

    „wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza”
    Zbigniew Herbert „Raport z oblężonego miasta”

  2. Swego czasu obiecałem i dotrzymam słowa. Niebawem pierwsze „Klify” in extenso znajdą się w internecie.

Comments are closed.