Tylko ten kto zjadł beczkę… śledzi pojmie istotę konfliktu w Rewalu, o którym mówi się, że ma „smażalnię w tle”. Jestem śledziożercą, ale jeszcze mi daleko do dna, albo jak kto woli, do sedna sprawy.

O ile dobrze pamiętam, problem z bazą rybacką opisywałem na łamach „Klifa” już w połowie lat dziewięćdziesiątych. Wówczas, tak jak i dzisiaj, po jednej stronie barykady stali rybacy domagający się m.in. działań inwestycyjnych, po drugiej zaś był Urząd Morski w Szczecinie, który nie miał pieniędzy nawet na remont dalby. Dziś miejsce administracji morskiej zajmuje samorząd lokalny, a to na skutek komunalizacji małych portów i przystani morskich.

Baza rybacka w Rewalu jest mała, ledwie sześć łodzi, ale spór tak wielki, że zajęła się nim sejmowa Komisja Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. W dodatku na wyjazdowym posiedzeniu w Szczecinie. Początkowo parlamentarzyści mieli rozpoznać temat na miejscu, czyli w gminie Rewal, ale dojazd z Warszawy nad morze okazał się barierą nie do pokonania i „z przyczyn technicznych” posiedzenie odwołano. Szkoda, bo widok z klifu i spacer plażą mógł posłom zdecydowanie przybliżyć istotę sporu. Natomiast w Szczecinie sejmowa komisja zajmowała się nie tylko Rewalem, ale także sytuacją w Polskiej Żegludze Morskiej i przyszłością przemysłu okrętowego.

Kto spowodował, że sprawa bazy rybackiej w Rewalu, znana i wałkowana od lat, nagle znalazła się na tak ważnym forum? Otóż skutkiem interwencji Wolińskiego Stowarzyszenia Rybaków u wojewody zachodniopomorskiego rzecz cała wypłynęła na szerokie wody ministerialno-sejmowe.

Stan faktyczny przedstawił posłom minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk.

Przypomniał, iż w lutym 2011 r. nastąpiła komunalizacja przystani rybackiej w Rewalu, tj. nieodpłatne przekazanie przez wojewodę prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa położonych na terenie przystani na rzecz gminy Rewal. Rozwiązanie to zostało wprowadzone w ustawie o portach i przystaniach morskich w związku z tworzeniem samorządów lokalnych na początku lat 90. i wynikało z realizacji postulatów samorządów gmin nadmorskich.

W 2013 r. wygasły umowy dzierżawy nieruchomości zabudowanych boksami rybackimi, leżącymi na terenie przystani. Rybacy odmówili podpisania nowych umów dzierżawy na warunkach zaproponowanych przez wójta gminy Rewal z uwagi na brak zgody na rozbudowę boksów rybackich o kolejną kondygnację i prowadzenie w nich usług gastronomicznych.

11 marca 2016 r. Wolińskie Stowarzyszenie Rybaków zwróciło się za pośrednictwem wojewody zachodniopomorskiego do ministra gospodarki morskiej o anulowanie aktu notarialnego i zbadanie możliwości przywrócenia nieruchomości leżących na terenie przystani w Rewalu i sąsiednim Niechorzu do zasobów Skarbu Państwa.

Stowarzyszenie obawia się likwidacji bazy rybackiej. Podobnie uważają rewalscy rybacy. Dowodem na to ma być postępowanie wójta i Rady Gminy: w minionych latach z budżetu nie wydano na przystań ani złotówki, nie starano się o dofinansowanie unijne, nie rozwiązano problemu drogi dojazdowej. Potrzeby są wyceniane na ponad milion złotych. Tyle może kosztować budowa nowej dalby wyciągowej, wjazd na plażę i opaska brzegowa powstrzymująca erozję klifu.

Wójt Robert Skraburski zapewniał ministra i posłów, że gmina nie zamierza likwidować przystani w Rewalu. Chce zawrzeć umowy z rybakami na 10 lat. Nie zgadza się jednak na rozszerzenie działalności rybaków o smażalnie, bary rybne i restauracje, gdyż takie stanowisko zajęła Rada Gminy, a uchwała nadal obowiązuje.

– Nie można oddać bez przetargu, poza kolejnością, terenu wartego 3-4 tys. zł za metr kwadratowy.

– Gmina nie wypełnia swoich obowiązków wobec rybaków – mówiła Agnieszka Tasarz. – Dąży do powolnej likwidacji przystani. Wójt chce realizować utopijne projekty jak port jachtowy i zachęca przedsiębiorców, by sfinansowali zmianę planów zagospodarowania przestrzennego.

– Z naszej przystani możemy zrobić cacko, jeśli dostalibyśmy dofinansowanie z funduszy unijnych. Ale jak, skoro nawet nie mamy umów, a wszelkie nasze działania są blokowane. Dlaczego, panie wójcie – pytał Jerzy Jasicki.

– Mieszkańcy nie chcą restauracji na terenie bazy – odparł Robert Skraburski.

Artur Łącki przypomniał zebranie wiejskiej z 2010 roku, podczas którego mieszkańcy Rewala sprzeciwili się nadbudowie boksów na przystani. I stwierdził, że rybacy z sześcioma łodziami próbują zawłaszczyć 60 proc. plaży.

Henryka Palusińska, prezes Wolińskiego Stowarzyszenia Rybaków, podtrzymała stanowisko sformułowane rok temu w prośbie o interwencję. Podobnie Agnieszka Tasarz:

– Będziemy czuć się bezpiecznie, gdy wrócimy do Skarbu Państwa, pod zarząd wojewody i starosty.

Minister Marek Gróbarczyk przyznał, że można cofnąć komunalizację, jednak apelował do władz gminy, by zrewidowała swoje poglądy i próbowała osiągnąć kompromis z rybakami. Szef resortu zwrócił uwagę, iż zgodnie z ustawą o portach morskich i przystaniach rewalska przystań od dawna powinna mieć zarządcę.

– Program Rybactwo i Morze na lata 2014-2020 przewiduje finansowanie inwestycji infrastrukturalnych w małych portach i przystaniach a także fundusze właśnie na dywersyfikację działalności rybaków, dlatego dziwi stanowisko gminy, która to rybakom blokuje – przyznał szef resortu. – Z samych połowów rybacy przybrzeżni nie utrzymają się.

– Czekam na inicjatywę wójta, żeby pomóc rybakom – powiedziała Dorota Arciszewska-Mielewczyk, przewodnicząca sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. I dodała: – Problemu na tej sali nie rozwiążemy. Proszę o możliwie najszybsze powołanie grupy roboczej.