Proszę państwa! Oto Ania. Znaczy Ania ze Szczecina. Dokładnie Ania studentka ze Szczecina.

Tak chciałem zapowiedzieć jedną z kandydatek do tytułu Miss Bałtyku ’93, nota bene wysoką blondynkę z uśmiechem okraszonym uroczymi dołeczkami. Cud miód, słowiańska uroda. Słowem jedna z faworytek. Sami zresztą zobaczcie i oceńcie. Ania jest na zdjęciach z próby przed koncertem finałowym.
Konkurs piękności odbył się w lipcu w rewalskim amfiteatrze. Miałem być jednym z prowadzących, ale ostatecznie reżyser tego widowiska, z powodów znanych tylko sobie, powierzył role konferansjerów wyłącznie Andrzejowi Zaorskiemu i Jerzemu Kryszakowi. Widać zapomniał, że Boh trojcu lubit’.
Na otarcie łez organizator Miss Bałtyku ’93 powierzył mi rolę jurora i dzięki temu do dziś wiem, że najważniejszy jest promotor, w tym przypadku fundator. I onże ma decydujący głos przy wyborze zwyciężczyni konkursu piękności.

Ania ze Szczecina

Relacja z finału Miss Bałtyku ’93 znalazła się na czołowym miejscu w kolejnym numerze „Klifa”. Przytoczmy tu obszerny fragment: Początkowo nagrodą dla tegorocznej Miss Bałtyku miał być Fiat Cinquecento, potem nagroda zmalała do wymiarów Polskiego Fiata 126, ale w wersji kabrio, ostatecznie okazało się, że najpiękniejsza musi zadowolić się zwykłym „maluchem” w kolorze czerwonym, ale za to oklejonym ze wszystkich stron reklama tygodnika „Miliarder”. I jeszcze musi zapłacić podatek.
No cóż, takie czasy. Samochody drogie, kabriolet nie na naszą pogodę, a podatki płacą wszyscy, także od nagród. Miss Bałtyku ’93 była jednak uszczęśliwiona. Stając do konkursu nawet nie marzyła o zwycięstwie, nie mówiąc już o samochodzie.
Tytuł najpiękniejszej przyznano 17-letniej licealistce z Kędzierzyna-Koźla, brunetce Aleksandrze Wojtanowicz. Nasza faworytka Ania została II Wicemiss Bałtyku z nagrodą w postaci anteny satelitarnej, od której też należało uiścić podatek.

Biletowany koncert finałowy Miss Bałtyku nie zamydlił wczasowiczom oczu. Gdzie są obiecywane atrakcje? – dopytywali w rozmowach z reporterami „Klifa”. Dopytywali słusznie, bo program Dni Wybrzeża Rewalskiego w końcówce lipca 1993 roku był taki sobie: turniej brydżowy, pokaz ratownictwa morskiego, zawody ratowników, mecz piłki nożnej i dyskoteka na plaży. Występy Jana Pietrzaka i kabaretu Pod Egidą oraz Czerwonych Gitar zostały odwołane z przyczyn niezależnych od organizatorów Dni Wybrzeża Rewalskiego.

Jaki był koniec lipca 25 lat temu? „Klif” przekazał taką prognozę: Pogoda nadal będzie w kratkę, z przewagą dni chłodnych i pochmurnych. Noce także chłodne.
Nie ma pogody, ale są inne przyjemności. Jak powiedziała reporterowi znana piosenkarka Majka Jeżowska: Na dobrą kawę i wyśmienity deser warto wybrać się do Cafe Lena w Rewalu.
Wczasowicze chwalili także piekarnię w Rewalu: Piekarnia w Rewalu dostarcza chleb do miejscowych sklepów oraz do Pobierowa, Niechorza i Trzebiatowa. By sprostać zamówieniom, pracuje na trzy zmiany. Szef Sławomir Dobies sprawy papierkowe przekazał żonie Teresie, a sam razem z innymi wypieka naprawdę smaczny chleb. Są też pracownicy sezonowi, m.in. student i uczeń Technikum Kolejowego.
W ciągu pierwszej dekady lipca sprzedano pieczywo za 350 mln zł. Prezes Miejskiej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu w Trzebiatowie Stanisław Polak liczy, że ten zakład szybko przekroczy miliard obrotu.
Może już nikt nie pamięta, ale piekarnia w Rewalu należała wówczas do trzebiatowskiej spółdzielni.

A propos piekarni. Zacytujmy fragment „Kroniki policyjnej”: Wielki apetyt na chlebek nasz powszedni przejawiła grupa młodych, mających nieco „w czubie”, młodzieńców ze wsi Świerzno. Ta silna grupa wtargnęła w środku nocy do piekarni w Pobierowie i zażądała okupu w postaci kilku świeżo upieczonych, pachnących bochenków. Odmowa piekarzy wzbudziła w nich tak wielkie rozgoryczenie, że… przystąpili do demolowania pomieszczeń. Najgorsze, że w ruch poszły butelki o okruchy stłuczonego szkła posypały się do świeżo rozrobionego ciasta.
Po ukończeniu swego „zadania” młodzieńcy rozpłynęli się w mroku. Ale nie na długo. Bardzo szybko odnaleźli ich policjanci. Tylko z kupnem chleba były tego dnia w Pobierowie niejakie trudności.

Jeśli mowa o grubych tysiącach, milionach i miliardach (inflacja wyczarowana przez ówczesnego wicepremiera Balcerowicza), to przypomnijmy w tym miejscu cennik smażalni ryb koło restauracji „Rycerska” w Rewalu. Ceny za 100 gram. Pstrąg kosztował wówczas 18 tys. zł, halibut 19 tys., morszczuk 10 tys., filet mintaj 12 tys., filet dorsz 13 tys., karmazyn 10 tys., grenadier (nowość, pychota!) 10 tys., śledź 8 tys., karp 12 tys.
Ceny w smażalni ryb w Niechorzu były podobne, więc stamtąd wzięliśmy cennik ryb wędzonych: Sum kosztował 100 tys. zł za 1 kg, karmazyn 60 tys., makrela 50 tys., mintaj 50 tys., płoć 40 tys.

Dziennikarze „Klifa” na podstawie wielu rozmów z wczasowiczami ułożyli ligę wczasowisk, taki dzisiejszy ranking. Najczęściej chwalono wypoczynek w Pobierowie, następne w kolejności (więcej plusów niż minusów) są Pogorzelica i Niechorze, a na samym końcu znalazł się Rewal.

I na koniec notka z rubryki „Plotki, ploteczki”: Reżyser i scenarzysta, od lat organizujący wybory Miss Bałtyku, czyli Sławomir „Rancho” Rosiak odgrażał się ostatnio, że weźmie rozwód. Oczywiście nie z małżonką, lecz z imprezą. Kilka razy wspomniał, że czas na zmianę pokoleniową, że trzeba dać szansę młodym, więc chyba przekaże pałeczkę zięciowi. Jak to się skończyło? Wiemy, wiemy…

Od redakcji: Wszystkie zdania wyróżnione kursywą są cytatami z „Klifa” nr 4 z 1993 roku