Sprawowanie władzy przez Wójta i Radę Gminy – tu oczywiście stosuję uproszczenie i nie wnikam w kompetencje poszczególnych organów – polega na zarządzaniu dobrem publicznym. Udział społeczności nie kończy się w dniu ogłoszenia wyborów, wyborcy nie znikają, ale zostają na miejscu, pozwalają zarządzać dobrem publicznym w formie gruntów, nieruchomości, wszelkich dóbr materialnych i niematerialnych, płacą podatki i na różne inne sposoby biorą swój udział w tworzeniu publicznego dobra.

Społeczeństwo i obywatele, poprzez okazane zaufanie, powierzają wspólny majątek swoim przedstawicielom, na zasadzie pewnej umowy społecznej, opartej na prawie, tradycji, podstawach administracji i zarządzania. Ta forma umowy jest oczywiście niedoskonała, ale demokracja na razie nie wymyśliła nic lepszego . Przy czym społeczeństwo poza majątkiem wspólnym materialnym i niematerialnym jest także dostarczycielem funduszy – żywej gotówki, którą w formie opłat i podatków różnego rodzaju – niespecjalnie chętnie, ale jednak – dostarcza, a które pozwalają lepiej zarządzać dobrem wspólnym, czyli wszystkim tym, co składa się na gminę, czyli nasze siedem wsi. Majątek rozumiem nie tylko w kategoriach nieruchomości i kont bankowych, ale jest to także morze, plaża, widok, drzewo, krzak, rów i łąka.

Sprawowanie władzy nad powierzonym majątkiem to ogromna odpowiedzialność. Na szczęście czasy, gdy sprawowanie władzy kojarzyło się tylko ze splendorem i przywilejami, zarządzaniem łaską i uznaniowym dzieleniem dóbr, szczęśliwie minęły. Można to zauważyć szczególnie wyraźnie w czasie ostatnich wyborów w całej Polsce, gdzie do władz dostało się wielu społeczników i aktywistów. Zmiana się dokonała. Nareszcie. Czas kacyków skończony.

Sprawowanie władzy to nad powierzonym majątkiem to trudne zadanie, ponieważ odpowiada się za czas teraźniejszy i za przyszłość. Jest się czego bać, bo teraz nie można się martwić tylko o najbliższe 4 lata, do następnych wyborów. Teraz oczekiwania są wyższe, podatnicy rozliczają władzę na bieżąco za te działania, które będą wpływać na ich życie przez następne 30 i 50 lat. Jak będzie wyglądać świat wokół nas i naszych dzieci, i wnuków.

Stare demokracje europejskie, do których aspirujemy, pracują na następne pokolenia. Wiedzą, że nie stadiony budują naszą przyszłość i tożsamość, a wspólne dobro i szeroko pojęta edukacja. W młodej demokracji, jaką Polska była jeszcze nie tak dawno, krótka perspektywa oglądania świata była dość zrozumiała, a jej błędy wytłumaczalne, ale czas nauki minął i 25 lat potykania się do czegoś zobowiązuje.

A straszne rzeczy już się stały. Na naszym podwórku kilka przykładów z brzegu: jak będzie wyglądać Trzęsacz, kiedy powstanie wielki hotel, który cofnie obecny Trzęsacz do czasów feudalnych i zaplecza folwarcznego. Zło się dokonało, a odpowiadają za to Radni i Wójt minionej kadencji. Jest jeszcze nikła nadzieja, że właściciel okaże się bardziej humanitarny od rajców. Zawiodła władza i w porę nie oceniła zagrożenia i kosztów w przyszłości. Podobne zło stało się w Pobierowie, gdzie przy ulicy Grunwaldzkiej w okolicach przystanku PKS powstał bardzo atrakcyjny skądinąd, ultranowoczesny budynek, który sprawił, że wszystkie budynki wokół nagle bardzo zbrzydły, do tego spora część terenów leśnych jest przeznaczona do wycinki. Nie można też zapomnieć o sosnowej apokalipsie w Rewalu przy ulicy Klifowej, gdzie w miejscu zalesionego terenu ma powstać potężny „apartamentowiec”. Po co? Czyżby Rewalowi wciąż brakowało miejsc noclegowych? Albo pustych mieszkań na sprzedaż? Nowych Spa? Kto ocenił, co jest nowoczesnością, a co degradacją? Czy odbyła się debata publiczna, czy temat ocenili fachowcy? Czy była jakaś refleksja, jak wpłyną pochopne decyzje na otoczenie?

Podobne zło może się dokonać w przypadku zagospodarowania do celów komercyjnych przystani rybackiej w Rewalu. Miejsce, które zawsze kojarzyło się z tradycyjnym, pięknym i niebezpiecznym rzemiosłem rybackim, na naszych oczach przechodzi do dość pospolitego sektora handlu i usług. Dokonuje się to już, przy braku zgody obywateli, którzy są faktycznymi właścicielami Rewala.

Oczywiście, trudno jest człowiekowi – każdemu – nawet temu u władzy – żyjącemu w pewnej społeczności oderwać się od jego „ tu i teraz”. Przecież przyjaźni się z kimś, z kimś robi interesy, komuś coś obiecał, może coś w czasie wyborów, może kiedyś przy wódce, może komuś przykro odmówić, bo jest sympatyczny albo umie wzbudzić litość, albo ma „haka”. To wyzwanie dla człowieka, aby w imię dobra społecznego na dziś i na za 100 lat wyzbyć się partykularnych interesów i sentymentów. Ale trzeba pamiętać, że mądrość i rozwaga wzbudza szacunek i zaufanie, daje niezastępowane niczym poczucie bezpieczeństwa. Działa jak najlepsze Spa i psychoterapia w jednym.

Najważniejsze jest pamiętać: to nie jest moje, nie podejmuję decyzji na swoim i dla siebie. Ale na społecznym i dla wszystkich. Nie rozdaję swoich zabawek i działek, nie wydaję swojego zarobionego i nie jestem tu dla siebie. Tylko dla innych. Brzmi romantycznie? Idealistycznie? Przeciwnie. Realnie! I da się zrobić! Odwagi!

Obecna Rada Gminy i Wójt mają trudne zadanie, ponieważ zaczęła się nowa kadencja w najtrudniejszej sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia za naszego życia. Przy tym nowa Rada cieszy się dużym zaufaniem społecznym, a jednocześnie obarczona jest naszymi ogromnymi nadziejami. Dodatkowo jeszcze wspaniałe, ale i obciążające dla niej jest to, że wyraźnie widać ogromny wzrost świadomości społecznej, wiedzy obywateli na tematy polityczne i ogromne zainteresowanie sprawami publicznymi. Każdy z nas ma coraz większą świadomość, że świat wokół nas jest naszym dziełem i to my go tworzymy, że nie ma żadnych „onych”, którzy go tworzą. Że na naszym rządzimy my, obywatele, nie „oni” – jakaś bliżej nieokreślona i obdarzona niespotykanymi mocami i narzędziami władza. Że to my jesteśmy ostateczną instancją, która może lub nie, podejmować decyzję w sprawie naszego społecznego, publicznego majątku. I oczekujemy, że w tematach dotyczących dobra publicznego i naszej przyszłości odbywać się będą rzetelne debaty publiczne, uwzględniające wolę większości.