W polskim systemie prawnym główne zasady oraz przepisy dotyczące przeprowadzania wyborów do Sejmu zawarte są w Konstytucji oraz w Kodeksie wyborczym. Art. 96 ust. 2 Konstytucji RP stanowi, iż w Polsce wybory są powszechne, równe, bezpośrednie, tajne oraz przede wszystkim proporcjonalne. Co zatem oznacza owa proporcjonalność?

Oznacza to, że posłowie są wybierani w nierównych pod względem wielkości terytorialnej wielomandatowych okręgach wyborczych. Polska podzielona jest na 41 okręgów, których wielkość wynosi od 7 do 20 mandatów, są to więc okręgi średnie i duże. Próg ustawowy wynosi 5% dla pojedynczych partii, natomiast 8% dla koalicji wyborczych. Należy przez to rozumieć, że partia lub koalicja, która nie przekroczy progu wyborczego w całym kraju w wyniku uzyskania niedostatecznej liczby głosów, nie znajdzie się w Sejmie. Do obsadzenia jest 460 mandatów, a ich przydział określa metoda D’Hondta, zastosowana do sum głosów oddanych na poszczególne listy. Na czym polega więc metoda D’Hondta konkretnie?

Metoda ta polega na tym, że wyborcy oddając swoje głosy popierają równocześnie konkretną listę oraz osobę znajdującą się na tej liście. Po zakończeniu głosowania do podziału mandatów w skali kraju przystępują partie lub koalicje, które przekroczyły próg wyborczy. Mandaty są dzielone proporcjonalnie według zdobytych głosów w poszczególnych okręgach. Oczywiście aby dana lista uczestniczyła w podziale mandatów, musi przekroczyć próg 5% lub 8% również na poziomie okręgu. Mandaty przypadające danej liście kandydatów otrzymują kolejno kandydaci, którzy zebrali największą ilość głosów, tzn. postawiono przy nich znak ,,X” na karcie wyborczej. Nie ma znaczenia miejsce na liście, na którym się znajdują. Jeżeli kandydat z miejsca siódmego, dziesiątego czy szesnastego uzyska więcej głosów niż „ jedynka”, to on bierze mandat.

W praktyce na wejście z dalszego miejsca mogą liczyć kandydaci z uznanym nazwiskiem, bardzo popularni lub te osoby, które mogą liczyć na skumulowane głosy jakiegoś środowiska bądź mieszkańców jednego, dwóch powiatów.

Jakie z tego płyną wnioski?

System wyborczy do Sejmu jest tak skonstruowany, że preferowane są partie duże, a więc takie, które mają swoje listy we wszystkich okręgach oraz mają szanse na zdobycie największej ilości głosów. Głosy oddane na partie mniejsze są często de facto stracone, jeżeli owa partia nie przekroczyła wymaganego progu wyborczego w skali całego kraju. Mało tego, w skrajnym przypadku, może dojść do sytuacji, gdy lista minimalnie przekracza próg wyborczy w skali kraju, a i tak nie bierze żadnego mandatu w Sejmie. Prócz oddawania głosów na poszczególne listy warto też zwracać uwagę na nazwisko, przy którym konkretnie stawiamy znak ,,X”. Ma to kapitalne znaczenie dla osób ubiegających się o mandat z danej listy. Im więcej głosów przy nazwisku danego kandydata, tym większa szansa, że wejdzie on do Sejmu.

Jan Trafny

1 komentarz

  1. Właśnie SuperPortal gryficki trąbi : nie głosujmy na tych ze Szczecina 🙂 Dotykamy w tym momencie jednej z wad obecnej ordynacji, czyli rywalizacji kandytatów z tej samej listy.

  2. Ciekawy, oparty na ordynacji badeńskiej, projekt ordynacji wyborczej przedstawił Jarosław Flis. Podzielił Polskę na 230 okręgów w których dostaje się tylko jedną kartę do głosowania. Wyborca ma dwa głosy : jeden oddaje na kandydata z okręgu, a drugi na kandydata na premiera ( czyli de facto wybiera partię ) Pierwszy daje mandat bezpośrednio z okręgu np. powiat gryfice. drugi głos służy do liczenia procentów z województwa i wykorzystuje metodę D’honta i 5-cio procentowy próg. Łączy to zalety JOW i ordynacji proporcjonalnej. Wprowadza to swoistą równowagę pomiędzy dużymi aglomeracjami miejskimi a prowincją.