Z Jarosławem Włodarczykiem, koordynatorem drużyn juniorskich Wybrzeża Rewalskiego Rewal, rozmawiamy o sporcie nie tylko w wydaniu gminnym.

– Jakie cele stawiacie sobie w Wybrzeżu Rewalskim?
– Dążymy do tego, aby nasz zespół seniorski grał w 5 klasie rozgrywkowej w oparciu o zawodników, którzy u nas się wychowali. To ma być familijny klub, którzy będzie funkcjonował na zdrowych zasadach. Taką wizję ma nasz prezes, Adrian Żoła, i taką drogą idzie nasz pion szkolenia młodzieży, którego jestem koordynatorem.
– Jakie macie w klubie problemy? Kiedyś to były finanse, a jak to jest teraz?
– Gmina staje na wysokości zadania. Z pieniędzmi jest ok. Mamy inny deficyt. Brakuje nam dzieci.
– Jesteśmy bardzo małą gminą. Nie ma u nas tylu najmłodszych, co w dużych miastach.
– Jako klub jesteśmy otwarci na każdego, z każdej miejscowości, kto chciałby reprezentować nasze barwy, bez względu na wiek. Warto podkreślić, że prowadzimy nabory już od sześciolatków i prowadzimy chłopców aż do 17-18 roku życia.
– Dlaczego warto trenować u was? Co was wyróżnia wśród innych klubów?
– Mamy nowe pomysły, a wyniki pokazują, że te pomysły są słuszne. W ostatnich latach dominujemy w turniejach halowych organizowanych na terenie powiatu bez względu na grupy wiekowe. Ponadto dajemy gwarancje, że dziecko, które do nas trafi, będzie sprawniejsze fizycznie. W ostatnich mistrzostwach powiatu w biegach przełajowych szkół podstawowych w pierwszej czwórce było trzech chłopców trenujących w Wybrzeżu Rewalskim. Nam chodzi nie tylko o kształtowanie umiejętności piłkarskich, ale także o cechy wolicjonalne, które im się przydadzą w późniejszym życiu. Sport kształtuje charakter.
– Macie też przecież podpisaną umowę z Pogonią Szczecin.
– Tak, nasi najzdolniejsi piłkarsko chłopcy trafiają do akademii piłkarskiej tego szczecińskiego klubu. Możemy się pochwalić, że z każdego rocznika oddajemy Pogoni przynajmniej jednego zawodnika. Od nich samych będzie już zależało, czy przekują swój talent na wielkie kariery.
– Oddajecie zawodników do innego klubu i mówi pan o tym z dumą?
– Bo oddajemy do lepszego klubu, gdzie mogą się dalej rozwijać. Nie każdy może trafić do Pogoni, tak jak nie każdy może trafić do reprezentacji. Od 5 lat jestem trenerem juniorskich kadr wojewódzkich i obserwuję rozwój wielu chłopców i śmiało mogę podkreślać, jak dobrze na tym tle wypadają nasi wychowankowie. Martwi mnie tylko jedna rzecz.
– Jaka?
– Mamy coraz mniej sprawną młodzież.
– U nas w gminie?
– W całej Polsce. Jest u nas w kraju dziwna tendencja. Mamy piękne obiekty, a większość dzieci siedzi w w domu przed komputerami. Gdyby sprawdzić Indeks Masy Ciała BMI w klasach 1-6, to ponad 50% dzieci ma pierwszy stopień nadwagi.
– To chyba raczej problem globalny?
– Ja wiem, że postępu technologicznego nie unikniemy. Oglądałem kiedyś taki program amerykański. Zrobili eksperyment. Wpuścili młodych ludzi w grupach do hali sportowej i powiedzieli, że mogą robić co chcą, tylko sami muszą się zorganizować. I się nie zorganizowali. Przez kwadrans chodzili i szukali nie wiadomo czego, po czym każdy usiadł, wyjął smartfona, słuchawki i tak spędzali resztę czasu.
– Czyli nie ma sensu zawracać sobie głowy?
– Tak nie można myśleć. W zdrowie trzeba zainwestować. Jeśli teraz nie zainwestujemy w ruch, to za jakiś czas odbije się to na naszym zdrowiu. Będziemy mieć 40-latków przesiadujących w kolejkach do kardiologa czy ortopedy.
– Da się coś z tym zrobić?
– Moim zdaniem pierwszym trenerem dziecka powinien być rodzic. Nie chodzi mi tutaj o wyczyn, ale o ruch, o promocję zdrowego trybu życia. Jeśli rodzic nie będzie wzorem i nie pójdzie z dzieckiem na rower, czy na spacer, tylko spędzi wieczór z piwem przed telewizorem, a dziecku powie „obejrzyj sobie bajki, albo pobaw się na komputerze”, to nic się nie zmieni. Sprawność ogólna kształtuje się między 8 a 11 rokiem życia.
– Rodzice w tym momencie powiedzą, że od tego jest szkoła…
– O większej ilości godzin WF mówi się od dawna, ale ważne jest to, jak się ten WF odbywa. W naszej gminie często pokutuje myślenie, że zajęcia z tego przedmiotu to hala. A przecież można założyć kurtkę, szalik, czapkę i zrobić marszobieg po plaży! Taki ruch na świeżym powietrzu jest czasami więcej wart niż wiele godzin spędzonych w hali.
– Czyli winni są nauczyciele?
– To nie jest tak. Jak wspomniałem, to rodzic jest pierwszym trenerem. Dzieci chcą się ruszać, ale trzeba im to zorganizować, no i wytworzyć modę na ruch. Dzieci wzorują się na rodzicach. Chcą nas naśladować. Sami musimy się zastanowić, jaki chcemy dać im przykład. Sam mam dzieci i jestem w pełni świadom tego, co mówię. Sport jest piękny, bo wymaga wyrzeczeń. Pięknie wygląda to w telewizji, ale za tym stoją lata ciężkiej pracy, kształtowania charakteru, woli walki, niezłomności. Dziecko musi upaść, żeby nauczyć się powstać. W grach zespołowych dochodzi element umiejętności współpracy w grupie, odpowiedzialności za innych członków grupy, inteligencji emocjonalnej. Cieszę się, że u nas w gminie powstało tak wiele różnych sekcji. Oby tak było w całej Polsce. Tymczasem mamy wiele orlików, na których dzieci biegają tylko w czasie lekcji.
– Czyli powinniśmy sobie życzyć, aby w naszym kraju przyszło zrozumienie, że sport to coś więcej, że to kultura fizyczna?
– Tak, kultura osiągana przez zaangażowanie fizyczne.
– Mimo wszystko to brzmi sceptycznie. Może uda się znaleźć nam coś bardziej optymistycznego na zakończenie rozmowy?
– O tym przekonamy się po świętach.
– Dlaczego dopiero po świętach?
– Z chłopcami z dwóch roczników: 2007 i 2010 jedziemy wtedy do Monachium na turniej piłkarski Bayern Trophy. W różnych kategoriach wiekowych pojawi się tam ponad 120 zespołów z kilkunastu krajów Europy.
– Spotkacie Roberta Lewandowskiego?
– Zaproszę go na facebooku (śmiech). Na pewno ktoś z graczy tego bawarskiego giganta piłkarskiego się pojawi, choć nie wiemy, kto. Korzystając z okazji, zachęcam naszych kibiców do śledzenia wyników na stronie turnieju http://bayerntrophy.de.
– A my mamy czekamy na relację z turnieju specjalnie dla czytelników Widoków. Powodzenia!

Rozmawiał Szymon Kral

Dodaj komentarz