Piotr Skoczeń – absolwent Wydziału Finansów i Statystyki Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie /kierunek – Bankowość; specjalizacja – Analiza finansowa/. W latach 1993 – 1995 asystent w Katedrze Małych i Średnich Przedsiębiorstw Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie SGH. W latach 1998 – 1999 asystent w Katedrze Organizacji i Zarządzania Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania Uniwersytetu Szczecińskiego /nieukończone studia doktoranckie/. Mieszkaniec Niechorza od 1974 roku. Od 1996 roku współwłaściciel i dyrektor ośrodka wypoczynkowego w Niechorzu.


Szymon Kral – Zarówno na naszym Forum jak i poza nim pojawiły się pytania, jaka jest właściwie Pana rola w procesie naprawy gminnych finansów. Proszę powiedzieć, jak to się stało, że został Pan doradcą komisji finansowej?

Piotr Skoczeń  – Sam się często zastanawiam, co ja właściwie robię w całej tej układance. Myślę, że znalazłem się w niej dosyć przypadkowo. Kilku moich, startujących w ostatnich wyborach samorządowych kolegów poprosiło mnie swojego czasu o możliwość przedyskutowania pewnych kwestii związanych z finansami naszej gminy. Najwidoczniej doszli do wniosku, że z racji ekonomicznego wykształcenia i kilkuletniej pracy naukowo – dydaktycznej będę mógł im jakoś pomóc przygotować się do nadchodzącej kampanii wyborczej.

I pomógł Pan?

Nie mam pojęcia. Starałem się. Przyznaję, że na początku niewiele wiedziałem o sytuacji naszej gminy. Przez wiele lat nie interesowałem się zupełnie takimi sprawami. Podobnie jak zapewne zdecydowana większość współmieszkańców swój udział w życiu gminy ograniczałem do uczestnictwa w wyborach. To skądinąd naturalne. Po to mieszkańcy gminy wybierają wójta i radnych, ażeby ci właśnie wybrańcy w ich imieniu dbali o dobro i rozwój wspólnoty. Tak czy inaczej, skoro zdecydowałem się pomóc to musiałem w błyskawicznym tempie nadrobić zaległości. W ramach tego przeczytałem bodaj wszystkie budżety, prognozy, sprawozdania finansowe, plany naprawcze, opinie RIO i inne dokumenty finansowe jakie wytworzyła gmina i jakie sporządzono na temat gminy Rewal w przeciągu ostatnich kilku lat.

Była to zapewne obszerna i ciężkostrawna lektura?

Kilkaset pozycji, od pojedynczych kartek do kilkudziesięciostronicowych dokumentów. Przy czym nie chodziło tylko o przeczytanie. Uzyskane informacje należało poddać analizie, „powyłapywać” różne zależności i powiązania, wyciągnąć wnioski. Czasochłonne i pracochłonne zajęcie. Przy czym akurat taki rodzaj pracy nie był dla mnie problemem. Zawsze lubiłem analizy finansowe. Czy to z punktu widzenia banku analizującego sytuację ekonomiczną potencjalnego kredytobiorcy, czy też z pozycji przedsiębiorstwa poddającego analizie swoją pozycję na rynku. Pomogło mi również to, że podczas pracy w SGH i jeszcze przez jakiś czas później byłem członkiem zespołu tworzącego programy naprawcze i restrukturyzacyjne dla przedsiębiorstw. Z kolei pracując w Katedrze Zarządzania US interesowałem się problemami zarządzania strategicznego na poziomie gminy. Pamiętam, że nawet publikowałem coś na ten temat.

I jak Pan ocenił sytuację gminy?

Cóż, pierwsze wrażenie było druzgocące. Dla psychiki. Jako mieszkaniec gminy byłem przerażony ogromem zapaści finansowej. Jako ekonomista nie mogłem uwierzyć jak można było do takiej sytuacji doprowadzić. Jednak analityk finansowy zajmuje się roztrząsaniem przeszłości tylko w takim wymiarze, jaki jest niezbędny do prognozowania i planowania przyszłości. Spróbowałem więc na bazie uzyskanych informacji opracować zarysy programu działań naprawczych, który pozwoliłby gminie wydobyć się z dramatycznej sytuacji. W tamtym czasie były to tylko takie akademickie rozważania, na zasadzie „a co ja bym zrobił w takiej sytuacji?” W międzyczasie odbyły się wybory, w wyniku których w gminie powstała atmosfera nieco bardziej sprzyjająca zmianom. Nowa Rada Gminy postanowiła powołać specjalną komisję do spraw reformy finansów , a radni którzy weszli w jej skład najwyraźniej stwierdzili, że moje pomysły i projekty mogą się do czegoś przydać. Co ciekawe, do podobnego wniosku doszedł także i Pan Wójt, który również zaproponował mi współpracę w procesie tworzenia programu naprawczego.

Niektórzy uważają, że należałoby raczej zatrudnić w charakterze doradców ekspertów z zewnątrz.

To dosyć skomplikowana kwestia. Owszem, funkcjonuje pewien mit o ekspertach – cudotwórcach którzy przyjeżdżają i przysłowiową „jedną ręką” uzdrawiają sytuację. Nie ma to niestety wiele wspólnego z rzeczywistością. Na rynku funkcjonuje bardzo wielu doradców i firm doradczych, szczególnie z zakresu szeroko pojmowanych finansów. Wszystkie te podmioty reklamują swoje wysokie kwalifikacje, doświadczenie, osiągnięte sukcesy. W rzeczywistości bywa z tym różnie. Nawet zatrudnienie kogoś o wysokich kwalifikacjach i dużym doświadczeniu /a takich doradców naprawdę nie jest wielu/ może przynieść mizerne efekty. Na przykład jeśli osoba taka nie wykazuje dostatecznego zaangażowania w to co robi. A jest tak niestety często. Poza tym skuteczność działania takiego zewnętrznego eksperta – doradcy podlega całemu szeregowi innych ograniczeń.

Jakie to ograniczenia?

Pierwsze polega na tym, że zewnętrzny doradca działa – przynajmniej na początku – na całkowicie sobie nieznanym terenie. Może i musi polegać wyłącznie na informacjach i danych dostarczonych przez zleceniodawcę. Jeżeli te dane są z jakiegokolwiek powodu zafałszowane czy nierzetelne, to praca doradcy od początku jest obarczona błędami. Po drugie doradca niezwykle rzadko otrzymuje od zleceniodawcy wolną rękę w planowaniu działań naprawczych. Zazwyczaj jest tak, że to zleceniodawca narzuca zarówno zakres jak i sposoby działania. Ot takie „płacę i wymagam” w ujęciu nieco bardziej zinstytucjonalizowanym. Po trzecie doradca nie ma absolutnie żadnego wpływu na realizację zalecanych przez siebie działań. Jeżeli ze strony zleceniodawcy nie ma woli wprowadzenia zmian, to cała praca doradcy – choćby najbardziej efektywna – idzie na marne.

A jak to było w przypadku naszej gminy? Mam na myśli program naprawczy opracowany w 2014 roku przez taką właśnie firmę doradczą?

Firma doradcza ProPolis Consulting z Poznania przygotowała dla Gminy Rewal w sumie trzy warianty Programu Postępowania Naprawczego. Pierwszą wersję przyjęto już 20.11.2013 roku. Następna wersja nosi datę 26.02.2014 roku, a wersję ostatnią uchwalono w dniu 13.06.2014 roku. Co do wartości merytorycznej tych dokumentów, to niestety nie można jej ocenić wysoko. Dała temu zresztą wyraz Regionalna Izba Obrachunkowa negatywnie opiniując jedyną faktycznie obowiązującą wersję Programu, uchwaloną przez Radę Gminy Rewal w dniu 26.02.2014. Na 14 stronach uzasadnienia do opinii RIO bardzo szczegółowo charakteryzuje wszelkie błędy, niekonsekwencje i niedociągnięcia programu. Przy czym akurat w tym przypadku nie winiłbym za taki stan rzeczy firmy doradczej. ProPolis jest znanym, doświadczonym i cenionym twórcą planów naprawczych. Wiele z tych planów uzyskało pozytywną ocenę Ministerstwa Finansów i przyczyniło się do otrzymania przez samorządy wnioskowanych pożyczek.

Więc jakie były przyczyny niepowodzenia?

Upatrywałbym ich w kompilacji kilku czynników, o których wspomniałem już wcześniej. Nawet pobieżna analiza dokumentu musi niestety prowadzić do wniosku, że zawarty w nim program naprawczy jest bardzo powierzchowny, wręcz fasadowy. O ile cały dokument liczy sześćdziesiąt jeden stron, o tyle na opis przedsięwzięć naprawczych przeznaczono tych stron raptem pięć. Przy czym wszystkie działania naprawcze ograniczają się do dosyć powierzchownego opisu zmian organizacyjnych już wcześniej wprowadzonych w gminie. Świadczy to o tym, że zadaniem firmy ProPolis było tylko formalne stworzenie wymaganego od Gminy Programu, nie zaś merytoryczny udział w opracowaniu realnych działań naprawczych. Za element wręcz humorystyczny uznać można zaliczenie do takich działań rezygnacji z rozpoczęcia nowych inwestycji na ogólną kwotę ponad 120 mln złotych. W tym takich „rodzynków” jak hala do tenisa ziemnego i squasha (!) w Pogorzelicy za 20,5 mln zł czy ratusz w Rewalu za 16,3 mln zł. Takich rzeczy nie wypisuje profesjonalny doradca, chyba że na wyraźne żądanie /i odpowiedzialność/ zleceniodawcy. Pozostała część Programu Naprawczego to opis sytuacji finansowej Gminy, oparty niestety w dużej mierze na niekompletnych i nierzetelnych danych finansowych. Opracowane na takiej bazie prognozy finansowe siłą rzeczy również nie mają wielkiej wartości.

I jaki z tego wszystkiego wniosek?

A chociażby taki, że w skomplikowanych realiach naszej Gminy nawet zatrudnienie profesjonalnej i renomowanej zewnętrznej firmy doradczej może skończyć się sromotną klęską. Może więc warto skorzystać z porad kogoś miejscowego. Kogoś, kto dobrze zna owe realia i potrafi w nich funkcjonować. Kto patrząc z zewnątrz dostrzega i ogarnia całość problemu. A jednocześnie jest na tyle blisko aby nie stracić z pola widzenia istotnych dla zrozumienia tej całości szczegółów. Gmina Rewal jest z różnych – zarówno ekonomicznych ale także społecznych względów – gminą dość specyficzną. Jest tu wielki, częściowo jeszcze niewykorzystany potencjał ale także cały szereg ograniczeń i zagrożeń. Dlatego większość rozwiązań zmierzających do naprawienia stanu finansów naszego samorządu powinno być niejako „szytych na miarę”. Na naszą miarę. Jest kilka takich właśnie projektów, które będę się starał wprowadzić w życie. Proszę jeszcze zwrócić uwagę na jedną kwestię. Nie uda się niczego osiągnąć bez porozumienia i współpracy naszej władzy uchwałodawczej i wykonawczej. Tymczasem w Gminie Rewal mamy do czynienia ze zjawiskiem, które można by określić jako stan głębokiego braku zaufania pomiędzy Panem Wójtem a Radą Gminy /a przynajmniej jej znaczącą częścią/. Ze mną – przynajmniej a razie – bez oporów rozmawiają obie strony. Być może to też ma jakieś znaczenie.

Bardzo dziękuję Panu za rozmowę. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mieli okazję się spotkać. Szczegóły nowego planu naprawczego, zadłużenie gminy, budżet na 2015 rok – jest bardzo wiele tematów na które warto by porozmawiać.

Jeżeli uważa Pan, że takie ekonomiczne tematy zainteresują gości Portalu Widoki…. W takim razie – do następnego spotkania.

1 komentarz

  1. Rozumiem, że jest to zwiastun czegoś, na co od miesięcy czekamy, czyli programu naprawczego i że ciąg dalszy nastąpi. Co do kosztu hali do tenisa i squasza, to pamiętam, że w 2011 roku, wynosił 4,5 mln złotych. Dlaczego podskoczył prawie pięciokrotnie w czasie, kiedy dokumenty wypoczywały na półce ? Chyba tylko dlatego, żeby wykazać z jakiego ” ogromu ” inwestycji rezygnujemy, ale to trochę naiwna kalkulacja.

  2. Dziwi trochę mała liczba komentarzy. Tekst bardzo interesujący. Podziwiam pana Piotra za umiejętność analitycznego myślenia. Ciekawy jestem tylko czy po tej publikacji nadal obie strony rozmawiają z panem Piotrem bez oporów. Trzymam kciuki za powodzenie pana misji.

  3. Nikt nie komentuje bo wszyscy czekają w napięciu na dalszy ciąg 🙂
    W 24 godziny ten artykuł przeczytano ponad 300 razy – to niemalże rekord

Dodaj komentarz