Przeciętnemu człowiekowi „rolowanie” może kojarzyć się z oszukiwaniem bliźniego, jazdą na rolkach lub z niezbyt udanym teledyskiem Nataszy Urbańskiej. W biznesie i finansach pojęcie „rolowanie długu” oznacza coś innego. Najprościej rzecz ujmując jest to zaciąganie nowego długu, aby spłacić stary dług. Proceder ten jest powszechny i jak to zwykle bywa, może mieć różne skutki, czasem bardzo korzystne a czasem tragiczne.

Przykładem pozytywnym może być rolowanie długu publicznego kraju. Niemal każde państwo ma jakiś dług publiczny i jest on zaciągany przez emisję rządowych papierów dłużnych, czyli obligacji i bonów skarbowych. Papiery te są sprzedawane na wolnym rynku z założeniem, że po określonym czasie rząd je odkupi po cenie wyższej, czyli inwestor będzie miał zysk z pożyczania pieniędzy państwu. Nowe papiery dłużne emitowane są co roku, więc rząd może pożyczać pieniądze, oddając jednocześnie stare długi i pokrywając potrzeby pożyczkowe państwa. W krajach, gdzie funkcjonują rozwinięte rynki finansowe, taka procedura stosowana jest również przez miasta, gminy, stany (np. w USA), jak również przez prywatne przedsiębiorstwa. Jest to korzystne dla pożyczającego ze względu na to, że wierzyciele są rozproszeni – papiery dłużne są sprzedawane wielu podmiotom i żaden z nich samodzielnie nie jest na tyle silny, aby dyktować warunki tej pożyczki.

Rolowanie typowego kredytu bankowego również może mieć negatywne skutki. Gdy stopy procentowe spadają, zamiana starego kredytu na nowy jest warta rozważenia. Jednakże zawsze należy pamiętać, aby dokładnie czytać umowy i analizować warunki kredytowe w odniesieniu do własnej sytuacji. Niestety zbyt często ten warunek nie jest przestrzegany. Od lat 90. do czasu wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r. udzielano kredytów na niespotykaną dotąd skalę. Działo się to w zasadzie na całym świecie, ale najbardziej było to widać na rynku kredytów hipotecznych w USA i Wielkiej Brytanii. Banki kusiły potencjalnych klientów „super promocjami”, które oferowały preferencyjne oprocentowanie przez pierwsze lata kredytu. Oczywiście nic nie było za darmo, odsetki, których banki nie pobierały na początku, były doliczane do długu klientów. Po okresie promocyjnym okazywało się, że „super kredyt” nie jest taki tani i trzeba go spłacić zaciągając nowy – oczywiście w kolejnej „super promocji”. Niestety kończyło się to zwykle tak, że klient po kilku cyklach rolowania kredytu tracił nieruchomość, bo dług stawał się zbyt duży.

Można odnieść wrażenie, że banki świadomie stosują taką taktykę i w ten sposób żerują na nieświadomych klientach. Nie jest to jednak takie proste. Najlepszym przykładem jest bankructwo banku Lehman Brothers, które zapoczątkowało obecny kryzys światowy. Bank ten przez lata inwestował w długoterminowe aktywa oparte na nieruchomościach. Inwestycje te finansował krótkoterminowymi pożyczkami na rynkach pieniężnych, które co pewien czas rolował. W miarę jak gospodarka zwalniała i ludzie mieli problemy ze spłatą kredytów, bank miał coraz większy kłopot z braniem pożyczek. Wtedy szefowie postanowili „uciec do przodu” i kupić jeszcze więcej bonów opartych na nieruchomościach, bo jak wiadomo na nieruchomościach „nigdy się nie traci”. W ostatnim okresie działalności Lehman Brothers pożyczał codziennie ponad 200 miliardów dolarów po to, aby następnego dnia oddać i… wziąć kolejny kredyt (dla porównania PKB Polski to ok. 500 miliardów dolarów rocznie). W końcu rynki pieniężne odmówiły bankowi dalszych kredytów i Lehman Brothers musiał wystąpić do sądu z wnioskiem o upadłość. Ten fakt uruchomił lawinę podejrzeń. Banki, które w normalnych okolicznościach chętnie pożyczają sobie pieniądze, nagle przestały sobie ufać. Nie wiadomo było, która jeszcze instytucja jest zagrożona. Jak się okazało, zagrożone, tj. zadłużone po uszy były… wszystkie.

Potrzeba było szybkiej i bezprecedensowej pomocy rządu i banku centralnego, aby zapobiec panice oraz całkowitej implozji rynku finansowego USA. Resztę już dobrze znamy. Okazało się że instytucje finansowe na całym świecie są częścią tego problemu.

Jak to wszystko się ma do naszej Gminy?

Niestety nie do końca wiadomo. Dzień przed świętami Bożego Narodzenia radni naszej gminy dostali informację, że 30 grudnia odbędzie się sesja, na której muszą udzielić wójtowi pełnomocnictw, aby ten mógł negocjować terminy spłat kredytów z terminem płatności wypadającym na 31 grudnia 2014 r. Najbardziej szokująca była łączna kwota do zapłaty – ponad 43 miliony złotych! Z dokumentów przesłanych radnym wynikało, że te umowy kredytowe były już przedłużane rok wcześniej.

Jak widać powstała „nowa, świecka tradycja” rolowania długów gminy tuż przed Sylwestrem. Kto wie, może szczere Noworoczne Życzenia spełnią się i gmina otrzyma „mityczną” pożyczkę ze Skarbu Państwa. Jeśli to nastąpi, będziemy mogli umieścić jednorożca w herbie naszej gminy. Mnie jednak interesują bardziej przyziemne aspekty tej sprawy, czyli ile w końcu gmina jest winna parabankom, jakie jest oprocentowanie tych pożyczek i jakie części majątku gminy były dane pod zastaw. Wiadomo nie od dziś, że nikt nie pożycza 43 milionów na piękne oczy i ponętne loki. Radni nie zgodzili się udzielić wójtowi pełnomocnictw, dopóki nie przedstawi pełnej informacji na ten temat. Pożyjemy, zobaczymy, ale jedno jest pewne, serial pt. „Rolowanie długów, gminy i mieszkańców” potrwa jeszcze trochę.

1 komentarz

  1. Skoro te kredyty miały być spłacone do 31 grudnia 2014 r, to było zabezpieczenie tej spłaty w uchwale budżetowej. Budżet po stronie dochodów został wykonany. więc na co poszły pieniądze przewidziane na spłatę tych kredytów ? Może jednak w tym wypadku rolowanie polegało na tym, że kilku „dżentelmenów” usiadło przy stole i podpisali papiery rolujące wszystkich niewtajemniczonych – podpisali ugody bez zabezpieczenia spłaty w budżecie Gminy. Jezeli tak to było, to powinni sami podzignąć ciezar takiego rolowania…

Dodaj komentarz