Rewal w ostatni weekend maja przeżywał prawdziwe oblężenie. Wszystko z okazji zakończonych w sobotni wieczór XIV Mistrzostw Polski Skarbowców o Puchar Ministra Finansów, w których około 3500 pracowników urzędów i izb skarbowych rywalizowało, mimo chwilami mocno niesprzyjającej aury, w dziesięciu dyscyplinach sportowych.

Nikt nie wiedział, że przyjedziemy?

„Było bardzo fajnie. Macie piękne i funkcjonalne obiekty, ale chyba nikt was nie poinformował, że będziemy.” – mówi Robert z urzędu w Opolu Lubelskim. – „Gdy przyjechaliśmy w czwartek wieczorem, to w restauracji California był barman i kelnerka. Nie wyrabiali się. Dzień później prawowało tu już z dziesięć osób.”
Rzeczywiście, skarbowcy pojawili się w czwartkowe popołudnie niczym grom z jasnego nieba. Nagle w cichym i spokojnym Rewalu, gdzie wypoczywają obecnie nieliczni emeryci i renciści, zrobiło się tłoczno i głośno, jak na początku lipca. Początkowo myślano, że burza, ale to byli żądni wrażeń pracownicy urzędów skarbowych z całej Polski, którym ani się śniło szybko opuszczać nasze gościnne progi. Zmęczeni wielogodzinną podróżą i zziębnięci majową pogodą, chcieli się rozgrzać.

Tego jeszcze nie było!

Jeszcze więcej wrzawy było podczas piątkowej porannej parady, kiedy wszyscy uczestnicy przebrani w barwne stroje przemaszerowali po bieżni rewalskiego stadionu w rytm muzyki orkiestry dętej. Trzeba przyznać, że kreatywności i poczucia humoru można było skarbowcom pozazdrościć. Na zakończenie defilady na płycie boiska znalazło się jednocześnie około 3500 osób. Takiego wydarzenia sportowego tutaj jeszcze nie było!
Skarbowcy rywalizowali w Niechorzu, Pobierowie, Gryficach i Rewalu, ale to właśnie w tej ostatniej miejscowości mieli swoją bazę. Tutaj nocowała większość z nich, tutaj też wieczorem w hali odbywały się dyskoteki przy muzyce puszczanej przez DJ Ucho. Jednak logistycznie nastręczało to nieco problemów, zwłaszcza tym, którzy musieli startować w dyscyplinach rozgrywanych w Gryficach.
„W ubiegłym roku w Legionowie wszystko było w jednym miejscu. Nie wiedzieliśmy, że tutaj będzie inaczej. Jechaliśmy do Rewala, nad morze, a przyszło nam pływać w Gryficach.” – opowiada z szerokim uśmiechem na ustach Beata z bydgoskiego urzędu skarbowego.

Czy wykorzystaliśmy okazję?

Rewal był dla wielu uczestników magnesem, a dla nas ich zainteresowanie okazją do promocji naszych miejscowości. „Pierwszy raz jesteśmy tutaj. Bliżej mamy na Wybrzeże Gdańskie” – tłumaczy pracująca w US w Elblągu Grażyna z Braniewa, która rywalizowała w badmintonie.
Czy tę okazję wykorzystaliśmy? Zapewne tak, bo skarbowcy wracali uśmiechnięci. Jedni zadowoleni z wygranych. Inni, że w ogóle ukończyli. Jeszcze inni, że spędzili przyjemnie czas, kiedy z kolegami po fachu mogli porozmawiać o czymś innym niż o pieniądzach. Nie da się ukryć, że taka ilość osób była też okazją dla lokalnych pensjonatów, sklepów, restauracji i dyskotek. O tej porze roku to rzadki klient na naszym wybrzeżu – nie dość, że aktywny, to jeszcze nastawiony na wydawanie.

Kontrowersyjna impreza

„Nie byliśmy organizatorem. Tylko użyczaliśmy obiekty na czas zawodów” – tłumaczy Tomasz Lachawczak, kierownik hali sportowej w Rewalu. – „Trochę się tego obawialiśmy, bo mieliśmy niewielki wpływ na to, jak będzie się to wszystko toczyło. Jednak całość przebiegła bez większych ekscesów i na pewno nie dochodziło do zdarzeń, o jakich mówili złośliwcy.”
To fakt, że impreza ta wywoływała sporo emocji. Oliwy do ognia dodało zdjęcie z parady, gdzie skarbowcy z Zielonej Góry pozwolili sobie na ironiczny transparent „Z urzędniczej pensji żyjemy po królewsku”. O zasadności złorzeczeń na urzędy skarbowe dyskutować tutaj nie zamierzamy, bo pewnie dyskusja byłaby długa. Warto jednak uściślić, że koszty udziału w zawodach (wpisowe, nocleg i transport) pokrywali sami zawodnicy, w niektórych przypadkach w połowie refundowane z ich funduszu socjalnego.
Do legendy zawodów przejdzie natomiast żart, na jaki pozwolił sobie pewien pracownik hali. Na pytanie jednej z organizatorek „Czy pan tu pracuje?” odparł: „Tak, ale na czarno!”

1 komentarz

Dodaj komentarz