Nowa organizacja ruchu w Pobierowie wywołuje sporo kontrowersji. Okazuje się, że wprowadzone zmiany różnią się od zapowiadanych, a na dodatek niedawno przygotowane oznakowanie woła o pomstę do nieba. Całość wygląda tak, jakby znaki miały służyć nie kierowcom, ale tym, którzy je stawiają, czyli wbrew ogólnie przyjętej logice.

„Z radą sołecką konsultowano wprowadzenie strefy zamieszkania, choć jej zasięg jest inny od naszych wniosków” – wyjaśnia sołtys Pobierowa Iwona Zacharczuk. – „Nie było natomiast rozmowy o niektórych zmianach dotyczących ulicy Grunwaldzkiej.”

Jak można się przekonać, na skutek wprowadzonych zmian najbardziej ucierpiało chyba skrzyżowanie ulic Grunwaldzkiej i Mickiewicza, przez wielu uważane za główne skrzyżowanie w Pobierowie. Pierwsze, co przykuwa uwagę nadjeżdżających od Południa, to falowana, biała wstęga namalowana na asfalcie, która w zamyśle miała służyć jako linia przerywana rozdzielająca dwa pasy ruchu. Ponieważ jednak nie spełnia ona podstawowego wymogu, aby była równoległa do krawędzi jezdni, więc nie sposób stwierdzić, aby swoje zadanie spełniała. Nie można oprzeć się wrażeniu, że podczas malowania musiał wiać bardzo, bardzo silny boczny wiatr. Innych wyjaśnień, które przychodzą na myśl, aż strach napisać.

Kiedy uda się oderwać wzrok od hipnotycznie falującej linii, dostrzegamy po prawej stronie na jednym słupku zawieszone dwa znaki (C-4 i D-4b), które są ze sobą sprzeczne. Pierwszy z nich nakazuje jazdę w lewą stronę na skrzyżowaniu, drugi natomiast pokazuje, że ulica w prawą stronę jest sięgaczem zwanym potocznie ślepą uliczką. Sięgacz, aby spełniał swoją funkcję, musi być dwukierunkowy, gdyż wjazd i wyjazd możliwe są jedynie w tym samym miejscu. Inaczej mówiąc, aby znak D-4B można było ustawić, musi być możliwość wjechania w sięgacz odchodzący w prawo.

To jednak nie koniec absurdu drogowego. Próbujemy skręcić w prawo w ulicę Grunwaldzką zgodnie ze znakiem D-4b i wbrew znakowi C-4. Znaki poziome, tym razem już staranniej wymalowane, udowadniają, że znaleźliśmy się na dwukierunkowym odcinku drogi. Jeśli jednak ktoś jedzie „anglikiem”, gdzie kierownica jest po prawej stronie, to ma szansę dostrzec przed wjazdem znak B-1 popularnie zwany zakazem ruchu. Zakazuje on poruszania się na tej drodze jakichkolwiek pojazdów, w tym rowerów. Znak jest jednak ustawiony w takim miejscu, że jadąc samochodem nie sposób go dostrzec (tym bardziej, że przecież nie ma powodów, by się go spodziewać), a tym bardziej nie sposób przeczytać umieszczonej poniżej tabliczki informującej, że znak nie dotyczy osób dojeżdżających do posesji.

Sięgacz na ulicy Grunwaldzkiej kończy się jeszcze bardziej paradoksalnym znakiem C-4, który nakazuje jadącym skręcić w lewo w drogę stawiącą dojazd … do prywatnej posesji. Nie wiem, komu zależało, żeby każdy jadący tędy wjeżdżał akurat na teren tego ośrodka. Jest to jednak znak nieuzasadniony, gdyż tabliczka pod znakiem B-1 mówi o dojeździe do posesji, więc i tak kierujący jedzie w konkretne miejsce. Chyba, że uwzględniamy wariant, że odcinek ulicy Grunwaldzkiej od skrzyżowania z ulicą Mickiewicza do poczty jest jednak ulicą z normalnym ruchem dwukierunkowym, co jest zgodne i z tabliczką i ze znakiem D-4b, choć wbrew znakowi B-1.

Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że wracając sięgaczem, możemy dostrzec znak D-5, choć znów jest to bardzo trudne ze względu na jego ustawienie, który mówi o pierwszeństwie na zwężonym odcinku drogi. Skąd ten pomysł, skoro szerokość ulicy jest na tyle duża, że dwa auta spokojnie się mogą wyminąć, co dokumentują wymalowane na jezdni pasy?! Ponadto nadjeżdżając od Południa lub Zachodu nie ma znaku informującego o zwężonej jezdni, więc żaden kierowca nie wie, że ktoś jadący z naprzeciwka może zobaczyć taki znak.

Aby skończyć znęcanie się nad feralnym skrzyżowaniem, warto zaznaczyć, że mimo wcześniejszych zapowiedzi, w dalszym ciągu po lewej stronie ulicy Grunwaldzkiej, vis a vis dawnego hotelu Seeblick, wciąż funkcjonuje parking kosztem oczekiwanego przez mieszkańców chodnika.

Nie jest to jednak koniec zamieszania w Pobierowie. Wciąż jeszcze na terenie obowiązującej „strefy zamieszkania” pozostały znaki zakazu zatrzymywania się B-36. To wprowadza w błąd, gdyż ich obecność sugeruje, że kierujący pojazdem znalazł się już poza „strefą” i nie musi m.in. poruszać się z prędkością ograniczoną do 20 km/h. Niezrozumiałe jest objęcie „strefą zamieszkania” ulicy Pomorskiej, która jest dostatecznie szeroka i posiada odpowiednich rozmiarów chodnik, aby uznać wyznaczanie tam strefy za bezpodstawne. Inny problem to postawienie znaków drogowych w takich miejscach, gdzie są one trudne do dostrzeżenia, jak to ma miejsce choćby przy dojeździe ulicą Grunwaldzką do skrzyżowania z ulicą Jana z Kolna.

Zmiany w organizacji ruchu w Pobierowie zaczęto wprowadzać od pierwszej dekady czerwca. Wydaje się, że jest to zbyt mało czasu, aby przygotować to dobrze. Sezon jednak jeszcze się nie skończył, jest więc czas, aby zaistniałe błędy skorygować. „Jestem po rozmowach z urzędnikami w Rewalu i w najbliższych dniach zostaną dokonane niezbędne poprawki.” – twierdzi Rafał Mielcarek z Zarządu Dróg Powiatowych w Gryficach. Trzymamy za słowo!