Do tej pory pisałam o swoich przeżyciach i wydarzeniach. Na koniec jednak coś o ludziach, z którymi stykałam się w czasie swojej pracy, a poznałam wiele osób z tej dobrej, ale też i złej strony. Starałam się mówić o ludziach dobrze, albo wcale. Myślę, że udało mi się tego dotrzymać w poszczególnych odcinkach moich krótkich wspomnień. W obecnych czasach krytykowanie kogoś, pisanie o rzeczach złych budzi sensacje i lepiej się „sprzedaje”. To nie moja natura. Nie wymieniałam również nazwisk, tylko inicjały, bo ktoś mógłby sobie tego nie życzyć. Były i są jednaki osoby, które będę wspominała z ogromną życzliwością. Tym razem pozwolę sobie wymienić ich z nazwiska.

Zygmunta Bancewicza za poczucie humoru i dystans do siebie. Każdy jego pobyt w moim biurze był okraszony opowiastkami, kawałami. Zawsze było głośno. No i najważniejsze – wiózł mnie i mojego przyszłego męża do USC w Karnicach.

Lucjana Ciszka za pomoc w rozwiązywaniu problemów, za współpracę w działalności społecznej, za przekazywanie wiedzy o pierwszych latach osadnictwa po wojnie na tych ziemiach.
Tak na marginesie. Ja ci dwaj panowie potrafili się kulturalnie procesować i kłócić (mówić o sobie z humorem)!

Tadeusza Kosińskiego za życzliwość i pomoc w działaniu na rzecz Niechorza, którego przez wiele lat był sołtysem, i gminy.

Stefana Brodnickiego za „Elunię”, bo nikt tak pięknie do mnie nie mówił, oraz za współpracę na linii Rada Gminy – urząd.

Józefa Oświęcimskiego za okazaną troskę wobec mojej osoby i powiedzenie „Pamiętaj, tylko mi Eli nie skrzywdź” oraz za pomoc w ucieczce przed pamiętnym towarzyszem i założenie Stronnictwa Demokratycznego.

Henrykę Brodzińską za dożywianie młodej pracownicy i za to, że z problemami szła do Eli.

Henryka Jakubcewicza za pomoc młodej pracownicy służy rolnej, która musiała sobie dać radę z kombajnistami i rolnikami oraz za współpracę na linii sołtys – urząd.

Amelię Kępińską za udzielanie cennych rad i uwag w zakresie obyczajowości, kultury i kulinariów.

Michała Bereżnickiego za cenne porady i wskazówki udzielane młodej urzędniczce, która nie zawsze wiedziała, jak wybrnąć z sytuacji we współżyciu z ludźmi (jak to było to sam zainteresowany wie najlepiej), oraz za barwne opowieści o starych czasach.

Krystynę Schweitzer, osobie różnie odbieranej w środowisku rewalskim, jednak dla mnie skarbnicy wiedzy o wszystkim, co się działo w gminie i nie tylko.

Mikołaja Kowalczuka zwanemu „Mikołajkiem” za jego barwną osobowość. Pomimo swojej ułomności, był zawsze wesoły, rozśpiewany i życzliwy.

Zofię Zganiacz-Semetkowską i Gabrielę Mróz za matkowanie, dożywianie i opiekę nad nieopierzoną stażystką.

Michała Sawkułycza za pomoc we współpracy ze społecznością Pustkowa, kiedy objęłam teren tej miejscowości obsługą agronoma, po niefortunnej wpadce w działaniu mojego poprzednika, w pierwszym okresie mojej pracy w Urzędzie Gminy Rewal i wiele lat później.

Jerzego Wójta za to, co zrobił dla społeczności gminnej po przemianach ustrojowych – w pierwszych latach samorządności, za odwagę i konsekwencję w działaniu, no i przede wszystkim za ogromne poczucie humoru.

Jadwigę Litkowiec, wieloletniej sołtys i opiekunce społecznej Pobierowa, za jej ogromną wiedzę o życiu i problemach swojej społeczności i za pomoc w załatwianiu spraw.

Barbarę Ludwiczak za fryzury i cierpliwość, kiedy marudziłam i zawsze chciałam wszystko naraz.

Gotfryda Kocjana, Janinę Sapałę i Mieczysława Deca, kierownikom ośrodków wczasowych, za to, że zawsze mogłam na nich liczyć, kiedy potrzebowałam pomocy w organizacji narad, konferencji, spotkań, jubileuszy oraz organizacji wyborów.
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać jeszcze wiele osób, chociażby wszystkich moich pracowników Urzędu Gminy, z którymi pracowałam przez te wszystkie lata. Im podziękowałam, kiedy się żegnałam odchodząc na emeryturę. Myślę, że się nie obrażą, kiedy wymienię tu szczególnie Albina Bojkowskiego – oni wiedzą, za co. Wymienianie wszystkich, którzy utkwili w mojej pamięci wymagałoby obszerniejszego opracowania.

To by było na tyle. Na emeryturze jest naprawdę fajnie, polecam. Jestem zadowolona, jednak najbardziej cieszy się z tego moja rodzina.

Podzieliłam się z Państwem tylko niektórymi sprawami i wspomnieniami z mojego 40-letniego okresu pracy zawodowej w gminie Rewal. Ponieważ publikowanie ich przypadło na okres letni, wakacyjny, starałam się mówić tylko o tych dobrych, czasami zabawnych chwilach. Po co zarzucać złymi opowieściami? Tym bardziej, że to moje subiektywne odczucia. Myślę o rozszerzeniu wspomnień i wydaniu całości w formie książkowej. Co Państwo o tym sądzą? Warto?

Elżbieta Łonyszyn

6 Komentarze

  1. Pani Elu dzieli nas wiele kilometrow ale co miesiac czekalam na Pani wspomnienia i z ciekawoscia je czytalam.Pomysl na ksiazke jak najbardziej trafny.Pozostalo mi nadal czekac.Pozdrawiam serdecznie.Do zobaczenia latem.

  2. Firma Emitel z Warszawy chce postawić w Trzęsaczu przy Dworcu Kolejki wąkotor. WIEŻĘ RADIOWO – TELEWIZYJNĄ !!!!
    Wysokość wieży 60 metrów , promieniowanie szkodliwe dla zdrowia !!!, W centrum wypoczynkowej miejscowości to SKANDAL !!!!! GMINA będzie miała stały dochód z podatków , a mieszkańcy i wypoczywający śmiercionośne promieniowanie . Nie dopuśćmy do tego !!!!

Dodaj komentarz