Ponoć, jeśli się powiedziało A, to należy powiedzieć też B. Postanowiłam się do tego zastosować i zachęcam się do zapoznania z kolejnymi etapami moich wspomnień obejmującymi okres pierwszej pracy po odbyciu stażu w PGR (nomen omen) Starza koło Stuchowa, a także w GRN Karnice, w której granicach znalazły się wszystkie miejscowości obecnej gminy Rewal oprócz Pobierowa.

1.10.1971. Rozpoczynam pracę. Jest to małe państwowe gospodarstwo rolne należące do Kombinatu Wrzosowo. Jest mi tu bardzo ciężko. Wieś mała, typowo pegeerowska. Nie mogę się odnaleźć. Dobrze, że żona księgowego jest niewiele starsza ode mnie i mam się z kim kolegować. Ze Staszkiem jesteśmy parą. Odwiedza mnie w weekendy. Dojeżdża kolejką wąskotorową przez wszystkich zwaną „ciuchcią”.
Nie wytrzymuję tu długo. Załatwiam sobie pracę w ówczesnej Gromadzkiej Radzie Narodowej w Karnicach. Nie mam jednak mieszkania. Znajomi z Trzęsacza – Jadzia i Rysiu H. – przygarniają mnie na krótką chwilę.
Z przeprowadzką do Trzęsacza wiąże się pewna zabawna sytuacja, choć w tamtych czasach nie taka znów rzadka. Staszek i Rysiek wcześnie rano zabrali moje rzeczy na ciuchcię i zatrzymała ich milicja. Zostali wylegitymowani, bo wyglądali podejrzanie. Był blady świt, a oni nieśli sporo tobołków. Podobno w sąsiedniej miejscowości dokonano kradzieży i legitymowano każdego napotkanego.

1.02.1972 – GRN Karnice. Mieszkam w Trzęsaczu. Rozpoczynam pracę jako asystentka agronoma w Gromadzkiej Radzie Narodowej (ówczesny odpowiednik gminy) w Karnicach. Dojeżdżam oczywiście kolejką, bo z braku drogi autobusy kursują tylko do Rewala. Nareszcie praca w biurze, a nie w oborze, chociaż dalej prowadzę sprawy rolne. Przewodniczącym GRN jest przemiły pan Albin M., a moim bezpośrednim szefem pan Tadeusz R.
Rodzice Staszka proponują mi zamieszkanie u nich. Poznaję jego rodzeństwo – Kasię i Piotra. Ze Staszkiem myślimy o wspólnym życiu.
W Karnicach pracuje mi się bardzo dobrze. Odnoszę sukcesy. Dużo się uczę pracy biurowej, ale też i w terenie od poszczególnych rolników. Jest tylko jeden problem – ciężko się wstaje. Odjazd kolejki jest przed 6:00. Czasami wolę iść pieszo do Rewala, skąd autobus odjeżdża o 6:15. Do domu wracam autobusem o 16:00. Czy deszcz, czy śnieg iść trzeba. Na szczęście do Karnic rano nie dojeżdżam sama. Są jeszcze: Roma G. z Rewala, Iza P. z Niechorza i Irena F. ze Śliwina. Jest raźniej.
W pracy zdarzają się i zabawne sytuacje. Jak to baba, boję się myszy. Siedzę więc na biurku i wrzeszczę. Koledzy, myśląc, że coś się stało, przybiegają prędko z pomocą. Ze strachu długo nie mogę wykrztusić słowa. Kiedy jednak wyjaśniam, że chodzi o mysz, koledzy zaczynają wielkie polowanie. Nie schodzę z biurka tak długo, aż biedna myszka wybiega przestraszona na korytarz, przez co spóźniam się na autobus do domu.

Grudzień 1972 przynosi wiele zmian w moim życiu. Wychodzę za mąż. Ślub cywilny biorę 16 grudnia w Karnicach. Przyjęcie wyprawiam dla współpracowników w urzędzie. Ślub kościelny 25 grudnia w domu rodzinnym w Wielkopolsce (Pisarzowice). Mama wreszcie odetchnęła, bo ułożyłam sobie życie. Jak to matka. Przez cały czas martwiła się, czy tam daleko nad morzem nie dzieje mi się krzywda.
Następują zmiany w strukturze administracyjnej. Kończy się działalność gromadzkich rad narodowych, powstają się gminne rady narodowe. Od 1 stycznia 1973 rozpoczynają swą działalność naczelnicy gmin. Zaczyna obowiązywać nowy podział administracyjny. W pasie nadmorskim powstaje nowa gmina – Rewal. Karnice wchłonęła natomiast byłą GRN w Cerkwicy. Ja pozostaję nadal w Karnicach.

Nowym szefem jest naczelnik gminy Edmund K. – wielkie indywiduum. Oprócz zmiany na najważniejszym stanowisku, wszyscy pozostali pracują nadal.
Jest też inne zwycięstwo – budują wreszcie drogę do Pobierowa! Będą kursowały autobusy.
Wraz z powstaniem w Rewalu nowej gminy zaczynają się rozwijać nadmorskie miejscowości. Powstaje dużo działek budowlanych. Rosną nowe domy.

My mieszkamy u teściów. Gnieciemy się, bo mieszkanie nie jest duże. Zaczynam myśleć o kupnie działki i budowie domu. Pracuję nadal w służbie rolnej, więc mogę wziąć kredyt na preferencyjnych warunkach. W małżeństwie jestem trochę samotna. Staszek pracuje ciągle w delegacji. Przyjeżdża w soboty. Zaprzyjaźniam się z Wiesią i Edkiem L. mieszkającymi w budynku po byłej szkole w Trzęsaczu. Mamy wspólne tematy. Dostaję propozycję przejścia do pracy w urzędzie w Rewalu. Mam już w pracy administracyjnej trochę doświadczenia, więc Naczelnik Gminy Rewal widzie mnie u siebie. Pomaga też w nabyciu działki budowlanej. Żal mi zostawiać kolegów i koleżanki z pracy w Karnicach. Żal też atmosfery tam panującej, bo szefa to już nie. Mimo wszystko odchodzę, bo Rewal jednak bliżej.

Tamtego okresu mojej pracy nie wspominam dobrze, dlatego też opowieść o nim jest bardzo krótka.