Trzecia część moich wspomnień opowiada o nowej, starej pracy. Nowej, bo w Rewalu, a starej, bo jednak dalej w administracji, wtedy jeszcze państwowej.

1.01.1974. Nowy rok – nowa stara praca. Stara, bo kontynuacja działalności gminnej. Nowa, w nowym miejscu. No i spanie o 2 godziny dłużej!
Jest już nowa droga. Na razie autobus dojeżdża do Trzęsacza, ale z miesiąca na miesiąc drogi przybywa. Mój mąż jest jednym z jej wykonawców, bo pracuje w Rejonie Dróg Publicznych w Gryficach.
Praca podobna do tej, co w Karnicach. Staram się pomagać koleżankom na innych stanowiskach, ucząc się tym samym nowych zagadnień.
Nowy szef, naczelnik Henryk P. Szef bezpośredni to Leszek G. Nowa gmina. Nowa, młoda kadra. Jest wesoło. Stanowimy bardzo zgrany zespół. Jak u muszkieterów – pomagamy sobie wzajemnie i razem… rozrabiamy. Umiem robić imprezy zakładowe (pamiętny Dzień Kobiet – wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi).

Naczelnik Gminy dba o to, aby likwidacji uległy stare kempingi. Urząd wydaje dużo decyzji administracyjnych na rozbiórkę. Aby wcześnie sprawę zakończyć do pisania na maszynie decyzji zaangażowanych jest kilku pracowników. Koleżanki piszą, a koledzy budowlańcy dyktują. Przy takim szybkim tempie pracy musi się coś przydarzyć i się przydarza. Na sesji Gminnej Rady Narodowej wstaje radny z Pobierowa i mówi: „Panie naczelniku, co to za bzdury wysyłacie do obywateli? Mieszkaniec Pobierowa dostał decyzję dotyczącą starej szopy o następującej treści – Budkę należy wyremontować, wymalować a następnie rozebrać”. Nie będę przytaczać, co się później działo w urzędzie. Sądny dzień!
Zbliżają się nowe zmiany administracyjne. Następuje likwidacja powiatów. Od 1 lipca 1975 Gminne Rady Narodowe przekształcają się w Rady Gminy, które przejmują wiele obowiązków po zlikwidowanych powiatach. Urzędy przyjmują nowych pracowników. Stary szef zostaje odwołany, przychodzi nowy – Ryszard M. Gminne szeregi zasilają również: Sekretarz gminy Kazimierz H., inspektor budownictwa Stanisław O., podatkowiec Czesław N.
Pomimo, iż mamy do dyspozycji dwa budynki przy ulicy Warszawskiej, zaczyna się robić ciasno. Korzystamy z baraku na sąsiednim placyku, a później z części budynku u zbiegu ulic Warszawskiej i Białej. Ma to dobre i złe strony. Złe, bo duże rozczłonkowania stanowisk pracy i kłopot dla interesantów. Dobre, bo nie pod okiem szefa.
Pracuje się świetnie. Pomimo dużej fluktuacji kadry atmosfera jest wyjątkowa. Matka naszej koleżanki Hani W. nie może się temu nadziwić.

Sekretarz Gminy włącza mnie w skład Kolegium ds. Wykroczeń. Przez jakiś czas jestem nawet szefem. Wiąże się z tym zabawna sytuacja. Wspólnie z Sekretarzem jestem w składzie zespołu Kolegium. Jest okres letni. Dużo wykroczeń. Obwinieni i świadkowie na rozprawie muszą dosłownie przekazać słowa wypowiedziane podczas wykroczenia. Zazwyczaj wulgaryzmy. Jeden ze świadków krępuje się wypowiadać przy mnie, na co Sekretarz, który przewodniczy składowi, mówi do świadka: „Proszę przekazywać słowa dokładnie, pani Ela to nie kobieta!” Następuje konsternacja, a później śmiech. Przewodniczący chciał po prostu powiedzieć, że jestem członkiem kolegium i nie ma różnicy płci.
Moje członkostwo w Kolegium trochę trwa. Muszę jednak zrezygnować, bo mam za dużo obowiązków. Zmieniam stanowisko pracy – z inspektora w służbie rolnej przenoszą mnie do geodezji i gospodarki gruntami. Rodzinnie też pojawiły się nowe obowiązki – budowa domu w Rewalu. Zaciągamy kredyt, trochę pieniążków dokładają rodzice. Mąż zwolnił się z pracy i razem z bratem stawia nasz przyszły dom. Jestem wdzięczna teściom, że nas praktycznie utrzymywali, bo moja jedna pensja rozchodziła się bardzo szybko. Był to już środek dekady gierkowskiej i powoli zaczął się kryzys. Zwłaszcza w materiałach budowlanych.
Miejscowości naszej gminy pięknieją. Powstają nowe szkoły dzięki pomocy kopalń. Przybywa domów. W rodzinie smutne wydarzenie. W styczniu 1975 roku umiera teść. Nie doczekał końca budowy, a tak się z tego cieszył. Mieszkam więc jeszcze trochę z teściową w Trzęsaczu. Jest i radość. Jestem w ciąży. Długo oczekiwaliśmy na potomka. Początek ciąży trochę z komplikacjami, później jest już bardzo dobrze. W pracy mówią, że biegam jak mały samochodzik.

Czekają mnie dwie przeprowadzki. Jedna do nowego budynku urzędu gminy przy ulicy Mickiewicza, który nareszcie został powiększony o Urząd Stanu Cywilnego, druga do naszego nowego domu przy ulicy Rybackiej.

Dodaj komentarz