Minął wrzesień, miesiąc inaugurujący reformę oświaty w Polsce. Jak wpłynęła ona na sytuację szkół w gminie Rewal?

Uchwałą Rady Gminy sześcioklasowe szkoły podstawowe w Zespole Szkół Sportowych w Rewalu i Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Niechorzu zostały przekształcone w ośmioklasowe a gimnazjum w Rewalu jest w stanie wygaszania, pozostały dwie klasy: druga i trzecia.

Dzięki wcześniej podjętym rozmowom organu prowadzącego szkoły czyli Gminy z wszystkimi zaangażowanymi w problem, reforma nie pozbawiła u nas pracy żadnego nauczyciela. Nie obyło się jednak bez strat, na kompensacyjne świadczenia emerytalne odeszło kilku pracowników szkół, którzy mogli jeszcze swoim doświadczeniem i wiedzą służyć uczniom. Problemem jest także fakt, że całkiem spora grupa nauczycieli uzupełnia etaty w różnych szkołach, co ogranicza chociażby możliwość wykorzystania ich w zajęciach pozalekcyjnych, gdyż przemieszczanie się z miejsca na miejsce zajmuje sporo czasu.

Bezkosztowe „usprawnienie szkolnictwa” jak należało się spodziewać, wcale takie nie jest i wymagało zmian w budżecie. Na szczęście sumy w skali gminy nie są duże. Pieniądze nie zostały jednak przeznaczone na nowoczesne technologie nauczania, programy i szkolenia, tylko na dopasowanie szkól do nowych struktur. ZSS w Rewalu dzięki powierzchni budynku nie ma potrzeby dokonywania fizycznych zmian, jednak Zespół Szkolno-Przedszkolny w Niechorzu ma prawdziwy problem z pomieszczeniem dwóch dodatkowych klas.

Mimo tego „reformatorskiego” fermentu szkoły funkcjonują dobrze, głównie dzięki  różnorakim działaniom dyrektorów i nauczycieli. Szkoda tylko, że zmieniając w sposób radykalny i definitywny strukturę oświaty, reforma nie skupia się na tym, co powinno być jej istotą, co wynikałoby z przeprowadzonych, przeanalizowanych i opublikowanych badań opatrzonych konstruktywnymi wnioskami i wyraźnie sformułowanymi celami.

To co mamy, nie wprowadza niestety polskiej szkoły w sferę nowatorskiego nauczania i wychowania ucznia przygotowanego do uczestnictwa w coraz bardziej skomplikowanym i wymagającym świecie

35 Komentarze

  1. Dlaczego szkola w Niechorzu ma problem z pomieszczeniem dwóch dodatkowych klas?
    Ja z tego rocznika, który jeszcze te 8 klas w SP w Niechorzu kończył i wówczas nie było problemu. Dwuzmianowości tez nie było. Aż tak wielkiego przyrostu naturalnego nie odnotowaliśmy ?

  2. Ludzie nie wyobrażają sobie, żeby państwo przygotowywało menu w restauracjach, mimo że kiedyś tak bywało . Co niektórzy pewnie pamiętają Ministerstwo Handlu Wewnętrznego w czasach głębokiej komuny. Ale dlaczego Państwo nie może tego robić? Dlatego, że nie potrafi ZROBIĆ TEGO LEPIEJ od tysięcy specjalistów dopasowujących i udoskonalających swoje potrawy do milionów podniebień Polaków o różnych upodobaniach , potrzebach i predyspozycjach zdrowotnych i dietetycznych. To skąd u licha przeświadczenie, że państwo może zrobić lepsze programy nauczania niż tysiące wysokiej klasy specjalistów w tej dziedzinie? Wyjaśnijcie mi to proszę!

    • Słusznie zakładasz że dla dobre TWOICH dzieci będzie uczenie ich dostosowując je do lokalnych warunków, indywidualnych zdolności a także zasobności Twojego portfela. W przeciwieństwie do tego obecnie funkcjonujący system został stworzony w aby zniewalać i tworzyć poddanych systemu. Tylko całkowita prywatyzacja i wprowadzenie konkurujących ze sobą szkół pozwoli podnieść jakość i obniżyć cenę.

      • Byłem na gorzowskim spotkaniu z legendarnym wolnościowym burmistrzem Kamienia Pomorskiego – Stefanem Olewczukiem. Z tego obarczonego hańbą śmiertelnego wypadku na rondzie z udziałem 6. ofiar w sylwestrową noc miasteczka wywodzą się moi znajomi pracujący w niechorskiej „Muszelki” – Karolina i Przemek, których tą drogą pozdrawiam!
        Sławomir Wieczorek – od zarania czytelnik „Najwyższego czasu!”.

    • Trudno porównać edukację do restauracji. Chciałabym zauważyć, że teoretycznie w imieniu państwa programy nauczania powinni przygotowywać specjaliści. Tylko dlaczego autorów obecnych podstaw MEN nie chce ujawnić? Wstydzą się? Doskonałym przykładem jest „ekspertka” wychowania do życia w rodzinie. Ponieważ z oświatą jestem związana od wielu lat, to odważę się postawić tezę, że obecny system zmuszający szkoły do ciągłej rywalizacji ( patrz rankingi szkół, gdzie publikuje się tylko „suche” wyniki egzaminu) dla dzieciaków nie jest dobry. Zmuszani jesteśmy do uczenia „pod testy”. Nie ma czasu na dyskusję, wychowanie, czasami poświęcenie godziny na zwykłą rozmowę. Trzeba zrealizować przeładowany program, z którego połowę można wyrzucić. Szkoła to tysiące nikomu niepotrzebnych papierów: sprawozdań, programów, ewaluacji, diagnoz itp. Szkoda, że Zalewska tym się nie zajęła. Celowa nie użyłam słowa „minister”, bo nasuwa mi się inne.

      • A mnie się marzy oświata zbudowana z różnorodności. Gdzie są szkoły męskie, żeńskie i koedukacyjne. Gdzie program z języka polskiego czy matematyki zależy wyłącznie od osób prowadzących szkołę. Gdzie egzaminy końcowe lub ich brak zależy wyłącznie od osób prowadzących szkołę, gdzie dobór przedmiotów zależy wyłącznie od osób prowadzących szkołę. Gdzie istnienie danej szkoły zależy wyłącznie od tego czy rodzice prowadzą do niej swoje dzieci i tym samym zostawiają w tej szkole swoje czeki, które otrzymali od państwa ( tzw. bony edukacyjne) czy nie, co skutkuje bankructwem szkoły. Marzy mi się w oświacie prawdziwa wolność, bo głęboko wierzę, że te tysiące wysokiej klasy specjalistów są w stanie lepiej wykształcić nasze dzieci bez ingerencji ministerstwa, które jest po prostu zbędne. To rodzice powinni oceniać szkoły i chcieć lub nie, podpisywać z tymi szkołami umowy na wykształcenie swoich pociech. Nie ma najmniejszych podstaw ku temu, żeby twierdzić, że szkoły prowadzone przez osoby prywatne, przez stowarzyszenia, fundacje czy związki wyznaniowe nie poradzą sobie bez ingerencji państwa, bo radziły sobie przez całe wieki i w wielu miejscach na świecie radzą sobie nadal.

      • Pani Mario ciężko Pani myśleć o edukacji pozbawionej państwowego kagańca bo niestety jak większość nauczycieli ma pani mentalność niewolnika, … ten Pan jest dobry a tamten Pan jest zły …. A prawda jest taka że żaden urzędnik nie powinien mieć prawa określać czego mają się uczyć nasze dzieci. Bo ZAWSZE będzie to rodzić problemy i NIGDY nie uda się wszystkim dogodzić. O tym gdzie, czego i jak powinni decydować TYLKO rodzice. A od strony praktycznej będzie to z pewnością lepsze i tańsze. Analogie są proste … w prywatnych szkołach językowych poziom jest wyższy niż państwowych, prywatni weterynarze leczę zwierzęta taniej i lepiej niż państwowa służba zdrowia, a prywatne restauracje dają lepiej jeść niż za komuny,

        • Szanowny panie, idąc pana tokiem myślenia każdy urząd powinien tworzyc własne przepisy. Proszę nie obrażać nauczycieli, nie mamy mentalności niewolnika. Realizujemy podstawy programowe. Urzędnik trzyma się przepisów, podobnie jak kierowca przestrzega kodeks ruchu drogowego. Rodzice mają tworzyć podstawy? Wszyscy? To gratuluję pomysłu. Szkoly językowe to trochę inna para kaloszy. Dziwi mnie, że nie widzi pan różnicy.

          • Proszę nie brać tego do siebie Mario. Oczywiście, że musicie trzymać się przepisów, tak jak i wszyscy. Nie ma wyjścia. Gas pewnie chciał dać do zrozumienia, że w świecie, gdzie panuje normalność, to rodzice decydowaliby o szkole, ale głównie poprzez podejmowanie decyzji, do której szkoły zaprowadzą swoje dzieci, to tak jak decydujemy czy ten szewc czy sklep upadnie czy będzie rozkwitał, kupując buty czy robiąc zakupy czyli „głosując nogami” Oczywiście, że podstawy programowe musieliby tworzyć fachowcy, ale to rodzice ocenialiby, którym fachowcom powierzyć wykształcenie, a nie rzadko również wychowanie swoich pociech.

          • Pani Mario, niewolnictwo niewiele różni się od socjalizmu główna różnica nie jest jakościowa a ilościowa, w socjalizmie jest tylko jeden Pan. ( a z wszystkich badań wynika że prawie wszyscy nauczyciele głosują na wszelkiej maści socjalistów ). Ponadto między nami różnica jest zasadnicza, ja uważam że nauczyciel ma uczyć, a Pani że realizować JEDYNY narzucony program. Jeśli Pani tego nie ogarnia cóż …. taka mentalność. Ja wiem że to co piszę może nie podobać się nauczycielom. Sama myśl musieli by konkurować, więcej pracować, zwiększać efektywność czyli zejść z piedestałów świętej krowy i wejść na „rynek usług” budzi w większości nauczycieli paniczny strach. Ja wiem że Wam łatwiej jest „realizować podstawy programowe” czyli mówiąc wprost odwalać pańszczyznę, co rok dostawać kwiatki ( w rocznice wstydu którą powstała masońska komisja edukacji narodowej ) i chodzić w splendorze niż dać się ocenić rynkowi.

          • Panie Gas, nauczyciel jest ZOBOWIĄZANY realizować podstawę programową. Naoglądał się pan chyba „Ranczo” i uznał, ze w każdej wsi zrobią sobie reformę. Szara rzeczywistość wygląda inaczej. Przykładem jest wójt gminy Rewal. Czyż nie za pewną samowolę został odwołany? Ja nie mam Pana. W szkole jest dyrektor, nad nim kuratorium itp. Jak w każdym urzędzie. Proszę nie obrażać nauczycieli. Nie odwalam pańszczyzny, pracuję. Kwiatka nie dostałam od wielu lat, bo nie mam wychowawstwa. To też taka szkolna rzeczywistość. O jakim splendorze pan mówi? O rodzicach, którzy uważają, że szkoła ma wychować, nauczyć i przygotować do życia? O uczniach, którzy uważają, że mają tylko prawa? Studia skończyłam lata temu, potem podyplomówka, kursów i szkoleń nie zliczę. I jestem świętą krową? A cóż to znaczy? Od lat już w październiku jesteśmy straszeni zwolnieniem. W marcu i kwietniu czekamy, komu podziękują za pracę. Proszę sprywatyzować wszystkie urzędy. Może też będzie lepiej. Policja też będzie prywatna? Proponuję zejść na ziemię.

          • Własnie dokładnie o tym piszę, o wąskich horyzontach. Powinno być własnie tak tak jak to Pani wykpiła. Paradoksalnie Polska najszybciej się rozwijała podczas rozbicia dzielnicowego kiedy konkurowały ze sobą prawa, urzędy i władcy ( http://czashistorii.pl/jakub-wozinski/wozinski-czy-polsce-oplacalo-sie-rozbicie-dzielnicowe-czy-polska-mogla-byc-bogatsza-pora-spojrzec-na-historie-bez-uprzedzen/ ) Wzorem stróżów prawa byli i są Szeryfowie ( PRYWATNI !!!! ), a przykłady prywatnej straży prywatnej można zobaczyć między innymi na filmie gangi nowego Yorku ( działała znakomicie )

            wracając do meritum:

            Szkoły powinny być prywatne, a żaden urzędnik nie powinien mieć możliwości wpływania na program. Ministerstwo Edukacji, Kuratoria, cała ta ogromna czapa urzędniczo związkowa powinna być rozwiązania, karta nauczyciela uchylona, i to byłby dość dobry początek.

          • Od czasów rozbicia dzielnicowego trochę czasu minęło, czasy się troszeczkę zmieniły. Szeryfów widziałam w kinie, lubią strzelać, to fakt. Sprywatyzować wszystkiego się nie da. Wilkowyje i Kusy z jego reformą – to był tylko serial, podobnie jak wójt Lucy i urząd gminy z panią Haliną. Panie Gas, nie podobają mi się podstawy programowe, te po deformie Zalewskiej szczególnie. Mamy nogi, idźmy do wyborów, głosujmy sensownie. Nie dajmy sobie robić sieczki z mózgu. Ile pracy przed edukacją widzieliśmy po 11 listopada i faszystowskich oraz ksenofobicznych hasłach i zachowaniach. Jakieś podstawy dla wszystkich typów szkół istnieć muszą. Jak pan sobie wyobraża maturę? Jedni zdają tylko matematykę, drudzy historię i to tylko np. średniowiecze? Zgadzam się w pełni, że armia urzędników, wizytatorów, kuratorów jest zbędna. O karcie urosły mity, ze to same przywileje, ale jakie? Nauczyciel ostatnio to przysłowiowy chłopiec do bicia.

          • Głównym problemem jest to że nie powinno być żadnych „podstaw programowych” w jednaj szkole niech uczą tak, a w innej inaczej. Rynek to wyprostuje. Kolejną rzeczą jest matura … a czy potrafi Pani wyobrazić sobie życie bez matury ? co ona daje ? NIC !!! daje tylko pusty tytuł.

            A teraz najlepsze, jednym z głównych haseł niemieckich faszystów jest państwowa szkoła i mocne związki zawodowe. Jak ulał pasuje to do Pani poglądów.

          • Panie Gas, proponuję zlikwidować szkoły i wprowadzić nauczanie domowe. Rodzic bez matury będzie najlepszym nauczycielem i wychowawcą, jak w Polsce dzielnicowej. Bez żadnych podstaw programowych, wolna amerykanka. To będzie eksperyment na skalę światową. Ja akurat mam maturę, nawet studia skończyłam, ba nawet dwa kierunki i zapewniam, że dzienne, państwowe. Takie, gdzie egzaminy były, w dużym mieście. Moje dziecko też zrobiło maturę w państwowej szkole, studiuje na zagranicznej państwowej uczelni, radzi sobie świetnie. Faszystów widziałam w sobotę w Warszawie i Wrocławiu. Zapewniam, że to nie był miły widok. Panie Gas, jak się nie ma argumentów, to się zaczyna obrażać adwersarza. Chyba jednak powinien pan nauczyć się dyskutować, ale tego uczą w szkole. I tak kółko nam się zamknęło. PS. Jeżeli chciałby pan studiować, to polecam jednak państwowe uczelnie. Po tych prywatnych do pracy nie chcą przyjąć. Poziom niski.

          • Pani Mario, coraz głębiej się Pani pogrąża. Tak się akurat składa że większość geniuszy ( w tym Einstein, Jobs, Gates ) porzucili szkoły a takie tytany umysłu ( Pascal, Newton, Maxwell ) do Państwowych Szkół wcale nie chodzili.

            ( do do argumentów proszę dla odmiany przytoczyć …jakiegoś polskiego geniusza który kończył państwową Polską uczelnię !!! )

            Pani myślenie jest po prostu zniewolone i nie może Pani pojąc najprostszych spraw. Np. Pani proponuje wprowadzić nauczanie domowe, a ja Pani mówię „niech każdy wybierze tą formę która dla niego jest najlepsza”. A tak przy okazji … nauczania domowe święci aktualnie triumfy. Niech Pani zrozumie dla każdego dobre jest coś innego !!! nie ma jednej drogi

            proponuję obejrzeć:

            http://mamadu.pl/126061,szkola-nie-uczy-tylko-produkuje-ludzi-uposledzonych-zyciowo-wyklad-ktory-wzburzyl

            Co do Pani wypowiedzi podstawowym problemem w Państwowej szkole jest to że seryjnie tworzy „ćwierćinteligentów” którzy sycząc nienawiścią do „TVN’owskich faszystów” sami mają czysto faszystowskie poglądy … i co zabawne nawet o tym wiedzą.

            Proponuję poczytać Polskich klasyków np. Dmowskiego, Popławskiego,Balickiego ( „TVN’owskich faszystów” ) poszerzyła by Pani swoje horyzonty i dowiedziała by się Pani że Polska myśl narodowa nie splamiła się socjalizmem ( który wywarł aż takie piętno na Pani umyśle ) i była wręcz w każdym punkcie programowym w opozycji do faszyzmu ( w tym postulowała prywatne szkoły, niskie podatki i brak biurokracji !!! ). Ale rozumiem że dla odmiany miłym dla Pani był widok pochodów 1 majowych.

            Bawi mnie poza tym Pani protekcjonalny głos że kończyła Pani dwa kierunki na Państwowej uczelni i że Pani dziecko uczy się za granicą. Jakież to typowe dla nauczycieli i to że jakakolwiek uwaga odbierana jest jako obrażanie. Nie będziemy się licytować na to kto lepsze studia skończył ( bo JA WIEM że kończyłem lepsze 😉 )

            Rozumiem że jest Pani osobą starszą i oczekuje Pani szacunku, tym bardziej jako nauczyciel jest Pani do tego przyzwyczajona, jednak chcę z całą stanowczością Pani powiedzieć że Pani myślenie jest błędne, głupie i szkodliwe. Choć jednocześnie zdaję sobie też sprawę że prawie niemożliwe jest jego zmienienie i tak: ” tak kółko nam się zamknęło „

          • Panie Gas, myślę, że dyskusja z Panem nie ma sensu. Źle pan rozumuje: nie jestem osobą starszą ( moje imię pana chyba zmyliło, nawiasem mówiąc to moje drugie), nie chodziłam na pochody, bo tak szczęśliwie się złożyło, że nie musiałam, socjalizm znam z opowiadań Rodziców i kończył się kiedy byłam bardzo młoda. Jestem wykształconą osobą i to raczej nie jest powód do wstydu, choć teraz takich jak ja nazywa się pogardliwie „wykształciuchy” ( nadmieniam, że robią to ci niewykształceni). Nauczyłam się w pracy, że szacunek to teraz towar deficytowy, a szkoda. Pierwszy raz słyszę, że polska szkoła tworzy faszystów. Ćwierćinteligentów wypuszczają małe prywatne szkółki wyższe zainteresowane głównie kasowaniem najsłabszych maturzystów.Nie uważam się za osobę zniewoloną, nie mam pana. Same inwektywy dominują w Pana wypowiedziach. Dlatego myślę, że szkoda czasu na dyskusje z takim adwersarzem. Dysputa to coś konstruktywnego. Można mieć różne poglądy, ale nie trzeba rozmówcy obrażać, a pan to robi w sposób niewybredny. Pozdrawiam i życzę powodzenia w realizacji wizji Panagasowej edukacji.

  3. To proste P.Jacku.Państwo twierdzi,że odpowiada za politykę edukacyjną obywateli i oczywiście tam gdzie należy dbać o warunki materialne tychże jest zrozumiałe.Istotą problemu jest jak kształtować obywatela a to w mniejszej czy większej formie jest indoktrynacją.Przecież to wielu z nas zna bo tak to działało.Przyszedł czas na zerwanie z tym wszechogarniającym monopolem władzy na edukację i ta stała się mniej podatna..Okazuje się że za bardzo.Zmiana obecna mająca charakter pozornie ,strukturalny,jest wprost zmianą programu nauczania wg obowiązujących wymagań ideologicznych rządzących.W swojej ponad 40 letniej,nauczycielskiej pracy,przerabiałem kilkanaście REFORM dużych i małych.Niektóre trafne inne wprost szkodliwe ale ostatnie 20 lat przerażająco szybko zmieniają coś co wymaga pewnego spokoju i ułożenia.Tak było z reformą z gimnazjami,bardzo kontrowersyjną ale która po latach zaczęła przynosić wymierne,dodatnie efekty.Zamiast zatem pójść za głosem wielu specjalistów i zmienić system na 4+4+4 przewrócono wszystko ma opak.A 4 lata szkoły podstawowej+4 lata gimnazjum+4 lata liceum,byłoby racjonalne.Kończąc mogę tylko Pana zapewnić że to nie ostatnia reforma bo po kolejnej zmianie nastąpi znowu ta najbardziej ważna.I tak dalej i tym podobnie.CHYBA ŻE W KOŃCU POWSTANIE COŚ NA WZÓR OKRĄGŁEGO STOŁU I WYŁĄCZY EDUKACJĘ,ZDROWIE I BEZPIECZEŃSTWO OD DORAŹNEJ POLITYKI.

    • Obawiam się Panie Alku, że wyłączenie spod wpływu polityków czegoś, co ma przeogromny wpływ na „rząd dusz” jest możliwe jedynie przez prywatyzację. Oczywiście za wyjątkiem bezpieczeństwa, którego sprywatyzować w całości się nie da, mimo że prywatni prokuratorzy, prywatna straż pożarna i kilka innych rozwiązań istnieje, to jednak zapewnienie bezpieczeństwa powinno zostać domeną państwa. Nie musi natomiast tak być w stosunku do oświaty i służby zdrowia. Te dwa ostanie systemy „chorują” głównie ze względu na istnienie pośredników pomiędzy nimi a pacjentami w odniesieniu do służby zdrowia czy rodzicami dzieci w odniesieniu do oświaty. Jest zadziwiające, że są ludzie, którzy twierdzą, że nie będzie nas stać na prywatną służbę zdrowia, uważają, że jest nas stać na służbę zdrowia plus armię urzędników w Ministerstwie Zdrowia i NFZ. Podobnie jest z oświatą. Oczywiście, że będzie nas stać !!! Mało tego, różnorodność szkół i szpitali, która w błyskawicznym tempie wypełniłaby nasze otoczenie, przełożyłaby się i na zadowolonych pacjentów, i na zadowolonych rodziców, i na zadowolonych dobrych nauczycieli i lekarzy. A o to przecież chodzi !!!

    • Matura nie jest niezbędna. Uważam, że błędem jest, że do szkół maturalnych idzie, kto chce. Sądzę, że powinni do niej przystępować najlepsi. Wtedy i poziom studiów nam się podniesie. Największym błędem była likwidacja lub mocne okrojenie szkolnictwa zawodowego. Tym sposobem mamy armię słabo wykształconych licealistów. Studiują na prywatnych małych uczelniach, które zajęte są głównie nabijaniem kasy. Mamy armię młodych ludzi z licencjatami, którzy nie są przygotowani do zawodu. Mają dyplom, który nic nie znaczy. Tu leży problem. Wiem, bo miewamy takich praktykantów.
      Przywileje emerytalne nam zabrano. Na normalną emeryturę mogę pójść tak jak każdy, mając 60 lat. Urlop mam latem, dzieci zaczynają wakacje, my jeszcze z tydzień do pracy. Od mniej więcej połowy sierpnia trzeba być gotowym. Przywilejem jest tylko czas świąt. Panie Jacku, to nauczyciele są pod ostrzałem wszystkich. Nie tylko my jesteśmy na garnuszku gminy. Armia urzędników także. Praca nauczyciela to nie 18 godzin. Wie to ten, kto ma w rodzinie nauczyciela. Nie mam poczucia misji, wykonuję swoją pracę jak każdy. Rozliczają mnie z niej. Tak jak każdego pracownika. W każdej chwili mogą mnie zwolnić. Karta nas nie chroni, bo powód jest prosty, brak godzin. Myślę, że gdybym mogła cofnąć czas, nie podjęłabym pracy w szkole. To bardzo trudne zajęcie.

      • Nie umniejszam roli nauczyciela, wręcz przeciwnie. Problem polega na tym, że wytykanie błędów systemu nauczyciele odbierają jako atak na siebie samych. Tymczasem, system tak skonstruowany, z jednej strony chroni także miernoty, działa zniechęcająco w stosunku do osób twórczych, sprawia, że pieniędzy do podziału na wynagrodzenia jest mniej i co najgorsze, nie wpływa w zasadniczy sposób na podnoszenie jakości kształcenia. Te wszystkie wywalczone przez związki zawodowe przywileje, pokazujące, że związkowcy biorą kasę za jakąś pracę, działają na szkodę. Weźmy urlopy dla podratowania zdrowia, czyli coś kompletnie nieznanego w innych zawodach. Nie dość, że trzeba płacić osobie z takiego urlopu korzystającej, to jeszcze trzeba wydać kolejne pieniądze na osobę w zastępstwie. Rodzi to koszty, które de facto utrudniają jakiekolwiek podwyżki w oświacie. Takich koszto-twórczych kwiatków w Karcie Nauczyciela jest sporo. Również system oceniania szkół na podstawie testów czy egzaminu maturalnego jest przeszkodą w normalnym rozwoju i kompletnie nie oddaje jakości nauczania danej szkoły. Mówi jedynie o umiejętnościach przygotowywania do testów. Dla mnie wartością szkoły byłoby do jakich liceów dostały się dzieci przez tą szkołę kształcone, a następnie na jakie uczelnie i dalej jakie zrobiły kariery w życiu zawodowym. To świadczyłoby najbardziej o jakości kształcenia, a nie punkty zdobyte na zbędnych według mnie testach, czy maturze. Co trzeba zrobić? Pisałem o tym wyżej : 1) Zlikwidować Ministerstwo Oświaty 2) Wprowadzić Bon Oświatowy bez zmniejszania kwoty ogólnej przeznaczanej na oświatę 3) Kartę Nauczyciela zastąpić Kodeksem Pracy 4) Pozwolić ludziom na tworzenie oświaty swoich marzeń !!!!!!! Porozmawiajmy, jeśli ktokolwiek ma ochotę, o zagrożeniach dla takiego pomysłu, bo ja widzę same zalety.

        • No, Panie Jacku, jeżeli Pan uważa urlop dla poratowania zdrowia jakimś wybitnym przywilejem to muszę powiedzieć brutalnie; nie ma Pan pojęcia o tym zawodzie.Ktoś kto przez 5-6 godz. lekcyjnych mówi i to dość intensywnie,w dodatku ma to szczęście żyć i pracować w „wybitnie ekologicznym kraju”to nie ma szans na zdrowe struny głosowe o stałych emocjach i stresie nie wspomnę.Pisząc to mam na myśli NAUCZYCIELI a nie nauczycieli.Więc za Pańskimi postulatami powinien iść zakaz udzielania takim typom rent inwalidzkich z uwagi na choroby zawodowe.Nie wykluczam że ma Pan może smutne doświadczenia ze swoich szkół ale to nie upoważnia do generalizowania.O innych Pańskich postulatach zamilczę bo uważam je delikatnie mówiąc za chybione,choć ciśnie się na usta, mniej eleganckie porównanie.Pozdrawiam.

          • Panie Alku, każda pliszka swój ogonek chwali. Jedni uważają, że po 15 latach muszą przejść na emeryturę, a inni że muszą mieć trzy roczne urlopy dla podratowania zdrowia, ponieważ przerwa wakacyjna jest niewystarczająca. A co z tymi, którzy na taki komfort nie mogą sobie pozwolić? Dlatego, że nie dotyczy to ich strun głosowych, lecz kręgosłupów? Absurdalny argument, ale nie o samą absurdalność tutaj idzie, bo tak jak pisałem powyżej, koszty generowane przywilejami, wpływają na wysokość pensji, a tym samym na atrakcyjność zawodu w wymiarze finansowym, a to z kolei przekłada się na jakość nauczania. Natomiast chętnie podyskutuję o tych „chybionych” postulatach, bo śmiem wątpić, że potrafi pan te (…. i tutaj następuje mniej eleganckie porównanie) uzasadnić.

  4. Panie Jędrzejko widać,ze nie jest pan nauczycielem i nie zna pan naszego środowiska oraz problemów z nim związanych. Proszę nie wypowiadać się na temat naszych przywilejów a w szczególności o ich zabieraniu.Nauczyciele w większości są osobami twórczymi, poświęcają swój wolny czas popołudniami na dodatkowe zajęcia z dziećmi lub przygotowanie projektów, apeli, ciągłe dokształcanie itd. Praca nauczyciela jest pracą wymagającą pełnego zaangażowania w nauczanie i rozwój młodego człowieka.Praca nauczyciela jest wiecznie oceniana, wiąże się z dużą odpowiedzialnością i stresem. Nie bez powodu taki urlop akurat jest w tej grupie zawodowej ale tego pan już nie chce wiedzieć. Mam nadzieję, że nie będzie pan startował na wójta, zwłaszcza teraz w czasach reformy, która pozbawi na pracy lub okroi etaty.

    • Znamienne jest to że wszyscy nauczyciele którzy się tutaj wypowiadają nie są w stanie zrozumieć że Jędrzejko nie wypowiada się o nauczycielach a o systemie, który wprost wywodzi się z najgorszego systemu edukacji jaki jest znany czyli systemu pruskiego. Nawet nomenklatura używana w szkołach jest Pruska. Drodzy Nauczyciele … jest mi bardzo smutno że nie ogarniacie tak prostej sprawy.

      Że za swoje „przywileje” jesteście w stanie bronić tego kompletnie absurdalnego systemu. Wyobraźcie sobie i pewnie Was to przerazi że np. w Szajcari 8-milionowym kraju działa 26 konkurujących z sobą systemów edukacyjnych (odnosząc to do liczby ludności, to jakby w Polsce działało ich 126). Konkurencja sprawiła, że każdy 16–letni Szwajcar może wybrać praktykę w jednym z 260 zawodów (przez 3, 4 lata po trzy dni w tygodniu spędzając w pracy, a tylko dwa w szkole) i 70 proc. z nich wybiera taką właśnie drogę.

      Nie ma tam również ministerstwa edukacji ani niczego takiego jak kuratoria, nie ma nadzoru Państwa nad edukacją. W efekcie odsetek bezrobotnych wśród absolwentów szkół należy w Szwajcarii do najniższych w Europie. Nie chodzi aby promować ten czy inny system ….a aby był wybór.

    • Pan nie pozwala mi się wypowiadać tylko dlatego, że nie jestem nauczycielem? Podważa Pan tym samym swoją przydatność do zawodu, bo idąc ścieżkami tej krętej logiki, uczniom także zabroni Pan mieć inne zdanie na tematy historyczne tylko dlatego, że nie są historykami? Gratuluję. W jaki sposób utrzymuje się Pan z taką logiką w zawodzie? Drogi Panie, z raportu Ośrodka Rozwoju Edukacji wynika, iż status nauczyciela w Polsce w roku szkolnym 2014/2015 miało 670 461 osób. W pełnym wymiarze godzin zatrudnionych było 546 043 nauczycieli, natomiast w niepełnym 124 418 nauczycieli i mimo, że dane są sprzed dwóch lat, świadczą o tym, że jakiś nauczyciel znajduje się w co 10 polskiej rodzinie. Chyba tylko piłkarzy nożnych jest więcej. Podwyżka pensji o 100 zł dla tak wielkiej masy ludzi jest nie lada wyzwaniem. Usprawnienie działania oświaty, której ogrom na podanych liczbach widzimy, nie jest tylko problemem nauczycieli, lecz także, a może przede wszystkim, rodziców i ich dzieci, dla których nauczyciel wykonuje bardzo ważne, a nawet jedno z najważniejszych, zleceń. Proszę więc przestać bełkotać, co wolno mi pisać, a czego nie wolno. Jeśli chce Pan prowadzić konstruktywną dyskusję, proszę bardzo. Podałem postulaty w punktach i można się do nich odnieść.

  5. No cóż,pozostaje mi tylko zadać Panu retoryczne pytanie;krzywdzili Pana w szkole podli nauczyciele?Przecież powiela Pan argumenty ludzi którzy mają żal i poczucie krzywdy.Szkoda że nie jestem czynnym zawodowo nauczycielem bo zaprosiłbym Pana na 1 (słownie jeden) dzień na 6 godzin lekcyjnych z klasą 30 osobową i wrócilibyśmy do tematu zawodu nauczyciela.Tak się składa że w innej dziedzinie miałem okazję kilku osobom,nawet z tej gminy,załatwić zjazd na dół kopalni.Oni też mieli bardzo krytyczny stosunek do górnictwa a szczególnie przywilejów.Najbardziej nadające się do zacytowania zdania to:nawet gdyby mi dawali 10 tys.miesięcznie, w życiu bym tej pracy nie wziął.Dobrze jest „znać się na wszystkim” siedząc w fotelu przy tv lub komputerze i wypowiadać swoje jedyne i najprawdziwsze „prawdy objawione.Czasami chce mi się po prostu powiedzieć; pokaż człowieku co ty w życiu zrobiłeś dla innych,dla środowiska w którym żyjesz bez oglądania się czy mi to przyniesie korzyści osobiste.Przepraszam,trochę mi ciśnienie wzrosło kiedy czytam czy słucham osób,które mają na wszystko recepty i to te najlepsze i najbardziej właściwe.
    Kiedy zaczynałem pracę zawodową o było to pół wieku temu,mój pierwszy szef,stary belfer, mówił ;uważaj synku na ludzi co to wszystko potrafią i na wszystkim się znają,bo płycizna jest megalomania.Dzisiaj z całą odpowiedzialnością te słowa mówię do innych.Nic to nie da ale będę spokojniejszy,że mówiłem.

    • zacytują 2 główne punkty z programu NSDAP ( Monachium 1920 rok) :

      20. Państwo musi rozpatrzyć gruntowną rekonstrukcję systemu szkolnictwa (którego celem powinno być zapewnienie każdemu Niemcowi możliwości pracy po zakończeniu edukacji). Program szkolny musi być dostosowany do wymagań praktycznego życia. Celem edukacji musi być danie uczniowi poczucia jedności narodowej. Żądamy możliwości edukacji wszystkich, także biednych dzieci – na koszt Państwa.

      21. Państwo musi zapewnić narodowi standardy zdrowotne poprzez ochronę matek i niemowląt, poprzez zakazanie pracy dziecięcej, poprzez promowanie poprzez legislację osiągnięć przez sport i gimnastykę oraz umysłowe szkolenie młodzieży.

      Założę się że Wszyscy nauczyciele którzy uczestniczą w tej dyskusji podpisali by się poda tym punktami rękami i nogami.

    • I co Pan takiego Panie Alku napisał? To, że każdy zawód ma swoją charakterystykę? Oczywiście, że tak, ale co to ma wspólnego z omawianym tematem? Chce górnik pracować w kopalni i iść na wcześniejszą emeryturę? Niech idzie !!! Chce nauczyciel mieć trzy, a nawet pięć rocznych urlopów? Niech ma !!! Ale za SWOJE !!! System, który dzisiaj mamy, niestety to uniemożliwia, ponieważ wytwarza błędne koło. Nie można znacząco podnieść pensji, bo zsumowane koszty biurokracji i przywilejów oraz ogromna liczba ludzi pracujących w tym zawodzie, to uniemożliwia, a usunąć tej przyczyny także nie można, bo zarówno związki zawodowe, jak i politycy, traktują wymienione koszty jako element pomocny w zdobywaniu władzy, a samo Ministerstwo Oświaty jako łup wyborczy i mechanizm wpływania na światopogląd Polaków. Jest też cała masa przeciętniaków w zawodzie nauczyciela, którym urynkowienie oświaty po prostu by zaszkodziło, albo zmusiło do wytężonej pracy w celu znalezienia klientów na oferowane przez siebie usługi. Można, Panie Alku poddawać się wyższemu ciśnieniu i unosić swoją urażoną dumę w chmury, ale można też uznać, że nie jest dobrze, bo nie jest (!!!) i nie tylko ja tak twierdzę, a sami nauczyciele także, i próbować znaleźć rozwiązanie problemu. Trzeba by było jedynie opaść na ziemię.

      • Odważny Pan jest, Panie Jędrzejko, głosowałem na Pana i głos chciałbym oddać jeszcze raz. Mnie dopóki nie przesadzę, chroni przyłbica anonimowości, a Pan wystawia się na strzały jak dziecko. Skończy się że nikt na Pana nie zagłosuje 😉 Ale dla odmiany mi się dłonie same do oklasków składają jak słyszę: obniżyć biurokrację, zmniejszyć podatki i daniny lokalne, sprywatyzować co się da aby obniżyć koszty gminy.

        Panie Jędrzejko jest demokracja, trzeba tak jak to robił były wójt, dofinansowywać wycieczki nauczycieli, dawać na rauty emerytom, szastać kasą na prawo i lewo, wspierać rodziny urzędników, zapożyczać się w parabankach .. długo by wymieniać. Wtedy bez problemów uzyskasz Pan głosy tzw. budżetówki.

        Poważnie Panu radzę nie idź Pan na wojnę z nauczycielami, z tego co Pan mówił to dzieci Pan masz chyba jeszcze w Szkolnym wieku.

        Czym więcej się przyciska argumentami nauczycieli że system jest zły, niewydajny i wypaczony tym agresywniej się bronią. A już najlepiej zrobić z kogoś idiotę lub ofiarę losu … prawa Panie Alku ? ale jakież to było słabe, jednym słowem żal.

        • Niestety, marny ze mnie polityk. Zawsze mówiłem/pisałem to co na wątrobie i często za to obrywałem. Nie zmienię się jednak, już nie. Oczywiście dostrzegam brudne sofizmaty i zabiegi erystyczne polegające na atakach ad personam, kiedy brakuje merytorycznych argumentów i naturalnie, szczególnie ze strony tak zasłużonych dla gminy osób jak Pan Alek, … bolą, ale nie chcę na nie odpowiadać w taki sam sposób, bo też nie chcę sprowadzać dyskusji na tory zmierzające donikąd. Co do meritum, gdybyśmy zrobili tak jak chce Pan Alek, czyli rzeczywiście dali nauczycielom 30-godzinne pensum ( cyt. „dzień na 6 godzin z klasą 30-sto osobową”), ale………..zredukowali liczbę nauczycieli proporcjonalnie do pensum czyli z 670 tysięcy do 400 tysięcy, zlikwidowali Kartę Nauczyciela i zastąpili ją Kodeksem Pracy, podnieśli zarobki o 2500 zł na rękę i zaproponowali, żeby ze swoich zarobków przeznaczali 300-400 zł miesięcznie dla kolegi/koleżanki przebywającej na rocznym urlopie, to jestem przekonany, że urlopy dla „podratowania zdrowia” pozostałyby w nielicznych szkołach, natomiast w większości z nich, zniknęłyby niczym śnieg na wiosnę, a wszyscy pozostali zaczęliby twierdzić, że to i tak dobrze , że są chociaż płatne wakacje.

  6. Oto wypowiedź Konrada Berkowicza, jednego z liderów partii Wolność, Krakusa, która oddaje „z grubsza” poglądy na temat oświaty:
    ” Ekonomia nie powie nam, ile konkretnie powinien zarabiać nauczyciel. Powie nam za to z całą pewnością, że obecnie nie zarabia tyle, ile powinien.
    Edukacja w Polsce nie jest darmowa. Gdyby tak było, nauczyciele nie dostawaliby pensji wcale. Szkoła jest płatna, tyle że opłacana jest w inny, niż zwyczajny, sposób. Opłacana jest przez państwo. Państwo jednak nie ma maszynki do produkowania pieniędzy. Szkoła opłacana jest więc z pieniędzy rodziców, tyle że nie bezpośrednio, ale za pośrednictwem podatków. Jakie to ma konsekwencje dla nauczycieli? Czy mogliby zarabiać więcej?
    Noblista w dziedzinie ekonomii, śp. Milton Friedman, wskazał, że są cztery sposoby wydawania pieniędzy.
    Pierwszy: wydajemy swoje pieniądze na siebie samych. Dbamy wtedy, żeby wydać je możliwie oszczędnie – w końcu to nasze pieniądze. Wydajemy je też celowo. Potrzeby też są przecież nasze, więc dobrze je znamy.
    Drugi sposób: wydajemy swoje pieniądze, na kogoś innego. Np. kupując komuś prezent. Staramy się wydać te pieniądze, własne przecież, dobrze. Staramy się też kupić jak najlepszy prezent, bo zależy nam na obdarowywanym. Niestety – nigdy nie znamy czyichś potrzeb tak dobrze, jak swoich. Stąd i nasze prezenty często nie są trafione. Każdy z nas chyba dostał kiedyś prezent, który niespecjalnie nam odpowiadał. Docenia się wtedy intencje – niestety skazane na porażkę z powodu praw ekonomii właśnie. Dlatego tradycyjnie w sytuacjach istotnych ekonomicznie daje się w prezencie po prostu gotówkę – np. parze młodej na weselu. Ta wyda pieniądze w najlepszy z możliwych sposobów: własne w końcu, na własne potrzeby.
    Trzeci sposób: wydajemy cudze pieniądze, za to na własne potrzeby. Wydajemy rozrzutnie, ale przynajmniej celowo. Bo własne potrzeby znamy.
    Zupełnie rozrzutnie i niecelowo wydaje się cudze pieniądze na kogoś innego. To najgorszy sposób wydawania pieniędzy. Kto wydaje pieniądze tym najbardziej nieracjonalnym sposobem? PAŃSTWO, wydając pieniądze rodziców na potrzeby ich dzieci.
    Pieniądze przeznaczone dla nauczycieli są więc marnotrawione – nawet jeśli rozporządza nimi pełen dobrych intencji urzędnik. Od samego początku skazany jest bowiem na porażkę. Więcej – za ten ogromny, nikomu niepotrzebny trud dostaje wynagrodzenie. Skąd wynagrodzenie? Znów z tych pieniędzy, które należą się nauczycielowi. Ten bowiem zrobił coś pożytecznego…
    Krótko mówiąc: strumień pieniędzy zamiast trafić z kieszeni rodziców, prosto do kieszeni nauczyciela, płynie przez kolejne szczeble administracji państwowej do Warszawy i stamtąd z powrotem do szkoły. Nic nie byłoby w tym złego, gdyby po drodze ze strumienia sporo nie wyparowało…
    Żeby wydawać pieniądze na edukację w najlepszy z możliwych sposobów, potrzebna byłaby jej prywatyzacja. Tej jednak ludzie się obawiają. Parafrazując słowa profesora ekonomii i znanego publicysty amerykańskiego – Thomasa Sowella: „To zdumiewające, że ludzie, którzy myślą, że nie stać nas na nauczycieli, szkoły i książki sądzą, że stać nas na nauczycieli, szkoły, książki i rządową biurokrację, która nimi zarządza”.
    Ponieważ nie wszyscy rozumieją, że państwo może wydawać wyłącznie nasze pieniądze, boją się, że jak go w edukacji zabraknie, zabraknie też samej edukacji. Dlatego między innymi wspomniany już Milton Friedman, poparty przez innego noblistę w dziedzinie ekonomii – Friedricha Augusta von Hayeka – zaproponował w latach 50. XX w. rozwiązanie przejściowe – oparte na tzw. bonach edukacyjnych. Wedle tego pomysłu, rodzice dostawaliby bony, którymi mogliby płacić za edukację swoich dzieci w wybranej szkole. To spowodowałoby, że z jednej strony rodzic nie mógłby wydać tych pieniędzy na nic innego, niż edukacja swoich dzieci, a z drugiej strony wydałby je w optymalny ekonomicznie sposób. Własne bowiem bony, na własne, edukacyjne, potrzeby. Szkoły zostałyby poddane wreszcie realnej konkurencji. Musiałyby budować dobrą markę i starać się o środki od rodziców, zamiast marnować energię i pomysłowość nauczycieli na spełnianie często absurdalnych kryteriów biurokratycznych. To podniosłoby jakość szkół – konkurencja bowiem szczególnie docenia te, które lepiej spełniają społeczne potrzeby. Wizja bankructwa tych byle jakich z kolei, motywowałaby je do poprawy jakości kształcenia.
    Ci, którzy sprzeciwiają się prywatyzacji szkolnictwa, obawiają się często, że nauczyciele w systemie rynkowym nie będą skupiać się na tym, żeby dobrze nauczać, ale żeby osiągnąć jak największy zysk. Służba zamieni się w działalność gospodarczą.
    Czy jednak nauczyciel nie ma prawa do zysku? Czy nie ma prawa, by starać się o jak największy zysk? Czy nie powinien być za swoje starania odpowiednio wynagradzany? I czy – wreszcie – dążenie do zysku jest czymś złym?
    Ja w nauczycieli wierzę znacznie bardziej, niż przeciwnicy prywatyzacji szkolnictwa. Ale nawet gdyby Ci myśleli podczas swojej pracy wyłącznie o zysku, pamiętać trzeba, co mówił wspomniany już Hayek: „Zysk jest sygnałem co robić, by służyć innym”. Na przykład Chińczyk, który produkuje buty, służy chłopcu z Polski mimo, że nie wie nawet o jego istnieniu! Szyje dla zysku – but jest jednak szyty właśnie po to, by ten chłopiec miał w czym chodzić. Na tym polega piękno wolnego rynku, który generuje dobro nawet tam, gdzie nie zawsze jest dobra wola.
    Na prywatyzacji szkolnictwa zyskalibyśmy wszyscy. Tak działa rynek. Na prywatnych w końcu korepetycjach zyskuje przecież zarówno uczeń, jak i nauczyciel.” ……………………..od siebie dodam coś, co było przedmiotem tej burzliwej dyskusji na Widokach. Gdyby w tak skonstruowanym systemie, nauczyciele chcieli część zysku przeznaczać na urlopy dla „podratowania zdrowia”, to byłaby już tylko i wyłącznie ich decyzja.

Dodaj komentarz