Wójt z Pobierowa. To się zdarzyło tylko raz. W dodatku nie był to wójt gminy, lecz z nazwiska. Jerzy Wójt pełnił funkcję przewodniczącego Rady Gminy Rewal podczas pierwszej demokratycznej kadencji samorządu terytorialnego.
W 1994 roku Jerzy Wójt nie ubiegał się o reelekcję, o czym można było przeczytać na łamach „Klifa”.

Wywiad tak się zaczynał:
– Wycofał się pan z życia publicznego trochę za wcześnie.
– Czy za wcześnie? Cztery lata pracy w Radzie w zupełności mi wystarczyły. Czasem tak myślę, że powinno się liczyć je podwójnie. To był naprawdę trudny okres.

A tak się rozmowa kończyła:
– Przez cztery lata poprzedni samorząd żył budową oczyszczalni. Teraz nowa Rada będzie prowadzić drugą wielką inwestycję – gazyfikację. Wszystko zacznie się od nowa.
– Myślę, że będzie łatwiej. Ścieżki zostały przetarte, a Rewal ma, jak myślę, opinię wiarygodnej gminy.

I rzeczywiście – tuż przed kolejnymi wyborami do samorządu terytorialnego, w sobotę 3 października 1998 roku, w rewalskim amfiteatrze uroczyście zapalono gazowy płomień. Wbrew temu co możecie pomyśleć, mając za przykład dzisiejsze przedwyborcze ożywienie inwestycyjne, gazyfikacja była przede wszystkim prezentem dla mieszkańców z okazji srebrnego jubileuszu gminy Rewal.
Obchody 25-lecia rozpoczęły się latem i były bardzo udane. Dominowały festyny dla mieszkańców i wczasowiczów. Razem oklaskiwano występy kabaretowe, słuchano dobrej muzyki, a nawet biesiadowano i tańczono. Pierwsza jubileuszowa impreza odbyła się w Pobierowie, kolejne w Pustkowie, Trzęsaczu, Pogorzelicy, Rewalu, Niechorzu i Śliwinie.
Teraz coś do śmiechu. Zapowiadając jubileusz w Pobierowie napisałem w „Klifie”, że nie tylko zdradzę największe tajemnice gminy Rewal. Cytat: Niewątpliwą atrakcją będzie publiczne ważenie solenizanta (czyli mnie, bo to akurat były imieniny Jacka – przyp. red.), który rok temu rzucił w „Amidzie” palenie papierosów i potwornie utył, a teraz zobowiązał się, że schudnie do 95 kg i w związku z tym czasowo zerwał z biesiadnym trybem życia.
Jubileusz w 1998 roku to nie tylko zakończenie gazyfikacji. Równie uroczyście podpisano z policją porozumienie w sprawie realizacji programu „Bezpieczna gmina”. Poza tym rozstrzygnięty został piąty już konkurs „Konika Morskiego”. Statuetki wręczono podczas galowego wieczoru w pogorzelickim „Meblarzu”.

No, a potem to już mówiło się tylko o wyborach do samorządu. Na listach było 70 kandydatów między innymi z SLD, Rewalskiego Towarzystwa Edukacyjnego, KW Waldemara Jaworowskiego, komitetu Rewal 2000. Po raz pierwszy o mandat radnego ubiegał się Robert Skraburski (lista Rewalskiego Towarzystwa Edukacyjnego).

„Klif” tak relacjonował początek trzeciej kadencji odrodzonego samorządu gminnego: W czwartek 29 października w wyremontowanej sali sesyjnej, przy nowych stołach, na nowych krzesłach, zasiedli nowo wybrani radni gminni. W komplecie oczywiście, całą piętnastką (…) Po odczytaniu listów gratulacyjnych, wręczeniu zaświadczeń o wyborze na radnego i ślubowaniu, przedłożona została krótka informacja o finansach gminy.
– Sytuacja jest dobra, na koncie obrotowym mamy 625 tys. złotych – powiedziała pani skarbnik (Krystyna Aleksiuk – przyp. red.). – Nowa rada ma więc pieniądze
.
Następnie wybrano wójta. Został nim Konstanty Tomasz Oświęcimski, który pokonał Józefa Gandurskiego w drugim głosowaniu (10:5). Kto pamięta – dlaczego były dwa głosowania na wójta?
Potem radni przegłosowali powiększenie składu Zarządu Gminy do sześciu osób. Być może dzięki temu można było usankcjonować nowy układ sił w rewalskim samorządzie, obsadzając po raz pierwszy stanowisko zastępcy wójta. Został nim Robert Skraburski.
Jakiś czas po debiucie w samorządzie wicewójt udzielił obszernego wywiadu „Klifowi”. Ciekawie brzmią dzisiaj niektóre fragmenty. Aż chce się powiedzieć – przeczytajcie uważnie i wyciągnijcie wnioski.

„Klif” tak zaczął: – Przed laty wyraziłem zdziwienie, że w takiej gminie jak rewalska nie ma wicewójta. Uciszono mnie w trymiga, bo takie pomysły były wówczas z gruntu niesłuszne. Ale i tak zaczęły się plotki i spekulacje, że naczelny „Klifa” szykuje się na ten atrakcyjny stołek.
Wicewójt odpowiedział: – Wcale nie jest atrakcyjny. Mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością już po trzech tygodniach. Pracy tyle, że często dnia nie starcza na załatwienie wszystkich spraw.
– Z tego wynika, że zastępca wójta jest potrzebny?
– Jak najbardziej. Pomijam już fakt, że to stanowisko jest zapisane w statucie gminy. Wójt nie może zajmować się wszystkim. Musi mieć zastępcę, który  go odciąży w codziennej pracy, w kontaktach z mieszkańcami.
– To znaczy, że wójt jest przeznaczony do wyższych celów?
– Ależ nie. Zrozumiał pan opacznie, więc powiem jeszcze raz. Wójt nie może zajmować się wszystkim, a zwłaszcza drobiazgami. Musi być strategiem, musi mieć czas na kierowanie gminą jako globalną całością. No i nie może być takiej sytuacji, że jak wójta nie ma, to życie zamiera. Owszem, wójt wyjechał, ale proszę bardzo, jest zastępca…
Na koniec Robert Skraburski powiedział: – Na wiele spraw nie mamy i nie będziemy mieć wpływu. Ale to co od nas zależy, musi być załatwione jak najlepiej.
I żeby było to możliwe, musimy przede wszystkim usprawnić pracę urzędu. Petent nie może biegać po pokojach w poszukiwaniu odpowiedzialnego urzędnika. Nie powinien przychodzić po kilka razy dopytując się o termin załatwienia sprawy. Urząd Gminy ma być porządną firmą. Klarowny zakres działalności, jasny dla urzędnika, jasny dla petenta. Terminy muszą być dotrzymywane.

Nowy układ sił w gminnym samorządzie zaniepokoił radnego Waldemara Jaworowskiego, który opublikował w „Klifie” swoje przemyślenia. Dotyczyły one przejęcia władzy przez opcję „Niechorze”. Cytat? Proszę bardzo, nawet trzy:
Mamy więc ograniczoną demokrację nazwałbym typu afrykańskiego, czyli prawa dla jednych kosztem drugich.
Przy ograniczonej demokracji zawsze znajdzie się ktoś z mentalnością afrykańską i zacznie konsumować władzę dużą łyżką.
Pan Oświęcimski rozdał dla swoich z Niechorza większość funkcji przy aprobacie młodych dyplomatów z Pobierowa i spowodował dalszą afrykanizację naszego samorządu. Poszedł na całość aby zdobyć władzę.

Pobierowo mogło mieć swojego wójta w 2002 roku, albowiem do walki o najważniejszy stolec w gminie szykował się „Klif”. Po dziesięciu latach mieszkania właśnie w Pobierowie i wydawania gazety doszedłem do wniosku, że… Nie, to nie ja doszedłem, lecz grupa mieszkańców uznała, że mogę, a nawet powinienem. Gdy ogłosiłem na łamach „Klifa”, że będę startować, opcja „Niechorze” sięgnęła do Pobierowa i zdusiła tę inicjatywę w zarodku. Szefowa mojego komitetu wyborczego, ówczesna pani sołtys, oświadczyła wprost: – Nikt cię tu nie zna, więc nikt nie zagłosuje! Szkoda czasu i atłasu. I przeniosła się wraz ze swoją gromadką do komitetu wyborczego… Niech zapadnie kurtyna milczenia.
Afryka dzika dawno odkryta… Polish Barbados i Galapagos…

PS Jedną z pierwszych obietnic powyborczych nowego samorządu była Młodzieżowa Rada Gminy. Miały być wybory, miało być powołanie. Było?

1 komentarz

  1. Jaka historia potrafi być przewrotna! Robert S. przekonywał jak ważny jest zastępca wójta, a potem przez 12 lat skutecznie bronił się przed powołaniem kogokolwiek na to stanowisko.

Comments are closed.