W połowie lipca 1993 roku pogoda nadal była tematem numer 1, także na łamach „Klifa”, który w numerze trzecim pisał: Zamiast słońca – ulewa i wichura (…). Pogoda sprawiła takiego psikusa, że już dziś wiele osób żyjących z wczasowiczów mówi tylko o stratach. W Rewalu, Niechorzu i Pobierowie pojawia się coraz więcej wywieszek z napisem „Wolne pokoje”. Nie ma kolejek w sklepach i punktach małej gastronomii.

Tu małe wyjaśnienie. Ćwierć wieku temu dominowali wczasowicze (dwutygodniowe turnusy, trzy posiłki dziennie, program kulturalno-oświatowy – taka pozostałość po czasach peerelowskich). Turyści byli w mniejszości i kojarzyli się z namiotem albo przyczepą campingową. Lata następne przyniosły istotną zmianę, wczasy jako takie odeszły w przeszłość.

Wróćmy do tematu. Wczasowicze (jeśli pozostali nad morzem) oraz koloniści (zostali, gdyż nie mieli innego wyjścia) nie mogli narzekać na brak atrakcji. Zadbał o to Urząd Gminy w Rewalu, razem z Zakładem Gospodarki Komunalnej, LKS Bałtyk, firmą „Bama”, Cafe „Rancho” i administratorami plaż organizując Dni Wybrzeża Rewalskiego.
”Klif” tak opisywał to przedsięwzięcie: Atrakcje dla wczasowiczów i kolonistów, zwane Dniami Wybrzeża Rewalskiego, mają ponad 10-letnią tradycję i paskudny rodowód. Wymyślono je nie tylko ku uciesze gawiedzi, ale głównie po to, by nawet na urlopie naród nie zapomniał o urodzinach ludowej Ojczyzny. Właśnie święto 22 Lipca było osią tych imprez i kulminacyjnym punktem programu.
III Rzeczpospolita wymazała niesłuszne święto z kalendarza, ale Dni Wybrzeża Rewalskiego pozostały. I bardzo dobrze. Gdy nie ma odpowiedniej infrastruktury wczasowo-turystycznej, a pogoda zawodzi, tylko igrzyska mogą ożywić urlop.

Tak na marginesie. Nie tylko lipcowe święto zniknęło w mrokach dziejów. Także nazwa (określenie? pojęcie?) Wybrzeże Rewalskie, wymyślone na potrzeby promocji nadmorskiej gminy, dziś nie funkcjonuje. Nie ma Wybrzeża Rewalskiego, jest gmina Rewal. Domyślam się, że wraz z nastaniem epoki JOW-a (w tym przypadku Jednomandatowy Okręg Wyborczy jest tożsamy z Jaśnie Oświeconym Wójtem) przeszłość została wygumkowana. Oscary turystyczne, czyli Koniki Morskie zostały zastąpione Sekstantami dla przyjaciół i znajomych, a zrozumiałe dla wszystkich Wybrzeże Rewalskie – Strefą Słońca, która może być wszędzie, od Szczecina do Mrzeżyna, a nawet w Kołobrzegu i Sopocie.

Mniejsza z tym, jest jak jest. Opuszczam zatem margines i wracam do tytułowego ucha od śledzia.
Mało smażalni, kiepski wybór, zaginęła tradycja – pisał „Klif” nr 3 w połowie lipca 1993 roku. Można wprawdzie kupić makrelę czy halibuta (…), ale znacznie trudniej posmakować smażonego śledzia, wędzonej szprotki czy dorsza. Zmalała też ilość smażalni, łatwiej o szaszłyk i kurczaka z rożna. Jednocześnie w licznych prasowych enuncjacjach nie brak narzekań rybaków na kłopoty ze zbytem połowów.
Trudno dziś w to uwierzyć, ale tak właśnie było.

W tej drażliwej nad morzem sprawie reporter „Klifa” zwrócił się do Henryka Gmyrka z Niechorza, który już od 15 lat wypływa kutrem na Bałtyk. Zastąpił on na nim swego teścia, który na tych wodach rybaczył od lat.
Są ryby w morzu, czy też ich nie ma? A jeśli są w sieciach, to dlaczego brakuje ich w sprzedaży? – pytał red. Jerzy Timen, a „Klif” poświęcił na odpowiedź trzy obszerne szpalty.
Henryk Gmyrek wówczas mówił tak (dziś oczywiście w skrócie):
Bałtyk został przełowiony. Głównie zresztą dzięki połowom niewodowym. Teraz znajdujemy w sieciach tylko narybek fląder, którego w zasadzie nie powinno się łowić. Nastąpił natomiast wzrost ilości ryb śledziowatych. Moglibyśmy ich więcej dostarczyć na rynek, ale nie ma na nim odpowiednich tradycji.
Weźmy dla przykładu śledzia. Traktujemy go wyłącznie jako zakąskę w formie marynat. W ubiegłym roku próbowałem w swoim kiosku częstować konsumentów śledziem smażonym. Niestety, nie wypaliło.

I jeszcze jeden fragment wypowiedzi Henryka Gmyrka:
W ogóle nie jest łatwo. Opłacalność rybołówstwa bałtyckiego znacznie się w ostatnich latach pogorszyła. Podrożało paliwo, sieci i robocizna, a ceny ryb w hurcie pozostały bez zmian. W dodatku sezonowość połowów utrudnia nam życie.
Czyli nic nowego pod słońcem.

Trzeci numer „Klifa” miał już 12 stron, zatem tematów było więcej. Oto niektóre:
* Obszerna zapowiedź finału Miss Bałtyku w rewalskim amfiteatrze tak się zaczynała: Jednak nie Cinquecento, ale miały Fiat w wersji kabrio (idealny na tegoroczne lato) jest główną nagrodą w wyborach Miss Bałtyku. Ponadto na najpiękniejsze czekają wycieczki zagraniczne, zestaw satelitarny, radiomagnetofon typu wieża, wczasy w Rewalu i oczywiście powszechny podziw i uznanie.
* Dobra wiadomość dla zmotoryzowanych turystów – kolejną drogę pokrył asfalt. Jest już przejezdna główna ulica w Niechorzu oraz droga łącząca Niechorze z Pogorzelicą.
* Dla miłośników ciuchci wąskotorowej były dwie informacje, jedna zła, a druga dobra. Sytuacja gryfickiej kolejki wąskotorowej nie jest różowa. Po prostu brakuje pieniędzy, by ją utrzymywać. Z drugiej jednak strony udało się zatrzymać proces likwidacji wąskich torów, zwłaszcza na Wybrzeżu. Ciuchcia jakby złapała drugi oddech, a to za sprawą turystycznego „Retro Ekspresu”, który w sezonie letnim kursuje w soboty i niedziele między Rewalem a Trzebiatowem.
Przy okazji „Klif” przypomniał, że koleje na Pomorzu Zachodnim obchodzą 150-lecie, natomiast wąskotorówka wkrótce będzie miała 100 lat. To doskonały pretekst, by poważnie pomyśleć o jej przyszłości i po prostu zainwestować w przedsięwzięcie, które na całym świecie daje niezłe profity.
* Było miło i to wszystko – to tytuł relacji ze spotkania Małgorzaty Łukaszewskiej, wówczas właścicielki pałacu w Dreżewie, z królową Danii Małgorzatą II i małżonkiem księciem Henrykiem, co w gminach Rewal i Karnice stało się sensacją towarzyską. W spotkaniu z parą królewską w Pałacu Wilanowskim wzięli udział wyłącznie obywatele duńscy mieszkający w Polsce, zatem i pani Małgorzata z podwójnym obywatelstwem polskim i duńskim, która powiedziała między innymi: – Rozmawiałam z księciem Henrykiem. Niestety książę, bywalec polowań w Polsce, nie jest zainteresowany ani Dreżewem ani inną rezydencją, gdyż ma ich w nadmiarze.
* Tu trzeba stać w kolejce. Ćwierć wieku temu wczasowicze stali w kolejkach dosłownie po wszystko, ale akurat tutaj nie narzekali. Przy ul. Sikorskiego, na promenadzie, w bezpośrednim sąsiedztwie hotelu OSiR w Rewalu, formują się spore kolejki. Dzieje się tak od 15 lat, bo tu, w kiosku Małgorzaty Grymińskiej, można kupić najsmaczniejsze chyba na całym wybrzeżu lody.
* W kronice policyjnej „Klif” informował o groźnym wypadku samochodowym na skrzyżowaniu między Śliwinem Nowym (teraz to część Rewala) a Śliwinem (dla odróżnienia nazywanym Starym), o golasie śpiącym przed kawiarnią „Klifowa” w Trzęsaczu, o wzroście włamań na tzw. pasówkę do obiektów wczasowych i złapaniu sprawców m.in. 18-letniego mieszkańca Niechorza oraz uciekiniera z zakładu karnego w Płotach.

Ponadto „Klif” pisał o wczasach w siodle, organizowanych przez Ośrodek Pałacowo-Hotelowy w Trzęsaczu, porównywał ceny na parkingach strzeżonych – w Rewalu i Niechorzu, zachęcał do ujawniania trucicieli Bałtyku – wskazówką miała być strużka brudnej wody spływająca po klifie.

Klif” był też na placu budowy w Śliwinie Nowym, gdzie prywatny inwestor realizował projekt mini-osiedla z domami na sprzedaż (170 tys. marek zachodnioniemieckich za stan surowy) i tak pisał: Ostatnio kilkadziesiąt osób miało okazję przekonać się, iż budowa posuwa się szybko i jest prowadzona wzorowo. Gospodarze wydali bowiem przyjęcie z okazji 25-lecia poznania się, a było to podczas wakacji w Niechorzu.

O ile mnie pamięć nie myli, to kolejnej okrągłej rocznicy już nie było.

Od redakcji: Wszystkie zdania wyróżnione kursywą są cytatami z „Klifa” nr 3 z 1993 roku.

Dodaj komentarz