Right2water, czyli po polsku prawo do wody – tak nazywa się inicjatywa obywatelska, która w maju 2012 roku złożyła do Komisji Europejskiej petycję podpisaną przez 1 659 543 obywateli Unii Europejskiej, z czego niespełna 4 tysiące z Polski. Do dziś petycję podpisało już prawie 2 miliony osób. Warto się na tym tematem pochylić, choćby ze względu na poniedziałkowy raport Komisji Europejskiej.

Trzy postulaty

Right2water postawili w swojej petycji trzy postulaty, aby:
1. Instytucje UE oraz państwa członkowskie były zobowiązane do zapewnienia mieszkańcom prawa do wody i kanalizacji,
2. Dostawa wody oraz zarządzanie zasobami wodnymi nie podlegały zasadom rynku wewnętrznego oraz aby usługi wodne były wyłączone z urynkowienia,
3. UE zwiększyła wysiłki w celu osiągnięcia powszechnego dostępu do wody i kanalizacji.
Wszystkie są zgodne z 1 dyrektywą ramową wodną UE, która zakłada, że „woda nie jest produktem handlowym takim jak każdy inny, ale raczej dziedzictwem, które musi być chronione, bronione i traktowane jako takie.”

Czy woda jest towarem?

Podstawą do zbierania podpisów pod petycją były opinie głoszone przez niektórych polityków unijnych, którzy podnosili konieczność „utowarowienia” wody, jak to miało miejsce w kilku krajach na świecie. Niemniej jednak w Boliwii i Indonezji skończyło się to masowymi protestami, zaś w Indiach musiał zadecydować Sąd Najwyższy, który 8 stycznia 2015 roku orzekł, że „dostęp do wody stanowi podstawowe prawo człowieka”, a odcięcie go jest niczym innym jak świadomym zamachem na człowieczeństwo.
Co złego jest w traktowaniu wody jako towaru? To proste. Gdy woda staje się towarem, przestaje istnieć prawo człowieka do wody. Wysokość opłat będzie podlegać prawom rynku – im większe zapotrzebowanie, tym wyższa cena, a jeśli kogoś nie będzie na nią stać, to… trudno. Nie każdy musi mieć wodę!
Niemal we wszystkich przypadkach na świecie firmy dostarczające wodę są monopolistami na rynku, więc trudno, aby istniały jakiekolwiek naturalne ograniczenia przed ustalaniem wysokości cen na dowolnym poziomie.

Stan obecny

Teraz w Polsce przed niekończącym się podnoszeniem cen wody chroni nas zapis, że cena musi zostać zatwierdzona przez radę miasta/gminy. Ponadto, jeśli ktoś zalega z opłatami za wodę i zaistnieje konieczność odcięcia dostępu, to i tak dostawca jest zobowiązany wskazać inne źródło poboru wody, które musi znajdować się w pobliżu odciętego lokalu (Art. 8 Ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków). Są jednak niepokojące głosy, które znaleźć można w internecie, płynące od prywatnych i publicznych przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych, że w gospodarce rynkowej koniecznej jest traktowanie wody jako towaru, bo stan obecny zaburza efektywne zarządzanie tymi przedsiębiorstwami, m.in. przez rosnące koszty utrzymania sieci.

Ograniczone zasoby

W poniedziałek 26 stycznia Komisja Europejska zaprezentowała dokument, w którym można wyczytać m.in., że aż 20% ludzi na terenie UE żyje na obszarach o ograniczonych zasobach wody. Stanowi to jasne potwierdzenie zasadności postulatów zgłaszanych przez Right2water.

Na terenie naszej gminy w okresie letnim zapotrzebowanie na wodę pitną rośnie zastraszająco, a nasze zasoby nie są „z gumy”. Jeśli weszłoby w życie „utowarowienie” wody i umożliwienie ustalania cen wody tylko przez dostawcę, dla wielu naszych mieszkańców mogłoby to oznaczać brak jednego z dwóch podstawowych elementów do życia. Z drugiej strony spółka „Wodociągi Rewal” zgodnie z informacjami z RIO jest poważnie zadłużona, więc ustalenie stawek za wodę na nierentownym poziomie mogłoby doprowadzić do bankructwa i utraty majątku. Gdyby wodociągi jako spółka, ale też jako należąca do gminy cała sieć kanalizacyjna, zostały przejęte za niespłacone długi, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nowy właściciel będzie starał się za wszelką cenę ustalić ceny wody na poziomie znacznie wyższym niż jest to obecnie, żeby możliwie szybko odzyskać utracone pieniądze.
Jak widać na parabankach nie kończą się obecne problemy naszej gminy.