„Pracę mam najlepszą na świecie!”

Postać w środowisku kibiców siatkarskich niemalże kultowa. Uczestników Biegów Śniadaniowych zagrzewa do walki od początku ich istnienia. Grzegorz Kułaga, animator muzyczny, bez którego jedno z największych wydarzeń sportowych na polskim wybrzeżu nie byłoby tak radosne.

Biegi Śniadaniowe prowadzi Pan od 2003 roku, Ligę Światową od 1998 roku. Czy po takim czasie nie wkrada się do pracy nuda?

To naturalne, że się wkrada, dlatego co jakiś czas trzeba coś zmieniać. Często ustawiają się do nas kolejki kibiców i proszą, aby zagrać konkretną piosenkę, do której są przyzwyczajeni. Inni zarzucają nam, że gramy ciągle to samo. A niektórych rytmów nie da się wykreślić – „Polska, biało-czerwoni” zna każdy. I to nie my to wymyśliliśmy, melodia powstała wieki temu. Nie wszystkim da się dogodzić, po prostu.

Czy ciężko jest poprowadzić taki tłum?

Każdy z nas ma swoją definicję tłumu. 5 tysięcy osób to w moim przypadku normalka. Kiedyś prowadziliśmy z Markiem Magierą Eurostrefę i tam było 160 tysięcy osób. To dopiero wyzwanie! Jednak zupełnie inaczej prowadzi się publiczność sportową, która w większym lub mniejszym stopniu, ale wie, co i jak zrobić. Znają podstawowe melodie, wiedzą czego się spodziewać.

Ale Pan pojawia się nie tylko na imprezach sportowych.

To prawda. Ostatnio gramy z „Latem Zet i Dwójki”. Tu widownia jest zupełnie inna. To dopiero jest zabawa! Wbiegamy na scenę zanim wpuszczą nas na antenę i naszym zadaniem jest takie rozgrzanie i zabawienie tłumu, żeby na wizji mieli zadowolone, uśmiechnięte, pełne szczęścia twarze. Nasza praca trwa pięć minut. Więcej czasu zajmuje dojazd.

Jak długo trwają przygotowania do takich eventów?

Nie przygotowuję się wcale! Po tylu latach po prostu wiem, co mam zagrać. Kiedyś, przed jednym z meczów siatkówki pomyślałem, że przecież może się zdarzyć taka sytuacja, że któryś z zawodników sprowokuje drużynę przeciwną albo sędziego. I odpowiednią muzyką należałoby to zakończyć, załagodzić, podsumować. Dopasowałem przed meczem kilka ścieżek i proszę. Mamy spięcie pod siatką. Kułaga gra odpowiednią piosenkę, a wszyscy są zaskoczeni, jak on to tak szybko wymyślił.

Jak często na meczach siatkówki dostaje Pan pytanie o „Małego rycerza”?

Z kibicami sprawa wygląda tak, że kupując bilet podpisują z nami pewnego rodzaju umowę. Oczekują, że usłyszą, przeżyją konkretne rzeczy. Bo jak to, pan tu zwozi całą rodzinę, ich pierwszy mecz w życiu i nie usłyszą „Małego rycerza”? Był taki okres, że na dwa lata usunęliśmy go z repertuaru. Za często go graliśmy. Ale pod wpływem próśb wrócił, chociaż nadal gram go niechętnie. Najczęściej w bardzo krytycznych momentach, przy większej stracie, czy w trakcie finałów. Staram się jednak robić to tak rzadko, jak to tylko możliwe.

Marek Magiera opowiadał kiedyś historię, jak przed meczem Krzysztof Ignaczak poprosił o zagranie pewnej piosenki dla Pawła Zagumnego w trakcie spotkania. Czy pamięta Pan jeszcze jakieś ciekawostki zza kulis kadry?

Często zdarza się tak, że któryś z chłopaków przychodzi do nas i prosi o puszczenie czegoś, co grają w szatni. Niestety nie wszyscy mają dobry gust muzyczny. Był taki okres na piosenkę „Ona tańczy dla mnie”. Różnie ludzie mogą mówić, ale takiego repertuaru nie gram i grać nie będę. Więc ze śmiechem poprosiłem, żeby dali mi pracować. Ja im nie wchodzę na boisko, a oni niech nie wtrącają mi się w muzykę. Każdy robi to, w czym jest dobry.

Czyli sport raczej jako widz?

W Rewalu w środę z powodów technicznych nie mieliśmy hammera i musiałem biec cały dystans. Nie, to nie dla mnie. Ale oczywistość wszystkich zachęcam do udziału w Biegach Śniadaniowych. Ze mnie przykładu nie bierzcie!

Jak to jest spędzać w podróży prawie cały rok!

Nie wiem. Poza domem jestem tak 200 dni w roku. Może mniej, ze 180.

To i tak bardzo długo. Jak znosi to rodzina?

Cierpliwi są, po prostu. Ja mam trójkę dzieci, ale na szczęście praktycznie od poniedziałku do czwartku jestem w domu. Praca jest głównie w weekendy. Jako że jestem ze Szczecina, o czym mało kto pamięta, to nawet na Biegi Śniadaniowe dojeżdżałem rano. Pobudka o 5, przygotowanie, poprowadzenie eventu i do domu. To chyba mój pierwszy rok, w którym jestem cały czas na miejscu, nie jeżdżę. I też jest fajnie. Bo przecież pracę mam najlepszą na świecie!

Dziękujemy za rozmowę i wspólnie zapraszamy do udziału w kolejnych biegach śniadaniowych.

Rozmawiała Aleksandra Domańska

Grzegorz Kułaga – z wykształcenia pianista, jednak twierdzi, że szans na karierę nie ma, gdyż Leszkiem Możdzerem nie jest i nigdy nie będzie. Człowiek pełen energii i uśmiechu, którymi zaraża innych. Razem z Markiem Magierą zajmuje się przygotowaniem oprawy na wydarzenia sportowe i muzyczne. Ich duet potrafi rozbawić nawet najbardziej oporną publiczność. Znani są głównie z rozgrywek siatkarskich i konkursów skoków narciarskich w Zakopanem.

Foto – Robert Dajczak