Ostatnio sporo się mówi na temat Nadmorskiej Kolei Wąskotorowej. Częściej dobrze, choć czasami źle. Ponieważ za nami połowa września, jest to więc dobry moment, aby porozmawiać z prezesem gminnego przewoźnika – Januszem Ceterą o przyszłości i teraźniejszości spółki.

– Panie prezesie, jak sezon?

– Bardzo dobrze. Wszystko wskazuje na to, że będzie lepszy niż poprzedni. Wg stanu na 13 września obroty mamy większe o 9% niż analogiczne w roku ubiegłym.

– Czyli tym razem jest szansa, że zamkniecie rok na plus?

– Już poprzedni rok zamknęliśmy z zyskiem, chociaż plan spółki na otwarciu zakładał osiągnięcie dodatniego wyniku dopiero w piątym roku działalności. W zeszłym roku mieliśmy nadwyżki nieco ponad 10 tysięcy złotych.

– Niewiele. A przecież mogłoby być więcej?

– Co ma Pan na myśli?

– Choćby kwestię kosztów utrzymania torowisk. Zgodnie z polskim prawem powinien się tym zająć właściciel a nie przewoźnik.

– Infrastruktura torowa na odcinku Trzęsacz-Pogorzelica jest nowa, natomiast cały tor dojazdowy z Gryfic do Trzęsacza wymaga pilnych remontów bieżących. Tam dochodzi też do kradzieży i dewastacji elementów torowiska. W tym roku spółka wydała w związku z tym kilkadziesiąt tysięcy złotych, które nie były zaplanowane w budżecie.

– Dobrze, ale co na to właściciel, czyli gmina?

– Złożyliśmy stosowne dokumenty i propozycję rozwiązania tej sprawy zgodnie z obowiązującym prawem i teraz czekamy na decyzje.

– Kolejna strata to pasażerowie jeżdżący na gapę.

– Słyszałem, że są tacy, którzy twierdzą, że to ok. 20%, ale gruba przesada. Trzeba pamiętać, że kolej wąskotorowa to nie jest Intercity. Tutaj mamy bardzo krótkie przejazdy, a konduktorzy muszą przyjąć zapłatę za bilet i wydrukować go z kasy fiskalnej.

– Ile osób liczy u Was drużyn konduktorska?

– Kierownik plus jedna lub dwie osoby.

– Czyli w szczycie trzy osoby?

– Tak.

– To ja się nie dziwię, że nie dają rady! Bez biletomatów czy kas na dworcach to siłą rzeczy będzie sporo gapowiczów.

– Nasi konduktorzy dobrze sobie radzą, choć nie przeczę, że są sytuacje, gdy wagony są wypełnione do ostatniego miejsca i wtedy przydałyby się jakieś opcjonalne rozwiązania, np. biletomaty, które z pewnością uszczelniłyby system. Wówczas konduktorzy mogliby się skupić na kontrolowaniu, a nie sprzedaży. Na szczęście procedury przetargowe są już zakończone, firma wyłoniona i dziś jesteśmy pewni, że w przyszłym sezonie przewozowym na 4 strategicznych dworcach w gminie Rewal będzie można kupić bilet z automatu.

– A może zyski udałoby się zwiększyć, gdybyście wreszcie wydzierżawili budynki dworcowe?

– Pewnie tak, ale to nie do końca od nas zależy.

– Jak to, przecież na poprzedniej sesji pan wójt mówił, że to Wasza wina?

– Niestety nie było mnie na tej sesji i nie jest mi znana wypowiedź Pana Wójta. Proszę jednak zwrócić uwagę, że spółka jest operatorem przewozów, natomiast nie dysponuje pełnym majątkiem infrastruktury przejętej przez gminę od PKP. Mamy umowę tylko na infrastrukturę w obrębie Karnic i Gryfic. Na infrastrukturę na terenie gminy Rewal już nie mamy. Propozycje są, ale do tej pory nie zostały podpisane dokumenty, na podstawie których Spółka mogłaby poddzierżawiać budynki dworcowe.

– Czyli tylko gmina może ogłosić przetarg na dzierżawę dworców?

– Tak. Zgodnie z obowiązującym prawem tylko właściciel może rozpocząć taką procedurę.

– Ale i tak jest to niemożliwe, bo dworce nie mają pozwolenia na użytkowanie…

– Mają. Zgodę wydano na początku czerwca. Po tej decyzji odbyło się w Urzędzie Gminy spotkanie na temat, czy będzie dzierżawa pomieszczeń z wyposażeniem czy bez. Wówczas żadnego stanowiska nie ustalono. W chwili obecnej przetargi na wyposażenie są na BIP-ie. Z tego, co wiem, wyposażenie dworców pojawi się już wkrótce.

– Weźmy ten czerwiec. To i tak dość późno dla potencjalnego najemcy?

– Zanim rozstrzygnęłaby się procedura przetargowa, to minęłoby kilka tygodni. Kilka następnych potrzebowałby dzierżawca na wyposażenie i dostosowanie wnętrz do prowadzenia działalności oraz na uzyskanie odpowiednich pozwoleń, np. od sanepidu. To już byłby połowa sezonu.

– O co chodziło z tymi ofertami, o których można przeczytać w Kurierze?

– Spółka nie ogłaszała oficjalnego przetargu na dzierżawy, bo jak wcześniej wspomniałem, nie było podstaw prawnych. Zbieraliśmy jedynie oferty chętnych do ewentualnego wydzierżawiania pomieszczeń na dworcach. Chodziło o zorientowanie się, jakie będzie zainteresowanie i w jakim charterze firmy będą chciały wynająć pomieszczenia. Później te informacje przekazaliśmy do Urzędu Gminy.

– Pojawiły się jakieś ciekawe oferty?

– Sensownych ledwie kilka. Sześć, może siedem.

– Ile gmina mogłaby zarobić, gdyby wydzierżawiła te pomieszczenia?

– Nie aż tak dużo. Jedna z propozycji obejmowała małą gastronomię i wynajem pokoi na wszystkich pięciu dworcach za 20 tys. złotych za cały sezon. Nie są to na pewno realne pieniądze, jakich byśmy oczekiwali od najemców. Ale tak naprawdę nie o same pieniądze z dzierżawy tu chodzi. Dla nas ważne jest też to, żeby dworce żyły przez cały rok, były ogrzewane i utrzymane w dobrej kondycji technicznej. Poza tym istotne jest, żeby działalność, prowadzona w budynkach dworcowych uatrakcyjniała w jakiś sposób czas oczekiwania podróżnych na pociąg. Przecież to również podnosi atrakcyjność działalności naszej wąskotorówki i całej gminy.

– Na czym zatem polega atrakcyjność spółki nieposiadającej własnego mienia, że słynny parabank Magellan jest zainteresowany przejęciem części jej udziałów?

– Mnie o tym nic nie wiadomo. Ja natomiast opieram się na faktach i zarządzając spółką, podchodzę do sprawy, jakbym zarządzał moim własnym budżetem domowym, czyli patrzę na pieniądze, szukam oszczędności i sposobów zwiększania dochodów. Taka jest moja rola i zakres kompetencji, jako prezesa spółki.

– Dziękujemy za rozmowę.