Dużo zamieszania jest ostatnio wokół trwającej w Niechorzu inwestycji przy ulicy Śląskiej. Sprawa bulwersuje mieszkańców, gdyż w chwili obecnej tamtejsza szkoła została pozbawiona drogi pożarowej, a na wiosnę może stracić plac zabaw przy przedszkolu oraz możliwość udostępniania pomieszczeń dla kolonii letnich.

Zacznijmy od początku

Okazuje się, że działka 80/7 jest własnością gminy z udziałem mniejszościowym rodziny Kosików wynoszącym nieznacznie ponad 40%. Prawa do nieruchomości nabyli przed kilkunastu laty. W 2011 roku powstał projekt zabudowy na terenie działki zgodny z planem zagospodarowania. Zakładał rozbiórkę istniejących, starych zabudowań i budowę dwóch nowych budynków. Jeden mieli postawić państwo Kosikowie, wraz z klatką schodową zapewniającą dostęp do obu domów, natomiast gmina drugi – miały się tam znaleźć, garaże, zaplecze szkolne oraz mieszkania dla nauczycieli. Ponadto państwo Kosikowie mieli mieć wydzielone parkingi od strony ulicy Śląskiej.

mapka

Wójt wydał zgodę 5 lat temu

– Wszelkie pozwolenia na inwestycję otrzymaliśmy jeszcze w 2011 roku. Podpisał je osobiście wójt Robert Skraburski. Dlatego mocno zdziwiły mnie jego słowa, które padły podczas ostatniej sesji – powiedział nam Marcin Kosik, który w chwili obecnej, po śmierci ojca, nadzoruje przebieg rodzinnej inwestycji.

– Stosowne pisma poszły do nadzoru i do starostwa, tam gdzie decyzja została wydana. Znaleźliśmy podstawy prawne, żebyśmy mogli działać i wstrzymać taką a nie inną inwestycję – to dosłowny cytat wspomnianej wyżej wypowiedzi wójta Roberta Skraburskiego podczas sesji z 15 września 2016.

Jak widać, od 2011 roku wiadomo było, że taka inwestycja będzie realizowana i to w miarę szybko, aby pozwolenie na budowę nie wygasło. Niespełna trzy lata później inwestor doprowadził wszelkie niezbędne przyłącza. Wtedy też znana była sytuacja finansowa gminy, która uniemożliwiała zrealizowanie części inwestycji leżącej po stronie gminy. Mimo to nic w tej sprawie nie zrobiono.

– Jeszcze przed śmiercią taty wyrażaliśmy zgodę na propozycję zamiany tej działki na teren o podobnej wartości i zbliżonych warunkach zabudowy. Jednak konkretna propozycja nigdy się nie pojawiła. W czerwcu 2016 napisałem pismo z prośbą o możliwość wykupu gminnych udziałów w działce, ale otrzymałem odpowiedź, że… odpowiedź dostanę później – tłumaczy Marcin Kosik.

Brak drogi pożarowej

Sytuację komplikuje istniejąca umowa, na mocy której właściciele działki 80/6, gdzie obecnie znajduje się przedszkolny plac zabaw, udostępniają ją nieodpłatnie w zamian za to, że korzystać będą z garaży przy ulicy Śląskiej – także nieodpłatnie. Plan inwestycji Marcina Kosika zakłada zburzenie tych garaży. Jeśli jeden z przedmiotów wspomnianego porozumienia przestanie istnieć, wówczas cała umowa wygaśnie i dzieci nie będą mogły zgodnie z prawem korzystać z placu zabaw. Inwestor zapewnił, że z wyburzeniem garaży może poczekać do końca marca 2017 roku, jednak po tym terminie będzie musiał to zrobić, aby zamknąć planowaną inwestycję w terminie.

– Na czas rozbiórki oraz wykopu fundamentów musiałem ogrodzić teren całej działki ze względów bezpieczeństwa. Obok jest szkoła, przedszkole. Nie mogę ryzykować, aby jakieś dziecko przez przypadek trafiło na teren budowy. Ogrodzenie jest tymczasowe. Gdy tylko będzie to możliwe, zostanie usunięte i dojazd do szkolnej stołówki oraz kotłowni zostanie przywrócony – zapewnia Marcin Kosik.

Garaże zburzone – nie będzie kolonii

Rozwiązuje to jednak tylko część problemu. Nierozstrzygnięta pozostaje kwestia placu zabaw oraz zaplecza, gdzie można byłoby schować ławki, krzesła i elementy dydaktyczne, co jest niezbędne dla wpuszczenia tam latem kolonii. Przypomnijmy, że okresie kłopotów z finansowaniem oświaty w gminie utrata takiego dochodu byłaby dużym ciosem.

Ciekawe jest, że gmina będąc właścicielem większościowym działki nie była w stanie przez 5 lat podjąć działań broniących interesu szkoły i uczących się tam dzieci, choć należy to do jej obowiązków. W związku z tym radni zaalarmowali kuratorium oświaty. Szanując własność rodziny Kosików należy także pamiętać, że dzieci nie mogą na całej sprawie ucierpieć.