Mało kto zauważył, ale… dojechałem wreszcie do Rewala. Trochę to trwało, bo musiałem wrócić do Gostynia, gdzie przed sklepem zgubiłem plombę. Taka tam jezdnia pełna nierówności i dziur. Wertepiasta po prostu. I co ciekawe, tak jest od dwudziestu lat. I nikomu to nie przeszkadza?

W Rewalu bywam towarzysko od czasu do czasu, a nawet w Pobierowie i Niechorzu, bo mam tam przyjaciół i dobrych znajomych z dawnych lat. Tym jednak razem przyjechałem, jak to się mówi, w interesach. Oczywiście chodzi o ukochanego przez niektórych (mam na to twarde dowody), znienawidzonego przez innych (kto się do tego przyzna publicznie?)… Chwila namysłu i już wiadomo, że chodzi o „Klifa”.

„Klif” to przeszłość, to historia. Czy warto do tego wracać? Pewnie, że tak. Zobaczcie, w ciągu roku jakże sprawnie odkopane zostały zręby PRL-u i jedna trzecia narodu jest zachwycona. Fakt, że druga jedna trzecia jest przeciw, ale reszta nie ma zdania.

Wracam zatem na nasze wybrzeże, by nie tylko przypominać historię i wspaniałe lata, gdy gmina Rewal szła jak burza do przodu, gdy niemal we wszystkim była pierwsza. Także dlatego, by rejestrować zjazd po równi pochyłej (że też niektórym drzazga nie wbije się w de…), a może po klifie. No i wesprzeć tych, którzy chcą przywrócić dawne piękno małej Ojczyźnie nad morzem.

Wskrzeszeniu „Klifa” sprzyja nie tylko powyższa okoliczność, ale także pewien sentyment do okrągłych rocznic. Otóż ostanie wydanie pisma ukazało się dziesięć lat temu i zawierało m.in. materiały na temat 60-lecia Urzędu Morskiego w Szczecinie, dla nadmorskiej gminy instytucji bardzo ważnej. Łatwo obliczyć, że teraz administracja morska świętowała siódmą dekadę swojej działalności. A w grudniu latarnia morska w Niechorzu też będzie miała piękny jubileusz.

zapisane-11-2
Dziesięć lat temu „Klif” był również numerem wyborczym. Zgodnie z przyjętym przez redakcję dobrym obyczajem promował tylko jeden komitet wyborczy. Ten, który zgłosił się do mnie jako pierwszy.

Komitet Wyborczy Wyborców „Wspólnota Gminy Rewal” zaproponował mieszkańcom dobrą zmianę. Po dziesięciu latach nadal twierdzę, że był to program sensowny, by nie powiedzieć – proroczy. Jego realizacja miała zaprowadzić ład i porządek w samorządzie, przywrócić wiarę w prawo i sprawiedliwość. Trzeba tylko zakończyć rządy wójtów z Niechorza, posprzątać i zacząć normalnie gospodarować – mówiła wówczas kandydatka na najwyższy urząd w gminie.

No i słowo ciałem się stało. Skończyły się rządy, a zaczęła się dyktatura, która w czasie jednej tylko dekady doprowadziła gminę do niebotycznego zadłużenia, nie tylko w bankach, ale też w instytucjach pożyczkowych w rodzaju „Bociana”.

Zachodzę w głowę i nie znajduję odpowiedzi na proste pytanie. Jak to jest możliwe, że jeden człowiek trzecią już kadencję rządzi niepodzielnie, choć bezrozumnie, wbrew logice, mając za nic prawo i ekonomię? Nie chce mi się wierzyć, że przez minione dziesięć lat w gminie Rewal powstał taki układ, taki system naczyń połączonych, że nikomu nie zależy na dobrej zmianie. A może jednak uwierzyć i dać temu pokój?

Zdecydowanie nie, bo po pierwsze obiecałem (deklaracja – patrz powyżej), a po drugie… Są w ojczyźnie rachunki krzywd – jak pisał poeta Władysław B. (nie wiem, czy życzy sobie z nazwiskiem, więc inicjał).

Zabrzmi to paradoksalnie, ale mam wrażenie, że dziesięć lat temu do pierwszej wygranej obecnego wójta przyczynił się „Klif” właśnie. Wyborcy miast się zachwycić, przestraszyli się zapowiadanych porządków w gminie. Natomiast kandydat z Niechorza zaatakowany przez grupę rewalską uciekł do przodu i na mecie kampanii wyborczej zaczął czynić takie czary mary, że wygrał w pierwszej rundzie!

Czary mary, hokus pokus i zaraz po wyborach 2006 ze skrzynki pocztowej wypadł list w firmowej kopercie, na blankiecie z liczbą dziennika, pieczątkami i własnoręcznym podpisem… Pismo urzędowe, oficjalne i niemiłe bardzo. Prezes „Bocianiego Gniazda” w Pogorzelicy (imię jego niechaj pozostanie w mrokach niepamięci, a przecież wypiliśmy niejedną wódkę) skonstatował ze zdumieniem, że w „Klifie” znalazły się ogłoszenia wyborcze, co nie jest odpowiednim towarzystwem dla reklam zadłużonego, przepraszam – zasłużonego, ośrodka wczasowego. „Bocianie Gniazdo” nie życzy sobie takiej współpracy i zrywa wszelkie kontakty z „Klifem”.

Inni kontrahenci, dodam – też zaprzyjaźnieni, nie byli tacy eleganccy, ale przynajmniej szczerzy. Powiedzieli co i jak. Podobno aktywność kandydata w ostatnich godzinach przed głosowaniem sprowadzała się do tłumaczenia wszystkim, którzy mieli cokolwiek wspólnego z „Klifem”, że zaległy podatek trzeba zapłacić niezwłocznie, ale też może być odroczony lub rozłożony na raty. Albo że sprawa kisząca się od dawna w gminie może być załatwiona pozytywnie niemal od ręki…

Jakiś czas po wyborach wpadłem do Rewala. Chciałem zapytać Andrzeja Brzezińskiego, lokomotywę ugrupowania antyniechorskiego, co się stało, że się zesr… I nadal chcę, bo wówczas nikt mi nie otworzył drzwi, choć ruszająca się firanka sugerowała obecność gospodarza w domu.

Starczy na dziś. Więcej na temat sympatycznych kontaktów z ówczesnym sołtysem Rewala – w następnym felietonie.

1 komentarz

  1. „Zabrzmi to paradoksalnie, ale mam wrażenie, że dziesięć lat temu do pierwszej wygranej obecnego wójta przyczynił się „Klif” właśnie.”
    No to teraz poznaliśmy winowajce obecnego stanu ;-)))

Dodaj komentarz