Ależ ci Amerykanie mają wigor! Zwłaszcza seniorzy. Babcia Hilary i dziadek Donald zakończyli właśnie brutalną grę o tron. Głosami narodu wygrała Clinton, ale elektorzy wybrali Trumpa. Ludzki z niego pan. Sam weźmie, ale drugiego też da. A że Polakom akurat zabrał? Business is business. Nikt przecież nie zmuszał naszych rodaków do niewolniczej pracy na budowach Trumpa. Notabene prezydent-elekt zrozumiał, że źle robił i teraz chce wznieść mur na granicy z Meksykiem. No i zlikwiduje wizy dla Polaków (w ciągu 2 tygodni!), by mogli legalnie pracować na czarno.

Déjà vu, a może raczej déjà arrivé? Wszystko już było, już się wydarzyło. W małej nadmorskiej gminie nawet wcześniej niż za oceanem. Dziesięć lat temu w Rewalu demokracja populistyczna pokonała ekonomię, logikę, zdrowy rozsądek. Kobieta przegrała z mężczyzną. W kwestii gustu (elegancja, fryzura itp.) też można znaleźć analogie.
Nic to, że kandydat na wodza plemiennego nabujał, że ma wyższe wykształcenie (ciekawe, kto zapłacił za druk nowych obwieszczeń wyborczych z poprawioną wersją życiorysu). Nic to, że nie potrafił poprowadzić małego interesu rodzinnego. Nic to wreszcie, że jako Kucharek Gminny mieszał w kotle w różne strony, co jak wiadomo nie służy jakości potraw, a potem tłumaczył, że tylko trzymał chochlę.
Naród zobaczył świetlaną przyszłość i wybrał kosztowną wizję, za którą teraz trzeba słono płacić. Rewalska Lucy Wilska przegrała z kretesem, choć miała dobry i uczciwy program. Jej komitet wyborczy rozsypał się jak domek z kart. Zwolennicy kandydatki szybko przeszli do zwycięskiego obozu. Kredens z konfiturami był na wyciągnięcie ręki. Potem okazało się, że to był zwykły dżem, ale co tam…

Epistola non erubescit – napisał Cyceron. To prawda. Papier się nie rumieni. Ludzie powinni. Zwłaszcza ci, którzy dekadę temu ogłaszali potrzebę zmian, deklarowali wolę walki z lokalnymi układami i nieprawidłowościami w rewalskim magistracie.
Przeglądam „Klifa” z listopada 2006 roku. W dużej części poświęcony został podsumowaniu rządów dwóch panów wójtów z Niechorza. Kandydaci z Rewala mówili o:
– stertach niezapłaconych faktur, zwłaszcza za letnie igrzyska, i spłacaniu zaległości działkami,
– niepłaceniu składek ZUS za pracowników szkół i przedszkoli,
– zmianach w budżecie wprowadzanych na każdej sesji Rady Gminy,
– krytycznych protokołach RIO ukrywanych przed radnymi,
– nieprawidłowościach w finansowaniu CIPR-u.
To tylko niektóre grzechy, a było ich sporo, ustępującej ekipy.
Kilka cytatów ze wspomnianego numeru „Klifa”:

Arogancja władzy. Zmiana personalna to także zmiana stylu rządzenia, powrót zdrowego rozsądku, praworządności, szacunku do każdego mieszkańca jako obywatela i petenta. Tego oczekuje wiele osób, które odczuły na własnej skórze arogancję obecnych wójtów.

Baza rybacka w Rewalu. Studenci architektury przygotowali różne propozycje, a nawet makiety. I co? Nic, typowe mydlenie oczu i grosz dla kogoś, kto to wszystko przygotował. A baza jak wyglądała tak wygląda. Makiety leżą pewnie zakurzone gdzieś w piwnicy Urzędu Gminy. Podobnie było z przystanią rybacką w Niechorzu. Ileż to narad, planów i projektów rysowano. Nawet zatrudniono w tym celu specjalistę, który miał pozyskać fundusze unijne. Dziś już nikt o tym nie wspomina.

Brak informacji, brak prasy lokalnej. Władze pozbyły się „Klifa” zasłaniając się obowiązkiem posiadania własnego biuletynu i koniecznością oszczędzania. Ukazała się „Strefa Słońca”, dworska gazetka, robiona po amatorsku, i kosztująca budżet znacznie więcej niż dopłata do „Klifa”. Gminna publikacja nie stanowi informacyjnego pomostu pomiędzy władzą a obywatelem, nie służy przekazowi opinii oraz wymianie informacji. To jest zresztą charakterystyczne dla ostatnich dwóch lat sprawowania władzy przez wójtów z Niechorza. „Mniej wiesz, krócej będziesz zeznawał” – mówił jeden z bohaterów filmu „C.K. Dezerterzy”. Ale tak nie może być. Mieszkańcy mają prawo do informacji, a władze mają obowiązek szanowania reguł obowiązujących w demokracji.

Można „Klifa” lubić albo nie, ale był i ukazywał się regularnie, informował mieszkańców, relacjonował nasze codzienne życie, no i promował gminę Rewal. I tu zaobserwowałem pewną prawidłowość – im bardziej wójtowie popadali w megalomanię i gigantomanię, tym bardziej nie lubili „Klifa”. No i w końcu wypowiedzieli umowę, zresztą w sposób mało elegancki i co gorsza niezgodnie z prawem.

I kto to mówił? Andrzej Brzeziński. Kandydat na radnego, sołtys Rewala, filar kampanii wyborczej Anny Dejnakowskiej.

Przykłady można mnożyć, tylko po co. Trzeba natomiast zrobić wszystko, by tę sytuację zmienić. Jestem przekonany, że wielu naszych mieszkańców chce zmian na lepsze, i da temu wyraz w głosowaniu – powiedział na zakończenie wywiadu zamieszczonego w „Klifie”.
Nie zdziwię się, jeśli za dwa lata zobaczę nazwisko radnego na liście kandydatów do fotela wójta gminy. Na razie jednak nie zobaczyłem byłego sołtysa na niedawnym zebraniu wiejskim w Rewalu. A szkoda…

Kiedyś to były zebrania. Tematy bardzo ważne, dyskusje gorące, frekwencja znakomita. Miały rangę. Teraz dla wielu z mieszkańców nic nie znaczą – napisała Wiola w komentarzu do relacji z zebrania, na którym wójt jak zawsze roztaczał wizje i mamił mirażami. Widać, że ma apetyt na czwartą kadencję, bo deklaruje spłatę potężnego zadłużenia w ciągu najbliższych dwóch lat. Potem gmina Rewal będzie jak Świnoujście i Kołobrzeg razem wzięte (molo, przystań jachtowa, hotele). W pierwszej kolejności zmieni się diametralnie piękne niegdyś Pobierowo, dziś znane raczej jako Potworkowo (o tym następnym razem). Listę beneficjentów doktryny SBB (szukaj, burz, buduj) zamyka niezmiennie Niechorze. Nowa remiza strażacka w centrum miejscowości przyklejona do rozpadającej się stacji kolejki wąskotorowej to… łaska pańska na pstrym koniu jadąca.

Zakończę jednak inną sentencją, pochodzącą z filmu „Prawo i pięść”: Bez ludzi zdolnych można się obejść. Potrzebni są tylko posłuszni.

1 komentarz

Dodaj komentarz