Pisać, czy nie pisać – oto jest pytanie. Dzisiaj wszyscy (no, może prawie wszyscy) piszą, ale nikt (no, może prawie nikt) nie czyta. Wyjątkiem są oczywiście redaktorzy rewalskiego portalu, którzy do pisania zachęcają, a potem muszą to czytać, bo z zawodowego obowiązku powinni wiedzieć, co autor wymyślił – dobrego, bardzo dobrego, świetnego (niepotrzebne skreślić). Wspominać, czy nie wspominać – kolejny szekspirowski dylemat. A jeśli tak, to jak?

Poszukiwania odpowiedzi na powyższe pytania były czasochłonne i szczerze mówiąc bezskuteczne. Przeleciał adwent, minęło Boże Narodzenie, wątpliwości pozostały. Aliści, jak mawiał Jerzy Waldorff, wertowanie roczników „Klifa” jako sposób na kryzys twórczy okazało się wielce pożyteczne. Oto bowiem z grudniowych numerów „Klifa” (na przestrzeni kilkunastu lat) wyłonił się ładny obraz sympatycznej gminy pełnej życzliwości. Wszyscy wszystkim składali życzenia na Boże Narodzenie i Nowy Rok, opowiadali o wigilijnym stole i zwyczajach świątecznych przywiezionych nad morze z rodzinnych stron.

Weźmy dla przykładu numer świąteczny poprzedzający nadejście nowego Millenium. W zasadzie monotematyczny, ale jaki fajny! Rozmowa ze Świętym Mikołajem oraz rozmowa z karpiem, który mówił, że jego radość zastyga w galarecie. Z kolei Krzysztof „Cywil” Cywiński opisywał wspaniałości świątecznej kuchni. Tytuł tej rozmowy smaczny, jak nie wiem co: „Karp lubi pływać w… maśle”.

Życzenia na łamach „Klifa” składali między innymi: Maria i Antoni Grabalscy, Krystyna i Janusz Zalewscy, Janina i Krzysztof Majchrzakowie, Krystyna i Janusz Lewgowdowie, Stanisław Hoffmann, Ewa i Stanisław Wielowscy, Henryk Gmyrek, sołtys Rewala Bogdan Siwak, sołtys Pogorzelicy Wojciech Ciszek, Jolanta Bączyk (sklep w Niechorzu) i Jarosław Jankowski (agent banku PKO). Życzliwi gazecie, zaprzyjaźnieni z redakcją…

Była i dobra nowina. Ksiądz Aleksander Ziejewski jako wikariusz biskupi ds. gospodarczo-finansowych informował, że Kuria Metropolitalna nie wydała zgody na montaż anteny telefonii komórkowej na dzwonnicy kościoła w Rewalu.
W świątecznym numerze z 2000 r. sporo było opowieści wigilijnych czytelników „Klifa”. Oto kilka z nich, z konieczności w krótkich fragmentach:

Marianna Jarosik, żona leśniczego z Pobierowa, mówiła o Wigilii młodej mamy: – Byłam w ciąży, jak to się mówi – na ostatnich nogach, a mojego Mirka zabrali do wojska. Zrobiłam mu na drutach sweter i położyłam pod choinkę. Mogłam spokojnie iść do szpitala. Andrzejek urodził się 22 grudnia, a w Wigilię przyszedł do nas mąż i tatuś , bo dostał przepustkę na święta. Był już w domu, ubrał się w prezent, czyli w ten sweter, i pojawił się w szpitalu. Boże, jaka to była radość.

Wojciech Ciszek, wówczas sołtys Pogorzelicy, opowiadał, że: – Święta w naszym domu były tradycyjne, typowo poznańskie. Obowiązkowo przychodził Święty Mikołaj, za którego przebierałem się – nie ukrywam – z dużą przyjemnością (…) Jako Mikołaj regularnie podpadałem dorosłym. Zawsze bowiem mówiłem: „A teraz wszystkie dzieci zmówią paciorek. I rodzice też!”. Dwa razy zdarzyło się, że spędzałem Boże Narodzenie i Nowy Rok z dala od domu. Łowiliśmy niedaleko Rowu Mariańskiego, na łowisku zwanym „Małą Świnią”. Pięćset mil od najbliższego brzegu.

Pierwsze święta w Rewalu wspominała Halina Wolan: – Pierwszego roku, jak zaczęłam tu pracę, spędzałam ten szczególny wieczór sama jak palec. Doskwierała mi samotność, ale chciało mi się przygotować wigilijny stół na wieczerzę, która była wprawdzie skromna, ale moja własna. Tęsknota za najbliższymi troszkę minęła, kiedy poszłam na pasterkę. Później poznałam się z państwem Gandurskimi… Wielkim jednak dla mnie zaskoczeniem było, gdy zaprosili mnie na Wigilię.

Bogdan Siwak, ówczesny sołtys Rewala: – Jako dziecko zawsze marzyłem o koniu. Oczywiście, że prawdziwym. A dostałem – na biegunach. Dopiero teraz spełniły się moje marzenia.
Swoje życzenia pod adresem Świętego Mikołaja zdradzili też najmłodsi mieszkańcy naszej gminy.

Kasia Kordyńska chciała dostać samochód. – Nie jakąś tam lalkę, ale właśnie samochód – mówiła.

Tymek Tuła marzył o prawdziwym Pokemonie. Takim, co chodzi i powtarza „pikaczu”.

Mateusz Sysik zażyczył sobie czerwoną ciężarówkę z platformą do przewozu innych mniejszych samochodów. – Ta ciężarówka ma się zamieniać w robota – dodał.

Grześ Szukała chciał dostać komputer, na razie zabawkowy. No i narty. – Lubię zimę i śnieg – wyjaśnił.

Donatka Kwiatkowska nie ukrywała: – Mikołaj dobrze wie, co bym chciała dostać, bo już go o to prosiłam. To mają być łyżworolki.

Dla Kingi Cyrulik najlepszym prezentem byłaby duża lalka. – Do tej lalki potrzebne będą widelczyki i talerzyki, i łyżeczki, i jakieś mebelki, żebym mogła to wszystko pochować. I jeszcze mały stolik, żebym mogła to wszystko na nim rozłożyć i nakarmić lalkę – uzupełniła swoją prośbę do Mikołaja.
Świąteczne wydanie „Klifa” w 2000 roku zamykał odcinek serialu o rodzinie Paszczaków, w którym pani Paszczakowa przekonywała sąsiadkę, powołując się na słowa proboszcza, że w tym roku na Wigilię można podać szynkę, bo akurat przypada w niedzielę, a wtedy post nie obowiązuje.

Życzę udanego Sylwestra oraz Roku Pańskiego 2017 wypełnionego codziennymi radościami, szczęśliwymi przypadkami i dobrymi zdarzeniami.

Dodaj komentarz