Co by nie mówić o gminie Rewal, to jednak wielokrotnie była pionierem i przykładem dla innych samorządów, nie tylko na Pomorzu Zachodnim. Właśnie tu przyjezdni i tubylcy wymyślali, a potem realizowali różne pomysły, czasem lepsze, czasem gorsze, ale zawsze pierwsze. Kilka przykładów z brzegu, rewalskiego oczywiście.

Liceum społeczne i studia zaoczne. Przez kilka lat całą edukacyjną ścieżkę od przedszkola do magistra prawa lub ekonomii można było przejść nie ruszając się z Rewala, Pobierowa, Niechorza… Wielu mieszkańców z takiej możliwości skorzystało. No, może z wyjątkiem pewnego pana, który uznał, że nie dyplom lecz chęć szczera i na plakacie wyborczym podał, że z powodzeniem ukończył studia wyższe z zakresu historii.

Stowarzyszenie Turystyczne „Wybrzeże Rewalskie”. Powstało z inicjatywy „Klifa”, miało się zająć lobby turystycznym. Do organizacji zapisał się Józef Gandurski w podwójnej roli – jako wójt gminy i właściciel pensjonatu, co rychło doprowadziło do upadku cennej inicjatywy. Oscar turystyczny, czyli Konik Morski. Wymyśliłem i przez dziesięć lat współorganizowałem plebiscyt, który budził nieprawdopodobne emocje wśród mieszkańców. Wszyscy, poczynając od wójtów, poprzez właścicieli ośrodków wczasowych i pensjonatów, na sołtysach kończąc, skrupulatnie liczyli, kto ile Koników dostał. Z tego powodu straciłem kilku przyjaciół, którzy nie chcieli pogodzić się z werdyktami jury. Małego tego, włodarze gminy ukarali nieposłuszeństwo Konika Morskiego, przeganiając go z Rewala. Słuszny kierunek rozwoju gminy zaczęły wskazywać kosztowne sekstanse.
I tak dochodzę, pomijając póki co kilka innych pionierskich inicjatyw, do lubianych wówczas powszechnie Dni Wybrzeża Rewalskiego i Miss Bałtyku.

Niewątpliwie ważne miejsce w historii gminy Rewal zajął cykl imprez dla wczasowiczów przebywających latem nad morzem. Tutaj właśnie, jak nigdzie w kraju, udało się pogodzić przyjemność (czyli wakacje) z obowiązkiem (rocznica Manifestu Lipcowego PKWN). Czyli wilk syty i owca cała. Organizowano zatem Dni Rewala, potem Dni Wybrzeża Rewalskiego, za każdym razem podkreślając delikatnie, że to z okazji Święta Odrodzenia. Istotnym elementem bogatego programu imprez był konkurs piękności.

Zwyczaj składania corocznego hołdu urodzie wczasowiczek zaszczepił nad morzem Sławomir Rosiak, reżyser z miasta Łodzi, osiadły na zakręcie głównej ulicy w Rewalu z widokiem, a jakże, na Urząd Gminy. Zapytany o pierwsze wybory miss, Sławomir Rosiak zastanowił się chwilę, a potem powiedział krótko: „To było na początku lat osiemdziesiątych”. Niestety, dokładna data umknęła mu z pamięci.
Wiadomo na pewno, że pierwsze konkursy piękności w Rewalu odbywały się na piasku. Wybierano wówczas Miss Plaży, gdyż amfiteatru jeszcze nie było. Zaczęto go budować dopiero w 1986 roku. Najpierw oddano do użytku tylko estradę. Z tej okazji wystąpił Andrzej Rosiewicz w towarzystwie wybranej kilka godzin wcześniej Miss Plaży, licealistki z Radomia, Małgorzaty Faryny, która wypoczywała na obozie w Niechorzu.
Dni Rewala ’86 zakończył spektakl plenerowy po linii i na czasie „Tutaj zaczyna się Polska”. Podejrzewam, że twórca tego widowiska nie chce o tym pamiętać.
Rok później amfiteatr miał już widownię i można było przeprowadzić pierwsze wybory Miss Rewala.

Konkurs Miss Bałtyku wystartował w lipcu 1992 roku. Od początku swego istnienia, czyli od 1993 roku, „Klif” starannie dokumentował kolejne wybory wczasowych piękności, a potem śledził losy miss-ek. Dla wielu dziewczyn występ w rewalskim amfiteatrze był pierwszym krokiem do kariery. Weźmy dla przykładu Małgorzatę Różniecką – I Wicemiss Świata i Miss Modelek 1990, Joannę Drozdowską – Miss Polonia 1991, Magdalenę Kędzierską – finalistkę Miss Polski 2001 czy Aleksandrę Lipowską – II Wicemiss Polski 2003. Wszystkie były finalistkami konkursu Miss Bałtyku.

Z kolei Anna Rynkun, II Wicemiss Bałtyku 1993, została wziętą modelką jednej z włoskich agencji i przez wiele lat uczestniczyła w pokazach mody na całym świecie, nie mówiąc o sesjach fotograficznych i udziale w filmach reklamowych. Gdy przyjeżdża do Szczecina (zdarza się to raz albo dwa razy do roku, gdyż mieszka we Włoszech), zawsze podkreśla, że udział w Miss Bałtyku zmienił jej życie. Z racji dziewczęcej urody nadal jest modelką.
W lipcu 2002 roku Miss Bałtyku została skromna, mile uśmiechnięta dziewczyna z podwałbrzyskiego miasta Boguszów-Gorce. Miała wówczas 19 lat, brązowe włosy i zielone oczy. Wzrost 167 cm, wymiary 88-60-89. Powiedziała, że interesuje się modą, fotografią i parapsychologią. Lubiła czytać książki, nie zaniedbując wszakże kina. Tytuł Miss Baltyku zdobyła niemal jednogłośnie. To była Natalia Siwiec, dekadę później nazwana przez plotkarskie media Miss Euro 2012. Ciekawe, że jako modelka i celebrytka nie przyznaje się w swojej biografii w internecie do wygrania konkursu piękności w Rewalu.

natalia_siwiec

Lata lecą, pamięć już nie taka jak kiedyś. Na szczęście są roczniki „Klifa”, które jak wykopaliska, darzą obfitością faktów choćby z ubiegłego stulecia.
Pierwsza strona drugiego numeru „Klifa” przypomina dzisiejsze tabloidy, choć zdjęć nie ma, bo taka była technika druku. Ale za to sensacje jak trzeba. Poza przygotowaniami do konkursu piękności, „Klif” informował o spotkaniu Małgorzaty Łukaszewskiej, osiadłej w pałacu w pobliskim Dreżewie, z królową Danii Małgorzatą II przebywającą z wizytą oficjalną w Polsce.

Sporo miejsca redakcja poświęciła wprowadzeniu podatku VAT. Tak, właśnie w lipcu 1993 roku zaczęto reformować nasze finanse. Przez myśl chyba nikomu nie przeszło, że ten nieznośny zwyczaj przetrwa do dziś, choć pewne symptomy były. „Klif” wówczas pisał: „Miniony weekend na Wybrzeżu Rewalskim, choć wietrzny i deszczowy, tak naprawdę był niezwykle gorący dla wielu firm handlowych. Trwały szkolenia, przeprowadzono remanenty i inwentaryzacje, liczono i kalkulowano – słowem przygotowywano się do VAT-u. Pracowały także Urzędy Skarbowe m.in. w Gryficach, udzielając wyjaśnień podatnikom. Urzędnicy zastrzegali jednak, że wiele informacji może być nieaktualnych. Stale bowiem napływają nowe rozporządzenia i instrukcje. W poniedziałek rano okazało się, że nadal nikt nic nie wie”.
Były także lżejsze tematy, jak choćby ciąg dalszy historii polskiego Don Juana. Słynny Jurek Kalibabka akurat wrócił do rodzinnego Dziwnowa i znowu popadł w tarapaty. Rozkochał w sobie 16-letnią Angelikę.

Była też relacja z pożegnalnego występu „Polskiego ZOO” (Marcin Wolski zapowiedział, że program znika z ekranu tv), opatrzona co smaczniejszymi cytatami. Na przykład Jerzy Kryszak powiedział, że w Polsce prima aprilis trwa cały rok. Jako żywo miał rację.
Na koniec wskazanie na nadchodzący tydzień (cytuję za znanym autorem tekstów piosenek Markiem Dutkiewiczem): Czasy ponure, chrońmy kulturę.

klif_nr2