Kiedy nie wierzę własnej pamięci, wtedy przeglądam stare roczniki „Klifa” i wówczas nie wierzę własnym oczom. Zapowiedź Święta Śledzia – dwadzieścia lat temu, dokładnie 20 lipca 1996 roku. Pierwsze Święto Śledzia Bałtyckiego – w czerwcu 2004 roku. Jakim więc cudem niedawno obchodzono je po raz piętnasty? Kto wie, niech pospieszy z odpowiedzią. Wyjaśnienie albo sprostowanie przyjmę z pokorą. Póki co historia świątecznego śledzia na Wybrzeżu Rewalskim przedstawia się jak poniżej.

tn_zapisane-4-1Śledź nie jest rybą, to tylko zakąska – mawiają niektórzy i stopkę czystej przegryzają dzwonkiem, obowiązkowo marynowanym. Tak na przykład uczynił Nikodem Dyzma na początku swojej kariery. W „Lalce” Prusa na głowę wychylonej z okna baronowej Krzeszowskiej leciały śledzie rzucane złośliwie przez studentów mieszkających na mansardzie. Jan Brzechwa napisał złośliwy wiersz o naiwnym śledziu, beczce soli i przebiegłych dorszach. W trzeciej części „Dziadów” jeden z dyskutantów w Salonie Warszawskim mówi: Spodziewam się, że panu na myśl nie przejdzie, aby napisać wierszem, że ktoś jadł śledzie.

Można zatem powiedzieć, że śledź w Polsce nie miał dobrej prasy. Wykpiwany przez stulecia, przed wojną nazywany kawiorem ubogich, doczekał jednak dobrej zmiany i został zrehabilitowany. Tytuł książki kapitana Macieja Krzeptowskiego „Zasolony król” mówi chyba wszystko.
Do głosu doszli zarówno śledziożercy, jak i bałtyccy rybacy, a „Klif” od samego początku dzielnie im sekundował. W trzecim numerze (17 lipca 1993 r.) ukazał się artykuł „Jak zaspokoić apetyt na rybkę?” autorstwa Jerzego Timena, którego fragment zacytuję:
Jak to w końcu jest? – pytam Henryka Gmyrka z Niechorza, który już od 15 lat wypływa kutrem na Bałtyk. Zastąpił on na nim swojego teścia, który na tych wodach rybaczył od lat 35. – Są ryby w morzu, czy ich nie ma? A jeśli są w sieciach, to dlaczego brakuje ich w sprzedaży?
Bałtyk został przełowiony – mówi p. Gmyrek. – Głównie zresztą dzięki połowom niewodowym. Teraz znajdujemy w sieciach tylko narybek fląder, którego w zasadzie nie powinno się łowić. Nastąpił natomiast wzrost ryb śledziowatych. Moglibyśmy ich więcej dostarczyć na rynek, ale nie ma na nim odpowiednich tradycji.

Chyba wówczas zaczęła kiełkować myśl o należytym uszanowaniu śledzia bałtyckiego. Wegetacja trwała dość długo, gdyż Henryk Gmyrek był mocno zajęty organizacją, a potem otwarciem Muzeum Rybołówstwa w Niechorzu w uroczym budynku przy ul. Marchlewskiego odziedziczonym po FWP. Gwoli prawdy, niechorskie muzeum to także zasługa historyka Sławomira Kropidłowskiego i kustosza Muzeum Narodowego w Szczecinie Waldemara Kopczyńskiego. Muzeum zostało otwarte w czerwcu 1994 roku, a ul. Marchlewskiego kilka lat później przemianowano na al. Bursztynową. Później zaczęło tam działać Stowarzyszenie Miłośników Tradycji Rybołówstwa Morskiego, w którym także się udzielałem. Owa organizacja, a także muzeum, to kolejne tematy, którym poświęcę sporo miejsca w najbliższym czasie. Mroczna jest zwłaszcza historia sprzedaży nieruchomości, w której początkowo było muzeum, a potem jego przeprowadzki. Powiem więcej, wszystkie opowieści o rybakach z Niechorza i Rewala, z ówczesnym wicewójtem skrytym za ich plecami, są tak frapujące, że warto o tym napisać książkę.

Z archiwalnych numerów „Klifa” wynika, że pierwsze Święto Śledzia zorganizowano na inaugurację Dni Wybrzeża Rewalskiego 21 lipca 1996 roku. Barwny korowód miał przejść ulicami Niechorza, Pobierowa i Rewala, ale czy rzeczywiście maszerował? Czy ktoś to pamięta? Na pewno nie Sławomir Rosiak, który obraził się na władze gminy, nie uczestniczył w organizacji imprez, a finał Miss Bałtyku przeniósł do Międzyzdrojów.

tn_zapisane-4-2Tak naprawdę pierwsze Święto Śledzia Bałtyckiego zaproponowała i współorganizowała (czasem mam wrażenie, że jednak organizowała) redakcja „Klifa”, a pretekstem było 10-lecie Muzeum Rybołówstwa, już po przenosinach do nowej siedziby w centrum Niechorza.
Program dwudniowej imprezy (11-12 lipca 2004 r.) był bardzo bogaty. Wystąpił zespół „Shannon” z Olsztyna wykonujący muzykę celtycką oraz Zespół Tańca Dawnego „Animus Saltandi” z Sopotu z pokazem tańców irlandzkich, szkockich i celtyckich. Przyjechali piraci z Kołobrzegu. Uczniowie szkół w Niechorzu i Rewalu przyszli barwnym korowodem, zaśpiewali szanty i przedstawili krótkie formy sceniczne o tematyce marynistycznej. W programie znalazł się też „Fire Show” w wykonaniu młodzieży z Forum Inicjatyw Młodzieżowych (działającym przy muzeum w Niechorzu). Arkadiusz Bach z Grodziska Wczesnośredniowiecznego w Sopocie dał pokaz wyplatania sieci rybackich, a Tomasz Burek, etnolog z Sopotu, bawił wszystkich gawędami rybackimi.
Specjalnie z okazji Święta Śledzia Bałtyckiego ukazał się zestaw reprintów dawnych zdjęć i pocztówek o tematyce rybackiej przygotowany przez redakcję „Klifa” a wydany jako kolekcja kart pocztowych przez Urząd Poczty w Stargardzie. Były też aukcje, wystawy, konkursy, quizy, pokazy.
Zapowiadając festyn „Klif” pisał: Clou programu to oczywiście śledź. Bałtycki – to trzeba podkreślić, by nikt nie pomyślał, że sukces imprezy budujemy na dorodnym śledziu atlantyckim. Śledź w różnych postaciach – smażony, pieczony, wędzony, marynowany. Wszystkie przyrządzone na sposób rybacki, albowiem właśnie rybacy zadbają na naszym festynie o część kulinarną. Otworzą własne, można powiedzieć „firmowe” stoiska, na których będzie można kupić prawdziwe frykasy nadmorskiej kuchni.

Święto Śledzia Bałtyckiego 2004 było niewątpliwie sukcesem, bo i program super, i zadowoleni turyści, i pochlebne recenzje prasowe i radiowe. W następnym numerze „Klifa”, w dużej części poświęconemu opisowi festynu, ukazało się także takie podziękowanie: Jako pomysłodawca i jeden z organizatorów Święta Śledzia Bałtyckiego w Niechorzu, składam tą drogą serdeczne podziękowania wszystkim, którzy przyczynili się do urzeczywistnienia po raz pierwszy mojego projektu, a w szczególności: członkom Stowarzyszenia Miłośników Tradycji Rybołówstwa Bałtyckiego z prezesem Henrykiem Gmyrkiem na czele, Rejonowemu Urzędowi Poczty w Stargardzie Szczecińskim, Centrum Informacji Promocji Rekreacji Gminy Rewal, pracownikom Muzeum Rybołówstwa w Niechorzu, uczestnikom Forum Inicjatyw Młodzieżowych. Wspólnie zrobiliśmy pierwszy, jakże ważny, krok na drodze do skansenu rybackiego przy latarni morskiej. Dziękuję. Jacek Jasiewicz. Redaktor naczelny „Klifa”.

Święto Śledzia Bałtyckiego miało swój ciąg dalszy. Dwa tygodnie później w niechorskim kościele parafialnym została odprawiona uroczysta msza święta w intencji rybaków i ich rodzin. Potem odbył się festyn na terenie posiadłości państwa Wachowiaków przy ul. Rybackiej. Mimo biesiadnej atmosfery wyczuwało się w spojrzeniach i półsłówkach rybaków Henryka Gmyrka i Jerzego Jasickiego, że zbliża się kres współpracy.
Rok później na pierwszej stronie „Klifa” można było przeczytać: W środę i czwartek 29 i 30 czerwca w Niechorzu odbędzie się po raz drugi Święto Śledzia Bałtyckiego. Tym razem bez naszej redakcji, choć to właśnie redaktor naczelny „Klifa” był pomysłodawcą i jednym z głównych organizatorów, nie mówiąc o sponsorowaniu. W tym roku organizatorzy nie dość, że pominęli „Klifa”, to nawet nie zaprosili na otwarcie. Taki to obyczaj gminny. Nie obrażamy się jednak, nie pomijamy milczeniem tego święta, choć serce boli…

„Klif” opublikował szczegółowy program Święta Śledzia Bałtyckiego. W punkcie pierwszym była uroczysta msza w intencji rybaków.
I wszystko stało się jasne.

tn_klif_sledziowy