W jednej z ostatnich scen dziewiątej serii „Rancza” pobrzmiewają cytaty z „Wesela”.
Redaktor: Ach, ta chata rozśpiewana!
Artysta: Sami swoi, polska szopa!
Redaktor: Ja to czuję, ja to słyszę, ale tego nie opiszę.
Rewal odetchnął z ulgą. Także Niechorze i Pobierowo.
Radość przedwczesna. W oryginale „Wesela” ostatnie z cytowanych zdanie brzmi: Ja to czuję, ja to słyszę, kiedyś wszystko to napiszę.
I tego się trzymam.

Dawno, dawno… Powiedzmy, że plus minus dwadzieścia lat temu gmina Rewal miała wszystko i pod wieloma względami była pierwsza. Wywalczyła nawet swoistą autonomię. Rzecz w tym, iż siedem naszych wiosek letniskowych geograficznie i turystycznie zaliczano do Wybrzeża Trzebiatowskiego, a nawet Gryfickiego (na przykład na widokówkach „Ruchu”). Nie wierzycie? Tak było i… tak jest do dziś. Wikipedia podaje bowiem, że – tu cytat – Rewal położony jest w środkowej części Wybrzeża Trzebiatowskiego…
Gdzie Rzym, a gdzie Krym? Walczyliśmy więc zaciekle, by w świadomości narodu bawiącego nad morzem utrwaliła się nazwa Wybrzeże Rewalskie właśnie. Kto walczył? Kto lansował? Na pewno pani sekretarz gminy Elżbieta Łonyszyn, z całą pewnością właściciel agencji „Ros-Art” Sławomir Rosiak, a i „Klif” może sobie przypisać jakąś część zasług, gdyż Wybrzeże Rewalskie odmieniał na wszelkie sposoby już od pierwszego numeru.
W listopadzie 1993 roku redakcja zaproponowała powstanie Stowarzyszenia Turystycznego „Wybrzeże Rewalskie”, którego podstawowym zadaniem miał być lobbing i promocja turystyki. W całej nadmorskiej okolicy, a może nawet w województwie, nie było takiej organizacji. Zatem Rewal znów z inicjatywą, znów pierwszy.
Dobrze się stało, bowiem, jak doniósł listopadowy „Klif”, sesja Rady Gminy na temat turystyki została odłożona na bliżej nieokreślony termin. Mamy nadzieję, że nie będzie to czerwiec – skomentowała redakcja.
Radni uznali, że w trudzie budowania turystycznej gminy zastąpi ich nowe stowarzyszenie. Ale stowarzyszenia jeszcze nie było, bo – przypomnijmy tu Wieniawę – skończyły się żarty, zaczęły się schody.

Pierwsze spotkanie zainteresowanych mieszkańców gminy według relacji w „Klifie” wyglądało tak: W pierwszej chwili pomysł został totalnie skrytykowany. „Takie stowarzyszenie jest zupełnie niepotrzebne – stwierdził szef „Bocianiego Gniazda” Zbigniew Popik. – Ja na pewno się nie zapiszę”. Kiedy jednak lista założycieli zaczęła wędrować po sali, zapisali się niemal wszyscy obecni.
Drugie spotkanie, równie burzliwe, było bardziej konstruktywne, choć niedemokratyczne. 12 osób dyskutując projekt statutu opowiedziało się za narzuceniem swej woli (głównie w sprawie nazwy i hierarchii celów) pozostałym założycielom.
Tak naprawdę prawomocne stało się trzecie spotkanie założycielskie, które zakończyło się zatwierdzeniem nazwy Stowarzyszenie Turystyczne „Wybrzeże Rewalskie”, projektu statutu i wyborem 3-osobowego komitetu założycielskiego, który doprowadzi do zarejestrowania STWR.

Kolejne spotkanie odbyło się u największego oponenta – w „Bocianim Gnieździe”.
Warto przypomnieć nazwiska założycieli: Wiesław Bobik, Jacek Jasiewicz, Zbigniew Popik, Stanisław Biernacki, Wanda Szukała-Błachuta, Anna Kusztelak, Ryszard Szczepański, Artur Kołodziejczyk, Józef Pawłowski, Teresa Fijał, Elżbieta Łonyszyn, Artur Łącki, Józef Gandurski, Jerzy Wójt, Sławomir Rosiak, Ryszard Matysiak, Zygmunt Wołejszo, Adam Olkiewicz, Mieczysław Beyer, Jerzy Kmita, Witold Pożoga, Marian Norwisz, Mieczysław Dec, Dariusz Toda.

Teraz mała zagadka. Kto z grona założycieli postanowił utworzyć konkurencyjną organizację? „Klif”, choć wiedział, nie powiedział, ale życzył powodzenia.
Stowarzyszenie wystartowało jak na karnawał 1994 przystało, organizując wielki bal promocyjny w gościnnych salach OW „Diament” w Pobierowie. Ach, co to była za impreza! Bawiło się sto osób i to jak! Ostatni goście pożegnali się z gospodarzami około siódmej rano.

Relacja z balu była w „Klifie” krótka, ale ze zdjęciami. Zacytujmy mały fragment: Do dziś plotkuje się o tym, kto i jak się bawił. A zabawa była przednia, orkiestra niezła, a jedzenie doskonałe. Wybrano parę królewską (Beata Sipiak i Jan Szmyt z Pobierowa), licytowano obrazy, prawdziwy zegar z dworca PKP i olbrzymie pudła z tajemniczą zawartością.
Znacznie więcej miejsca poświęcił „Klif” udanemu debiutowi stowarzyszenia na giełdzie „Market-Tour” w hotelu „Amber” w Międzyzdrojach. Potem przyszły kolejne sukcesy na targach turystycznych w Katowicach, Warszawie i Poznaniu oraz na Szczecińskich Dniach Turystyki. Stowarzyszenie prowadziło pierwszy w gminie punkt informacji turystycznej, a także bank wolnych miejsc w sezonie i ofert posezonowych. Dzierżawiło także place targowe w Rewalu i Pogorzelicy oraz pole namiotowe w Pobierowie, zarabiając w ten sposób na promocję i reklamę Wybrzeża Rewalskiego. Mocnym atutem organizacji stała się współorganizacja oskarowego konkursu „Konik Morski”.

Wszystko, co dobre, nie trwa wiecznie. Skończyły się żarty, zaczęły się schody. Jeden z założycieli, Józef Gandurski, nie bardzo wiedział, kogo ma reprezentować w stowarzyszeniu – siebie jako właściciela pensjonatu, czy gminę jako wójt. Powiedzmy wprost, ten dualizm przyniósł stowarzyszeniu więcej szkody niż pożytku. Inny założyciel, Sławomir Rosiak, wypisał się z organizacji, gdyż nie został wiceprezesem ds. artystyczno-marketingowych (jednym głosem przegrał z własnym zięciem!), co oczywiście odpowiednio komentował. Nie pożałował też krytyki, kończąc swój list na łamach „Klifa”: Więc jakie ma być to Wybrzeże Rewalskie? Jakie jest? Kurort, zaścianek czy zapiecek?
Dni pionierskiego stowarzyszenia turystycznego były policzone.
W ostatniej scenie dziewiątej serii „Rancza” artysta Kusy cytuje Wyspiańskiego: Miałeś, chamie, złoty róg, miałeś, chamie, czapkę z piór, czapkę wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci się ino sznur, ostał ci się ino sznur.

klif_strona

Dodaj komentarz