KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Dzisiaj wyłącznie na wesoło. Cóż innego bowiem pozostało, skoro wszędzie dobre zmiany, dziwnym trafem znane seniorom z czasów panów G. Na początek dowcip, niezbyt długi, ale za to nie śmieszny w ogóle. No więc łysy z Rewala spotyka stolarza z Niechorza i pyta: – Może byśmy tak zmienili wójta? Na to stolarz odpowiada: – Jeśli myślisz, że wszystko jest możliwe, to spróbuj trzasnąć obrotowymi drzwiami.

Dobre, prawda? Było kiedyś w „Klifie”.
W kategorii Rewal na wesoło mieści się Centrum Informacji, Promocji, Rekreacji. To niegdyś ukochane, potem porzucone, dziecko ówczesnego wicewójta, który z wielkim poświęceniem piastował nie tylko urząd, ale i funkcję dyrektora owej jednostki budżetowej.

No to mamy taką śmiesznostkę w numerze „Klifa” z lutego 2005 zatytułowaną „Nam czytać zakazano”:
Poniższe zdarzenie opowiedział nam pewien mieszkaniec, prosząc wszakże o anonimowość.
Otóż pewnego dnia zaszedł do Centrum Informacji, Promocji, Rekreacji i wdał się w dyskusję z pracownikami.
– Pan to tak mówi, jakby „Klifa” czytał – skwitowała rozmowę pani kierowniczka jednostki budżetowej.
– A pani nie czyta? – zapytał petent.
– Nam nie wolno czytać „Klifa”. Dyrektor zabrania – szczerze wyznali pracownicy CIPR-u.

CIPR to było takie rewalskie okno na świat. Centrum organizowało wielkie imprezy telewizyjne, zapraszało gwiazdy polskiej estrady, zamawiało tony błyszczących folderów, wydawało dworską gazetkę… Wicewójt i dyrektor w jednym kochał duży format. Nawet nie panoramę, ale co najmniej 16:9. Gigantomania kosztowała, a CIPR jako jednostka budżetowa miał tyle kasy, ile radni przyznali. Były więc poważne problemy finansowe, które wójt, ten najważniejszy, odpędzał od siebie jak natrętną muchę.

Cytat z „Klifa” zatytułowany „CIPR nie płaci, gmina traci”:
Wójt (…) twierdzi, że nie ma nic wspólnego z długami CIPR-u. Czyżby zapomniał, że jest to jednostka budżetowa gminy? A może CIPR ma specjalny status, wyłączający spoza wszelkiej jurysdykcji? Coraz częściej można odnieść takie wrażenie – państwo w państwie. A na czele dyrektor, zajmujący stanowisko bez konkursu, wbrew uchwale Rady Gminy.

W czasach, gdy nad morzem jeździł zabytkowy parowóz, na łamach „Klifa” ukazywał się wakacyjny dodatek wąskotorowy. Od czasu do czasu pojawiały się w nim różne facecje, takie jak ta:
Do biura pracy zgłasza się bezrobotny mężczyzna.
– Kim pan jest z zawodu?
– Zawiadowcą stacji.
– Gdzie pan mieszka?
– W Pobierowie.
– Przecież tam nie ma stacji!
– Właśnie dlatego jestem bezrobotny.

Mało śmieszne, bo nieprawdziwe. Wszak na Wybrzeżu Rewalskim wszyscy ciężko pracują, dobrze zarabiają, płacą wysokie podatki. Tutaj nie ma bezrobocia, jest natomiast wysoki dochód na jednego mieszkańca. Gmina Rewal – jedna z najbogatszych w Polsce. Jakim cudem jest niebotycznie zadłużona? To żart jakiś, jak ten o drzwiach obrotowych, którymi nie można trzasnąć, bo od lat tkwi w nich wójt.

tn_zapisane-na-klifie-7-2
A propos różnych gminnych spraw. W „Klifie” z września 2005 r. w rubryce „Hyde Park” wydrukowany został taki oto list czytelnika:
Szanowna Redakcjo,
Najpierw zirytowany, a potem ubawiony różnymi sprawami, pozwalam sobie przesłać poniższą opowiastkę, z nadzieją, że ujrzę ją w druku:
Król Lew postanowił wybudować na polanie schronienie dla swoich poddanych, co jak wiadomo wymaga wielu zezwoleń, wniosków i podań. Władca był gorącym zwolennikiem demokracji, więc zwołał zebranie, by dokonać wyboru przedstawiciela do załatwienia tej ważnej sprawy. Zwierzęta zadecydowały, że sprawy w Urzędzie będzie załatwiał Niedźwiedź, bo duży, silny i wzbudza respekt.
Rankiem poszedł Niedźwiedź do Urzędu i wrócił po południu, a minę miał nietęgą.
– Co załatwiłeś? – zapytał Lew.
– Nic nie załatwiłem – odparł Niedźwiedź.
– Jak to nic?! Ty, taki wielki i nic?!
Następnego dnia wydelegowano Lisa, bo chytry, sprytny, przebiegły.
– Spokojnie da sobie radę – orzekł Lew.
Niestety, historia się powtórzyła – Lis wrócił z niczym.
Kolejny demokratyczny wybór padł na Wiewiórkę.
– Taka ładna, taka zgrabna. Na pewno zrobi dobrze wrażenie – powiedział Lew.
I znowu to samo, czyli nic.
– Może więc ktoś na ochotnika pójdzie do Urzędu? – zapytał Lew.
Gdy zgłosił się Osioł, cała polana zatrzęsła się od huraganowego śmiechu.
– Ty? – dziwił się Lew. – Przecież ty nic nie potrafisz załatwić.
Jednak Osioł uparł się i ostatecznie podreptał do Urzędu.
Wyobraźcie sobie, moi Drodzy, po dwóch godzinach Osioł wrócił z zezwoleniem w zębach.
– Jak to załatwiłeś? – pytały zwierzęta.
– Okazało się, że w każdym pokoju siedzi ktoś z mojej rodziny – odparł Osioł.

Maksyma na ten tydzień: Ludzie myślą, że zmieniają władzę, a to władza zmienia ludzi.

3 Komentarze

  1. „”W „Klifie” z września 2015 r. w rubryce „Hyde Park” wydrukowany został taki oto list czytelnika” – to chyba jakaś pomyłka z datą…. Pozdrawiam i czekam na jescze

  2. Pani Iwono, oczywiście masz rację. Chodzi o 2005 rok. Ten błąd jakoś umknął korekcie. Przepraszam. I oczywiście pozdrawiam.

Dodaj komentarz