Sezon jaki jest, każdy widzi. Taki trochę w kratkę – pod względem pogody i opinii. Jedni są zadowoleni, bo w pensjonacie nie mieli pustych przebiegów, a na przykład Park Wieloryba odwiedziło dwukrotnie więcej osób niż rok temu. Inni narzekają, bo turyści odwołali przyjazd i nie było nikogo na ich miejsce, a Park Miniatur Latarni Morskich nie cieszył się spodziewanym powodzeniem.
Jaki był sezon, dajmy na to, dwadzieścia lat temu? 24 sierpnia 1996 roku „Klif” pisał na pierwszej stronie tak: Co prawda wszyscy wiedzą, ale trzeba ten fakt zachować dla potomnych. Ktoś kiedyś będzie wertował pożółkłe egzemplarze „Klifa” i dowie się, że lato AD 1996 było paskudne, lecz w drugiej połowie sierpnia świeciło słońce i ostatni wakacyjny turnus okazał się nadzwyczaj udany.
Tyle, jeśli chodzi o pogodę, która nad morzem ma kapitalne znaczenie i jest najważniejszym wskaźnikiem do oceny sezonu. Tak było, jest i będzie, niestety.

W czerwcowym „Klifie” z 1996 roku znajdujemy sporo informacji zapowiadających sezon w gminie Rewal. Oto bowiem:
* uroczyście otwarto nowy Urząd Pocztowy w Rewalu,
* ośrodek zdrowia w Pobierowie rozpoczął pracę na dwie zmiany,
* radni na sesji podjęli uchwałę o utworzeniu Straży Gminnej,
* przybyło automatów telefonicznych,
* występem kabaretu „Rak” oraz Rafała Kmity rozpoczął się sezon artystyczno-rozrywkowy w rewalskim amfiteatrze,
* gmina zakupiła 25 kompaktowych przenośnych sanitariatów, które będą ustawione między innymi w pobliżu zejść na plażę,
* na poczcie w Rewalu uruchomiono, z pewnym opóźnieniem, kantor wymiany walut.

Sezon sezonem, ale obok toczyło się codzienne życie w gminie, obszernie relacjonowane przez „Klif”.
Na przykład radny Waldemar Jaworowski zaniepokoił się przekazaniem amfiteatru w ręce prywatnego dzierżawcy i pytał gromko o losy inicjatywy powołania Gminnego Ośrodka Kultury. Radny Konstanty Tomasz Oświęcimski zaproponował, by organizację i prowadzenie GOK-u powierzyć panu Jaworowskiemu. Niestety, radny propozycji tej nie przyjął – napisał „Klif”.

Z kolei na zebraniu wiejskim w Rewalu mieszkańcy ostro zaprotestowali przeciwko nowym, oczywiście wyższym, cenom za wodę i ścieki. Sławomir Rosiak przedstawił petycję do Rady Gminy, która zaczynała się tak: My mieszkańcy Rewala oświadczamy stanowczo, iż nie wyrażamy zgody na bezprecedensową i skandaliczną decyzję Rady Gminy dotyczącą podwyżki opłat za wodę i ścieki.
Decyzja ta podjęta została bez żadnej konsultacji ze społecznością gminy Rewal, co jest typowym przejawem braku troski radnych o sprawy swoich wyborców.
Ciekawe, że protestował tylko Rewal. O ile pamiętam, nie odniosło to żadnego skutku i sprawa szybko ucichła. Za droższą wodę tak naprawdę zapłacili wczasowicze.

zapisane-8-1W czerwcowym „Klifie” powrócił temat jeziora Liwia Łuża, które w 1957 roku przekształcono w rezerwat ptaków, co jednak nie przeszkodziło w wydzierżawieniu akwenu prywatnemu przedsiębiorcy. Zdaniem mieszkańców Pogorzelicy i Niechorza ów pan – zacytujmy fragment pisemnego protestu – przez cały czas prowadził rabunkową eksploatację jeziora, nie przestrzegał zasad i przepisów obowiązujących w odłowach ryb na tym jeziorze.
Gmina od dawna miała apetyt na jezioro. Miała też dobre pomysły na zagospodarowanie tego terenu. Wystąpiła więc o skomunalizowanie jeziora, na co jednak nie zgodziła się Agencja Rolna Skarbu Państwa i ogłosiła przetarg na dzierżawę akwenu. Liwia Łuża na długie lata poszła w obce, prywatne ręce, choć władze Rewala złożyły najkorzystniejszą (jak się okazało po otwarciu kopert) ofertę.
Liwia Łuża wiele lat temu była ogólnie dostępna. Znajdowały się tam nawet wypożyczalnie łódek i kajaków, każdy mógł łowić ryby. Do czasu…
W „Klifie” z 3 września 1994 roku ukazał się tekst zatytułowany: „Niektórzy pamiętają, jak powstał rezerwat. To ja uciekłem kajakiem do Szwecji”. Otóż do Niechorza przyjechał pewien Polak, mieszkaniec Chicago, który w 1957 roku uciekł z kolegą do Skandynawii. Kajakiem! Ruszyli z jeziora Liwia Łuża późnym wieczorem, zaopatrzeni w kompas, latarkę i skromny prowiant. Po wypłynięciu na Bałtyk obrali kurs na Bornholm. Sprzyjała im bezwietrzna pogoda, morze było gładkie jak stół. Udało się!
Ówczesne władze w pierwszym odruchu bezsilnej wściekłości nakazały zniszczenie wszystkich łódek, kajaków, pomostów. Stanica wodna przestała istnieć. Potem wydano rozporządzenie o utworzeniu na jeziorze Liwia Łuża rezerwatu ptaków wędrownych.
Tak więc utworzenie rezerwatu okazało się sprawą polityczną. Dziś trzeba to wszystko odkręcić, ale urzędowo, nie politycznie – napisał dziennikarz „Klifa”.
Takie to były czasy.

Dobre słowo na najbliższe dni: Życie jest łatwiejsze niż się wydaje. Wystarczy godzić się
z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia.

Dodaj komentarz