Czternaście pracowitych lat spędziłem na Wybrzeżu Rewalskim. Czternaście najlepszych lat dziennikarza-prywaciarza. Parafrazując piosenkę Kory – gminie na klifie oddałem talent i serce, tutaj straciłem samochód i zdrowie, a naród wołał – rób dalej „Klifa” ku naszej ozdobie. Kto dziś o tym pamięta? Tylko nieliczni.

Tak, pamięć dobra, ale krótka…
– Jakie drzewa rosły na Grunwaldzkiej czterdzieści lat temu? – zapytałem przyjaciół mieszkających w gminie Rewal, można powiedzieć, że od zawsze.
– Chyba lipy – odpowiedzieli niepewnie. – Ale po co ci to wiedzieć?
– A jak się nazywało kino w Pobierowie?
– „Bursztynek” oczywiście.
Ani „Bursztynek”, ani „Bajka”, ani „Muszelka”, lecz „Delfin” Ale po co to wiedzieć?
Właśnie, po jakie licho?
Papież Jan Paweł II nie miał wątpliwości. Powiedział, że pa­mięć o przeszłości oz­nacza zaangażowa­nie w przyszłość.
Warto czasem tej pamięci pomóc. Ot, choćby wertując archiwalne numery „Klifa”. Czternaście roczników, 298 numerów. Sporo, prawda?

Niewiele brakowało, by „Klif” ukazał się gdzie indziej, albo wcale. Na szczęście znalazłem się w odpowiednim czasie we właściwym miejscu. O narodzinach „Klifa” zadecydowało – nie uwierzycie – spóźnienie redaktora Zygmunta Kowalskiego z konkurencyjnego wydawnictwa. On był umówiony z wójtem Józefem Gandurskim, ja przyjechałem ot, tak sobie, właściwie bez konkretnego powodu. Kolega Zygmunt mocno się spóźniał, ja natomiast zajrzałem do Urzędu Gminy w nadziei, że wójt znajdzie chwilę czasu i zechce… Znalazł, gdyż był umówiony z nieznanym osobiście redaktorem. Zechciał, bo mniej więcej wiedział o co chodzi. Wójt kupił pomysł gminnej gazety dla wczasowiczów (tak ich wtedy nazywano) i skierował do pani sekretarz Elżbiety Łonyszyn. I to był początek.

Pierwszy „Klif” ukazał się w sobotę 3 lipca 1993 roku. Dystrybucją zajęli się sołtysi. Początkowo nakład dzielili sprawiedliwie, czyli równo. Z czasem – gdy po sezonie „Klif” stał się miesięcznikiem dla mieszkańców i zaczął zyskiwać na popularności – podział tego dobra odbywał się po uważaniu i znajomości, bo dla wszystkich chętnych nie starczało. Bywało też i tak, że sołtys jako pierwszy czytelnik nie zgadzał się z treścią jakiegoś artykułu i wrzucał swój przydział do pieca.

Wróćmy do lata 1993 roku. W pierwszym numerze wakacyjnego tygodnika pani sekretarz witała turystów, przepraszała za utrudnienia na rozkopanych ulicach i prosiła o wyrozumiałość. Trwała bowiem modernizacja wodociągu przejętego od Funduszu Wczasów Pracowniczych oraz budowa kanalizacji łączącej poszczególne miejscowości z nową oczyszczalnią ścieków w Pobierowie. Niektóre ulice były więc rozkopane, a jezdnie czekające na asfaltowanie kurzyły niemiłosiernie. Turyści wykazali dużo zrozumienia, wszak w przyszłym sezonie miało być lepiej. Pogoda dopisywała, rozrywek i atrakcji nie brakowało. Sezon letni w „Cafe Rancho” w centrum Rewala rozpoczął się już w czerwcu recitalami Eleni. Na niedzielę 4 lipca w kawiarni państwa Rosiaków zaplanowano „Polskie ZOO”, czyli Andrzeja Zaorskiego i Jerzego Kryszaka. Przyjazd do Rewala zapowiedzieli: Jan Pietrzak, który startował na prezydenta (mówił, że nie będzie lepiej, ale na pewno śmieszniej) oraz Bogdan Smoleń, Jan Tadeusz Stanisławski, Andrzej Rosiewicz i Tadeusz Drozda. „Klif” zapowiadał też Dni Wybrzeża Rewalskiego i wybory Miss Bałtyku w amfiteatrze.

O czym jeszcze można było przeczytać w pierwszym wydaniu „Klifa”? Oto krótki przegląd tytułów.

„Tyłeczek zamiast łodzi rybackiej”. Był to przegląd widokówek oferowanych przez „Ruch” i ulicznych sprzedawców, z którego wynikało, że i tutaj zachodzą duże zmiany.
„Wieczorek zapoznawczy – przeżytkiem”. Kazimierz Janowczyk z „Gromady” w Niechorzu powiedział, że tego typu imprezy nie cieszą się popularnością. Wypoczywają tu głównie rodziny z dziećmi. Warto zacytować fragment tekstu: „Mają do dyspozycji dwa pokoje – jeden dla dzieci, drugi jest dla dorosłych. Standard – wyżej przeciętnej, bo są natryski i telewizory. To jednak kosztuje 210 tys. za dzień od osoby.”
„Najłatwiej zabłądzić w… Pobierowie”. Reporter „Klifa” opisał przypadek 8-letniego chłopca, który na chwilę opuścił budynek kolonii, by kupić lody i nie mógł trafić z powrotem. Przy tej okazji policjanci zwrócili uwagę, że w Pobierowie jest 100 ulic i zabłądzić łatwo.
„Część plaż w prywatnych rękach. Kto na tym zarobi?”. Zakład Gospodarki Komunalnej wydzierżawił niektóre odcinki plaży osobom prywatnym i spółkom, cedując na nie obowiązek dbania o czystość i bezpieczeństwo. Plaże oczywiście pozostały bezpłatne. Dzierżawcy mieli zarabiać na wypożyczaniu sprzętu pływającego i plażowego oraz działalności punktów gastronomicznych.
„Klif” pisał także o informacji turystycznej i banku informacji o wolnych miejscach – w hotelu OSiR w Rewalu (pierwszy i przez długi czas jedyny hotel w gminie).
Były również rozmówki z turystami, którzy narzekali, że jest za mało smażalni ryb, a oferta – kiepska. I pytali – gdzie można zjeść smażone śledzie?
Na koniec drobna informacja zatytułowana „Do gminy z… talerzem”. Okazało się, że niezadowoleni turyści z wszelkimi problemami, skargami, interwencjami itp. walą jak w dym – do Urzędu Gminy Rewal. Na dowód, że są źle karmieni, potrafili przynieść talerz z rozklepanym na papier kotletem schabowym!

Co było dalej? Jeśli chcecie wiedzieć – zaglądajcie na www.widoki.info. Obiecuję, że raz w tygodniu coś sobie przypomnę i o tym wspomnę. Myślę, że warto, bo w latach dziewięćdziesiątych Wybrzeże Rewalskie wiodło prym w wielu dziedzinach. O gminie Rewal było głośno. Tak jak teraz, aliści zupełnie z innego powodu.

klif_1